Tysiące uciekają z miasta śmierci. Ponad 3 tys. ofiar narkotykowej wojny

mig, PAP/AP
02.01.2011 , aktualizacja: 02.01.2011 10:14
A A A Drukuj
Pusty parking przed popularnym niegdyś klubem Fot. Dario Lopez-Mills AP Pusty parking przed popularnym niegdyś klubem
W 2010 roku w graniczącym z USA meksykańskim mieście Ciudad Juarez ofiarą narkotykowej wojny padło 3111 osób - podały miejscowe władze. To rekord. Mimo wysiłków wojska i policji narkotykowe kartele wygrywają - z opętanego wojną dwóch gangów miasta uciekają dziesiątki tysięcy ludzi.
Policjanci patrolują ulice Ciudad Juarez
Fot. Dario Lopez-Mills AP
Policjanci patrolują ulice Ciudad Juarez
Opustoszały klub w Ciudad Juarez
Fot. Dario Lopez-Mills AP
Opustoszały klub w Ciudad Juarez
Ciudad Juarez
Fot. Dario Lopez-Mills AP
Ciudad Juarez
Po zachodzie słońca niektóre dzielnice Ciudad Juarez wyglądają jak wymarłe. Nawet centrym miasta. Straszą zamknięte na głucho budki z taco i hamburgerami i lodami. Nikt nie otwiera aptek, dealerów samochodowych, można też natknąć się na opuszczone gabinety lekarskie. Wszędzie widać tabliczki "wynajmę" i "sprzedam".

Exodus ze stolicy przemocy

Ale do przygranicznego Ciudad Juarez nikt nie chce się przeprowadzać. Wręcz przeciwnie - z rządzonego przez narkotykowe gangi miasta uciekają setki tysięcy ludzi. Leżące po przeciwnej stronie granicy do El Paso w Teksasie meksykańskie miasto jest areną najkrwawszych rozgrywek między rywalizującymi ze sobą narkotykowymi mafiami i policją. Zwykli obywatele nie mogą znieść strzelanin, podpaleń, grabieży, mordów, porwań, egzekucji, haraczy i rozbojów. I masowo uciekają z miasta. Ci, którzy mogą, do leżącego po drugiej stronie granicy El Paso. Dziesiątki małych i średnich przedsiębiorców, restauratorów, właścicieli warsztatów i punktów usługowych rozpoczęło już po drugiej stronie granicy nowe życie - z dala od wyludniającego się miasta.

- Jedna, dwie, trzy, cztery, i dwie kolejne w bloku obok - Laura Longoria pokazuje palcem na domy, z których wyprowadziły się rodziny jej sąsiadów. 36-letnia sprzedawczyni straciła niedawno pracę. Pracodawca zamknął sklep, w którym pracowała, bo nie stać go było na płacenie haraczu bandytom. Czarę goryczy przelało porwanie nastoletniego sąsiada państwa Longoria. Mąż sklepikarki, Enrique Mondragon, pracownik firmy autobusowej, poprosił w pracy o przeniesienie. "Gdziekolwiek" - mówi agencji "AP" Enrique. Rodzina czeka na decyzję.

Kartele walczą o dominację w mieście

Od wybuchu "wojny" między gangiem Juarez i działającym w całym Meksyku kartelem Sinaloa w 2008 r. w Ciudad Juarez zginęły tysiące osób: w 2008 roku - 1587, w 2009 r. - 2643, a w 2010 rekordowe 3111. W najtragiczniejszym miesiącu - październiku - śmierć poniosło 359 osób - powiedział Arturo Sandoval, rzecznik prokuratury stanu Chihuaha, w którym leży Ciudad Juarez. Z 1,4 - milionowego miasta uciekło już, według różnych szacunków, od 110 do 230 tys. osób.

Wojna z narkobaronami

Po tym, jak w 2006 roku prezydent Meksyku Felipe Calderon wypowiedział narkotykowym bandytom bezwzględną wojnę, w całym Meksyku zginęło 30 tys. osób. Ale to w Ciudad Juarez miała miejsce śmierć ponad 5 tys. z nich. Kiedy do Juarez, będącego rewirem gangu o tej samej nazwie, wkroczył kartel Sinaloa, ulice spłynęły krwią zabitych w walce o dominację w mieście. Masakry, ucinanie głów, filmy na YouTube pokazujące tortury i zamachy bombowe stały się codziennością. Nic dziwnego, że już 74 tys. mieszkańców dotkniętego przemocą miasta uciekło na drugą stronę granicy, do El Paso. W całym 2010 roku nagłą śmiercią zmarły tam 3 osoby, w tym jeden samobójca.

"To miasto umiera"

- To miasto umiera. Nikt go nie kontroluje - mówi 50-letni właściciel fabryki, który przeprowadził się do El Paso po tym, jak w 2009 roku przeżył porwanie. Przetrzymywanemu w ukryciu, skrępowanemu i zakneblowanemu mężczyźnie udało się poluzować więzy i głośnym krzykiem zaalarmować sąsiadów, którzy wezwali na pomoc wojsko.

Jeśli Laura Longoria i jej rodzina wyprowadzą się z Juarez, ich dom błyskawicznie padnie łupem szabrowników i wandali. A być może i na nim, tak jak na innych opuszczonych budynkach mieszkalnych, ktoś napisze sprejem "ilu jeszcze?"

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    53 głosy

Skomentuj:

Musisz się zalogować, by dodać komentarz. Jeśli nie posiadasz konta zarejestruj się.

Komentarze (109)

  • mafj_mafj

    0

    @californian1

    wprowadzenie zakaz slodyczy

    wracajac do dyskusji o meksyku...

    Legalizujac sprzedaz drugow w krajach rozwinietych, produkcja w Meksyku i ameryce pld spadla by skokowo o ponad 90%

    Mlodziez ktora dzisiaj wozi sie z giwerami w jeepach w wiekszosci zostalaby odcieta od kasy, zlotych lancochow i sportowych fur. Za 10% kasy nie utrzymasz armii bylych wojskowych.

    CO by robili? Po prostu chlopcy wrociliby do domow zajeliby sie w WIEKSZOSCI czyms legalnym. Nie tworzyli by wiecej tak duzych zorganizowanych grup.
    Ci co sie dorobili wystartowaliby legalne biznesy, inni wrociliby do szkol, rodzicow, zaczeli prace chocby w McDonaldzie.

    Bez strumienia kasy organizacjai struktura bylaby rozbita.

  • gandalph

    0

    californian1:
    "Pomysl o legalizacji narkotykow w celu podciacia skrzydel mafi moze piekny i genialny ale chybiony. Z powodu ze natura nie znosi prozni. "

    A masz lepszy pomysł?
    Pamiętaj o tym, że tu już nie chodzi tylko, ani przede wszystkim, o narkomanów, lecz o anarchizację życia społecznego, zabójstwa, korupcję, przenikanie mafii do wszystkich dziedzin tak, że normalny biznes nie jest w stanie konkurować z "pralnią" brudnych pieniędzy, itd. itd.
    15000-17000% rentowności biznesu narkotykowego jest możliwe TYLKO dzięki temu, że jest on nielegalny. Po zalegalizowaniu rentowność spadnie do 5-10%. A tam, gdzie nic nie można ukraść, nie ma złodziei.

  • erg_samowzbudnik

    Oceniono 1 raz -1

    Jak znam pazerność naszej i nie tylko naszej władzy po zalegalizowaniu narkotyków nałożą taką akcyzę , że i kartele narkotykowe na przysłowiową bułkę z masłem zarobią , podobnie jak jest z przemytem papierosów i nielegalna produkcja alkoholu.

  • erg_samowzbudnik

    Oceniono 1 raz -1

    do californian1
    Porównanie handlu narkotykami do porwań nie jest trafne , ponieważ handel może kwitnąc na ogromna skalę (siatka dilerów) natomiast do porwania trzeba większych środków : ludi samochodów miejsca przetrzymywania porwanego i problem z dyskrecja przedsięwzięcia.
    No i nie opłaca się porywać biedaków a sprzedawać im narkotyki i owszem.

  • pax_rex

    Oceniono 2 razy 0

    politycy nie chca zalegalizowac, bo sami zarabiaja na sprzedazy dragow przez mafie

  • zdzisiek66

    Oceniono 1 raz -1

    To może zabronimy sprzedaży cukierków. Mafia przerzuci się na nielegalny handel słodyczami i rabunki, porwania, haracze i handel narkotykami się skończą, prawda?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX