Skomentuj:
Komentarze (83)
-
@nikodem_73
1. Przykład amerykańskich studiów przytoczyłem tylko dlatego, aby pokazac iz ilosc studentów nie musi być problemem i można oddzielić tych lepszych od tych gorszych nie ograniczając nikomu dostępu do zawodu.
2. Patologie na uczelniach - pełna zgoda. Ale to nie powód do "bojkotu" studiów jako takich. Tym tokiem myślenia w szkole średniej też nie jest idealnie ale nie wątpisz chyba w sens kończenia szkoły średniej.
3. Studenci ciągną kilka kierunków bo drugiej takiej okazji nie będą mieli. Zaczynając pracę (i zakłądając rodzinę) praktycznie nie ma czasu na drugie studia.
4. Jeszcze w latach 80-tych tytuł magistra i znajomość angielskiego gwarantowało prestiż i w miarę dobrą pracę. Teraz śmierć i podatki.
5. Kończyłeś informatykę 20 late temu (XT(AT), 8086, pascal, clipper, c (nieobiektwe), navigator, netware 2 i 3, itd. - pamiętam:-) więc powinieneś najlepiej wiedzieć co Ci studia dały. Mi np. dały pewność siebie i wiarę w swoje umiejętności. Wiedza zdobyta na studiach jest w większości nieaktualna ale umiejętność jej przyswajania i przetwarzania nadal mi procentuje.
6. Oczywiście wielokrotnie pracowałem fizycznie. Teraz też absolwenci pracują fizycznie bo nie mają wyjścia - z czegos trzeba przecież żyć. -
@agzum: 1. Przywołujesz system amerykański co jest po prostu aberracją. U nas tego systemu nie można wprowadzić z tej dość banalnej przyczyny, że uczelnie otrzymują *DOTACJE* "od głowy".
U nas nikt nie ma interesu w tym aby dbać o jakość nauczania. Studenci? Bez żartów. Wykładowcy? Jak za dużo obleją ludzi to dostaną opiernicz z góry, że jeszcze się rozejdzie plota, że na uczelni "tną" i za rok będzie mniej chętnych (a co za tym idzie mniej dotacji, a co za tym idzie mniej kasy dla wykładowcy). Prowadzący uczelnie? A po co? Skoro i tak dostają kasę od sztuki to po co się spinać? (plus patrz wykładowcy). Po prostu olanie jakości jest bardziej opłacalne.
W Stanach najbardziej prestiżowe uczelnie żądają naprawdę sporej kasy za naukę. Jak się zadłużysz po uszy aby studiować to masz *PARCIE* aby być najlepszym. I nie wybierasz kierunku na chybił-trafił. To jest też element selekcji. U nas zaś selekcja nie istnieje na *żadnym* etapie.
Piszesz, że obecnie student ciągnie kilka fakultetów. Powiedz mi - jak to w ogóle możliwe? Gdy sam 20 lat temu wybierałem się na studia to *dwa* fakultety to robiły mutanty popromienne cierpiące na bezsenność. Jeżeli człowiek chciał to robić to *musiał* zrezygnować z życia osobistego. Po prostu. Większa ilość fakultetów w ogóle nie wchodziła w rachubę (problem "bilokacji ćwiczeniowej" jeszcze wówczas nie był rozwiązany).
I może Cię zaskoczę - generalnie w życiu masz gwarancję tylko w dwóch sprawach:
- umrzesz, oraz
- zapłacisz podatki
Cała reszta nie jest gwarantowana. Sam na studia poszedłem na Politechnikę - wybrałem informatykę. Okazało się to dobrym wyborem. A zrobiłem tak, bo to było coś co lubiłem robić. I poszedłem tam pomimo tego, że media trąbiły jak to będzie potrzeba ludzi od marketingu i zarządzania.
Z perspektywy czasu jednakże stwierdzam, że w ciągu tych 5 lat studiów najwięcej nauczyłem się robiąc fuchy dla różnych firemek "informatycznych" (których wówczas było jak psów). Studia zaś dały mi jedynie umiejętność "gdzie i jak szukać".
2. Oj nie nie. Talentu *nie da się* wyuczyć. Możesz mieć przeogromną wiedzę połączoną z kompletną nieumiejętnością jej przekazywania. Poza tym musisz *lubić* uczyć. W przeciwnym wypadku to choćbyś defekował cegłami to "mierny wykładowca" to maksimum Twoich możliwości.
3. Chcę powiedzieć, że powszechność dostępu do pojazdów mechanicznych unaoczniła nędzę polskiego systemu przyznawania prawa jazdy. Po prostu gdy samochodów było mniej to osoby cierpiące na wszelkie odmiany paranoi szosowej (objawy: nie patrzę w lusterka, nie używam kierunkowskazów, nie mogę się zdecydować którym pasem jadę) nosiły dumne imię "niedzielnych kierowców". Owi kierowcy pojawiali się za kierownicą zwykle w niedziele rano - albo prowadzili autko do kościółka, albo wieźli zachlanego współmałżonka do domu. W pozostałe dni tygodnia pojazd bądź stał pod domem (benzyna na kartki!), bądź też był prowadzany przez osobę, która lepiej sobie dawała radę za kółkiem.
Dziś owi niedzielni kierowcy często-gęsto posiadają własny pojazd dzięki czemu *lepiej widać*, że prawa jazdy nigdy dostać nie powinni.
4. A w jaki sposób? Jedyne co mi przychodzi do głowy to *pozbycie* się nadmiernej ilości budynków (a w takim wypadku wielkość sal jest sprawą wtórną). Tylko jest jeden malusi problemik - ktoś to musi kupić. A żeby kupić to musi mieć *co* robić w takich budynkach.
5. Och - też studia wspominam miło. Tak samo jak niektórzy moi znajomi pobyt w wojsku (jeden to nawet na zawodowego poszedł tak mu się spodobało). Tyle tylko, że nie zmienia to faktu, iż naprawdę nie wszyscy muszą mieć "wyższe".
I tu mam małe pytanie - pracowałeś kiedyś fizycznie? No wiesz np. na budowie jako pomocnik, albo przy zbiorze truskawek, albo kopiąc rowy? Bo mnie się zdarzyło (i to nie raz). I jak trzeba będzie to mogę tak robić znowu. A teraz powiedz z czystym sumieniem, że pan "dopiero-co-mgr" chwyci bez żalu za kilof bo nie ma pracy dla kolejnego tabunu socjologów. -
Brawo Debesz, głpim narodem łatwiej się rządzi, ale byłegomin. od szkolnictwa to on nie przebił był wpolskim rządzie min. który powiedział ''wystarczy aby POLAk umiał czytać książeczkę do nabożeństwa .To był głupi minister d?s nuaki.ksui
-
@trv
1. Według Twojej koncepcji studia powinny byc elitarne i tylko dla najlepszych tzn. tych którzy z pasją i zaangażowaniem bedą zgłębiac tajniki wiedzy i tak jak Albert E. w wieku 21 lat miec już za sobą pierwsze odkrycia/sukcesy naukowe. Tylko że tak to mozna było studiowac jeszcze jakieś 30 lat temu. Kończąc dany kierunek studiów absowent był prawie pewny że znajdzie pracę w swoim zawodzie. Niestety czasy sie zmieniły. Obecnie student najczęściej w czasie studiów również pracuje (aby zdobywac doświadczenie lub dla celów zarobkowych) jak również "ciągnie" po kilka fakultety. Poza tym ze względu na dużą ilosc ludzi po studiach nie ma gwarancji czy wybrany przez niego kierunek nadal będzie atrakcyjny na rynku pracy po skończeniu studiów. Z powyższych powodów całkowite zaangazowanie wydaje sie mocno utrudnione. Jest jeszcze jeden negatywny aspekt Twojej koncepji. Zakładach że raz podjęta decyzja o kierunku studiów jest ostateczna i niezmienialna. Tylko raz się jest w wieku 19-24 lat a później zarabianie na życie swoje i swojej rodziny (więc tym bardziej nie ma czasu na pełne zaangażowanie - po raz drugi). Podam Ci pewien przykład. W połowie lat 90-tych nie było popytu na lekarzy i tylko co trzeci absolwent medycyny znajdował pracę jako lekarz. Pozostali zatrudniali sie najczęściej w firmach farmaucentycznych jako przedstawiciele. Po kilku(nastu) latach bardzo wielu z tych przedstawicieli straciło pracę (zgodnie z teorią zarządzania że po 5 latach pracownik-handlowiec traci motywację i zaangażowanie i trzeba go zastąpi nowym). Taki absolwent medycyny w wieku 35 lat mając przed sobą 30 lat do emeryturu pozostaje bez zawodu i bez możliwości przekwalifikowania sie (chyba że na spawacza). Jaki wniosek? Gdyby studia opierały sie głównie na zdawaniu egzaminów (potwierdzaniu posiadanej wiedzy) a nie uczęszczaniu na zajęcia to bardzo wielu zdolnych ludzi miałoby mozliwosc bezboleśnie zmienic zawód w bardzo krótkim okrasie czasu (nawet do roku przy założeniu że częsc przedmiotów przepisałaby z poprzednich studiów).
2. Czym innym jest klasyfikowanie studentów i uczelni a czym innym selekcja i niedopuszczenie do wykonywania zawodu. Dlaczego ktoś miałby nie zostac dopuszczony do wykonywania zawodu tylko dlatego że był najgorszym studentem na najgorszej uczelni. Jeśli tylko jego poziom wiedzy jest wystarczający do przyszłej pracy to czemu nie? Mamy w Polsce ponad 2000 licencjonowanych maklerów i ponad 300 doradców inwestycyjnych (czyli chyba za dużo) - czy to oznacza że należy podniesc poziom egzaminu by ich więcej nie przybywało? Każdy z nich zdając egzamin potwierdził swoją wiedzę i ma pełne prawo wykonywac swój zawód a to pracodawca decyduje czy zatrudni tego z większą ilością punktów czy mniejszą.
3. Co do patologii na naszych uczelniach w większości sie z Tobą zgadzam (nie wymieniłeś nawet 1/10 wszystkich głównych grzechów obecnego systemu szkolnictwa wyższego). Jednakże dla rozwoju naszego kraju lepiej byłoby walczyc z tymi patologiami i miec coraz inteligentniejsze społeczeństwo niż promowac uroki bycia "rzemieślnikiem". Zdaję sobie sprawą że poziom wielu uczelni (głównie prywatnych) jest na poziomie bardzo niskim, ale w takim razie należy wymusic podniesienie ich poziomu a nie wrzucac wszystkie uczelnie do jednego worka z tezą że studia są be z sensu. -
@eti.gda
Formalnie przepis o 3 nieobecnościach i skreśleniu z listy nadal funkcjonuje na większości uczelniach. Problem w tym, że wykładowcy sami już tego nie przestrzegają bo musieliby skreślić większość studentów w związku z czym nie prowadzą list obecności, przymykają oczy na 'wirtualne' wpisy, umożliwiają masowe zaliczanie ćwiczeń w ostatnim możliwym terminie a co bardziej leniwi dopuszczają wszystkich do egzaminu, bo w końcu w ich mniemaniu nie ma sensu dublować roboty i dwa razy maglować studentów praktycznie o to samo...
Natomiast ambitni wykładowcy mają związane ręce bo od dyrektora instytutu albo od dziekana wydziału przychodzi nieformalne polecenie że dobrze by było gdyby stan osobowy studentów znacząco się nie zmienił... -
trv:
... Osobiście bym wywalił z DZIENNYCH studiów każdego kto nie chodzi np na ćwiczenia (wykłady są dobrowolne) a na wielu kierunkach dziennych humanistycznych zdarzają się sytuacje że studenci pracują za granicą i wracają tylko na egzaminy. Wykładowcy przymykają na to oczy bo co mają zrobić? Wywalić 1/3 roku a uczelnia ma stracić kasę za pogłówne? To jest patologia a twoje rozwiązanie jest jedynie środkiem do legalizacji tejże patologii.
----------------------------------------------------------
To teraz za nieobecność na ćwiczeniach nie ma żadnych konsekwencji? "Za moich czasów" był przepis w regulaminie studiów, że trzykrotna nieusprawiedliwiona nieobecnośc na ćwiczeniach czy laboratoriach skutkowała skreśleniem z listy studentów. Ale jeśli nawet nieobecność była usprawiedliwiona, te ćwiczenia czy laboratoria nie były darowane. Trzeba je było "odrobić" w innym terminie. Niezaliczenie ćwiczeń powodowało niedopuszczenie do sesji i wyjazd z uczelni. Ale teraz studenci mają fajnie!
Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX




