SS-mani w wywiadzie RFN: rząd Merkel odtajnia archiwa BND. Kogo pogrążą?

"Gestapo Boys". Tak brytyjska prasa nazywała byłych nazistów, zatrudnionych przez powojenny niemiecki wywiad. Po tym, jak rząd Angeli Merkel pozwolił zbadać archiwa BND, "Gestapo boys" mogą sprawić kłopoty rządzącej chadecji. O powojennych losach nazistów pisze "Der Spiegel".
Od 1939 do 1945 roku Georg Wilmzig i jego 300-osobowy szwadron IV/2 wymordowali w okupowanej przez nazistów Polsce tysiące mężczyzn, kobiet i dzieci. Po 1945 roku zbrodniarz szukał nowego zajęcia. Szybko je znalazł - w zachodnioniemieckim wywiadzie - pisze "Der Spiegel". Wilmzig nie był jedyny. Inny były nazista, Johannes Clemens, zwany "Tygrysem z Como", po wojnie również przeszedł na żołd wywiadu. Wcześniej ten kapitan SS należał do szwadronu, który w tzw. Jaskiniach Ardeatyńskich koło Rzymu rozstrzelał w 1944 roku 335 cywilów. Zbrodnię tę uznano za jedną z największych masakr na ziemiach włoskich w okresie II wojny światowej.

Rząd Merkel otwiera archiwa. Może tego pożałować

Niemiecki wywiad rozlicza się z przeszłością. O tym, że Bundesnachrichtendienst, służba zagraniczna zachodnich Niemiec, nie wahała się przed zatrudnianiem w swoich szeregach nazistów z wyjątkowo mroczną przeszłością, wiadomo od dawna. Ale najnowsze rewelacje z archiwum BND mogą zaważyć na legendzie pierwszego kanclerza powojennej RFN, Konrada Adenauera i odbić się echem na rządzie obecnej kanclerz Angeli Merkel - pisze "Der Spiegel".

Wywodzący się z opozycyjnej socjaldemokracji obecny szef niemieckiej agencji wywiadu Ernst Uhrlau od lat walczył o to, by historycy uzyskali dostęp do archiwów BND z pierwszych lat powojennych. Do ubiegłego roku rząd Angeli Merkel blokował te zamiary - pisze "Spiegel".

Czy "Gestapo Boys" zniszczą legendę Adenauera?

Jednak po tym, jak niewygodne fakty dotyczące nazistowskiej przeszłości odtajniły nawet ministerstwa spraw zagranicznych i finansów Niemiec, przyszedł kolej na wywiad. Dokumenty zbada specjalna komisja historyczna. A rządząca w Niemczech koalicja obawia się, że znajdzie zbyt wiele. Kiedy w latach 50 brytyjska prasa pisała o "Gestapo boys" - byłych nazistach zatrudnianych przez wywiad - Niemcami rządziła koalicja chadecji i liberalnej FDP. Czyli taka sama, jak dziś. O pracownikach podległej mu instytucji kanclerz Adenauer musiał wiedzieć - pisze Spiegel. Informował go o tym - według tygodnika - ówczesny lider socjaldemokratycznej SPD, Kurt Schumacher. O sprawie wiedział też Bundestag.

Generał Wehrmachtu tworzy wywiad na zlecenie Amerykanów

Po upadku Hitlera zawiadujący wraz z pozostałymi Aliantami pokonanymi Niemcami Waszyngton powierzył stworzenie nowego niemieckiego wywiadu Reinhardowi Gehlenowi, generałowi Wehrmachtu, który w czasie wojny kierował wywiadem wojskowym na Wschodzie. USA uznały, że doświadczony w rozgrywkach z ZSRR generał, konserwatysta i wróg bolszewików, może się przydać. W ramach Organizacji Gehlena, jak wówczas nazywano BND, powstała też tzw. Agencja 114 - powołana do rozpracowywania radzieckich agentów na niemieckim terytorium. To właśnie ta komórka stała się furtką do służby w wywiadzie dla byłych nazistów - powiedział "Spieglowi" były pracownik BND, Hans-Henning Crome, który na zlecenie Gehlena prowadził wewnętrzne śledztwo dot. nazistów w szeregach wywiadu.

"Akceptowalne polityczne ryzyko"

I tak szefem Agencji 114 był Alfred Benzinger, znany jako "Grubas". Były sierżant nazistowskiej tajnej policji GFP śledził m.in. niemieckich lewicowców i pacyfistów w RFN. To właśnie Benzinger zatrudniał byłych członków Gestapo, SS i SD, jak Konrad Fiebig, oskarżony o mord 11 tys. białoruskich Żydów, czy Walter Kurreck z szwadronu śmierci SS Einsatzgruppe D, odpowiedzialnego za dziesiątki tysięcy mordów. Według dokumentów CIA Gehlen uznawał zatrudnianie byłych nazistów za "akceptowalne polityczne ryzyko". Adenauera najwyraźniej bać się nie musiał - według materiałów CIA w 1956 roku niemiecki rząd już nie przejmował się "byłymi nazistami i esesmanami", a Gehlena łączyły ponadto dobre relacje z szefem sztabu Adenauera, Hansem Globke. Jeśli niemiecki rząd wykazywał ignorancję, to dlatego, że nikt nie chciał wiedzieć - pisze ostro "Spiegel". I przypomina, że szef wywiadu powiedział niegdyś CIA, że jego agencja zatrudniała procentowo mniej byłych członków SS i SD, niż większość ministerstw. Chodziło mu - podkreśla "Spiegel" - o ministerstwa zachodnioniemieckiego rządu w Bonn.

Niemiecki wywiad wiedział, gdzie jest Eichmann. Przez 8 lat nic nie zrobił

Więcej o: