"Fryderyk Chopin" aresztowany w porcie Falmouth

Dziś po południu żaglowiec został aresztowany w brytyjskim porcie Falmouth, w którym przebywa od końca października. Właściciel statku nie zapłacił za holowanie słynnego żaglowca. Statek nie może opuszczać teraz portu. Być może czeka go licytacja.
- Przyszedł urzędnik i zawiesił na statku plakat z informacją o aresztowaniu. Statek nie może opuszczać portu. Wynika to z tego, że "Fryderyk Chopin" ma własny napęd. Istnieje więc groźba, że mógłby uciec przed wierzycielami - opowiada nam Krzysztof Baranowski, pomysłodawca i założyciel fundacji prowadzącej "Szkołę pod Żaglami", korzystającej z jednostki.

Jak powiedział mu Ziemowit Barański, kapitan statku, o areszt wystąpili prawnicy kutra rybackiego Nova Spero, który holował uszkodzony żaglowiec do portu w Falmouth.

Informację o areszcie dostaliśmy na Alert24.

Żaglowiec Fryderyk Chopin stracił oba maszty podczas sztormu na Atlantyku, rano 29 października, około 150 km na południowy zachód od wysp Scilly.

Na pomoc "Chopinowi" ruszyły statki handlowe znajdujące się w okolicy. Po kilku godzinach od awarii żaglowiec był już holowany do brzegu przez duży rybacki kuter.

Rybacy zawyżyli stawkę za holowanie

Nikt z 47-osobowej załogi, składającej się głównie z nastoletnich uczniów, nie został ranny.

Teraz za pomoc rybacy żądają zapłaty. Jak mówi Baranowski chodzi o kilkaset tysięcy dolarów. - A usługa jest warta kilkadziesiąt tysięcy - tłumaczy kapitan.

Armatora nie stać za zapłacenie takiego rachunku. Zwłaszcza, że czeka go również remont zniszczonego statku, a nie może liczyć na PZU, które ubezpieczało jednostkę. Firma odmówiła wypłaty odszkodowania .

Będzie licytacja?

W reakcji na to Polski Związek Żeglarski wypowiedział PZU umowę, a żeglarze skrzykują się na portalach społecznościowych i nawołują do bojkotu firmy ubezpieczeniowej. Sprawę opisujemy również w serwisie Alert24>>

Statek będzie remontowany, o ile uda się uzbierać pieniądze na kosztowny remont masztów, ale wcześniej być może trafi na licytację. - Statek jest zniszczony. Jego wartość teraz jest bardzo niska - tłumaczy Krzysztof Baranowski.

Więcej o:
Komentarze (250)
"Fryderyk Chopin" aresztowany w porcie Falmouth
Zaloguj się
  • antybiurokrata

    Oceniono 12 razy 10

    Jeszcze raz.

    1. Nikt tutaj nie traci statku z powodu postępowania PZU. Na mocy prawa międzynarodowego ratujący mienie staje sie współwłaścicielem uratowanego mienia, chyba ze ma kontrakt ktory mowi inaczej. Najlepszym sposobem aby mieć kontrakt który mówi inaczej to posiadanie ubezpieczenia morskiego gdzie wydającym lub gwarantującym (underwriter) jest jakiś prawdziwy międzynarodowy ubezpieczyciel specjalizujący sie w sprawach morskich (np Lloyds of London).

    2. Bez takiej umowy, wołanie o pomoc i prośba/zgoda na holowanie jest równoznaczne z nadaniem do polowy wartości statku ratującemu. Dlatego jak ktoś wola "Mayday" albo tylko "Pan Pan" na morzu to się od razu zjawia masa chętnych do "pomocy" (no bo jak "pomoga" to staja się współwłaścicielami uratowanego statku i jego ładunku).

    3. Tylko kompletny CZUBEK wola o pomoc na morzu nie wiedząc co to oznacza prawnie a nie doświadczony marynarz. Ja tylko pływałem małym jachtem po Pacyfiku i to wiem a nasi najsławniejsi kapitanowie tego nie wiedza?

    4. Jezeli nasze czubki szybko sie nie poducza w prawie morskim, będą kontynuować paplanie głupot w mediach i sprawa pójdzie do sadu, to sad Brytyjski (który na mocy konwencji miedzynarodowych nadzoruje teraz podzialem/dysponowaniem własności, zapewnieniem kompensaty za pomoc) najprawdopodobniej orzeknie ze ktoś tak głupi kto włóczy sie po morzu nie znając podstawowych praw powinien stracić pełne 50% wartości udziału w statku a nie tylko np 20% którego domagaja się ratujący.

    5. Zupełnie odrębną sprawa jest tutaj postępowanie PZU. Jeżeli oferują oni cos co nazywają ubezpieczeniem morskim na własną rękę (bez kontrahentów międzynarodowych), a potem nie zawierają umow z firmami takimi jak Lloyds of London o świadczeniu pomocy, to nikt normalny nie powinien NIGDY z usług tej firmy korzystać. Nie wiem czy PZU ma umowy albo underwriters z firmami brytyjskimi, ale jestem dosc pewien ze gdyby mieli, to rzeczoznawca firmy brytyjskiej (a nie PZU) by się dawno sprawa zajął i wyjaśnił sprawe z ubezpieczycielami kutrow które niosły pomoc. To ze PZU gra tak jak gra, może oznaczać ze nigdy nie miał możliwości albo zamiaru powaznego/odpowiedzialnego świadczenia ubezpieczen morskich, a tylko brać za to kase.

  • yamato.1

    Oceniono 12 razy 10

    Baranowski kłamie. Jesli nie umówiono się z góry na kilkadziesiat tysięcy, stawka za pomyslne doholowanie do portu ma swoja podstawę w wartosci uratowanej jednostki. I dlatego bez żadnej wątpliwości rybacy wygraja ze swym żądaniem kilkuset tysięcy. Nota bene nie mam wątpliwosci że nie wezwano zawodowych ratowników dlatego, ze oni wzieliby jeszcze więcej.

  • tg28

    Oceniono 14 razy 8

    Czemu nikt nie ma pretensji do UBEZPIECZONEGO o to jaki wariant wybrał.
    W ruchu drogowym jak spowodujesz kolizję, to nie masz prawa mieć pretensji do PZU, że zaoszczędziłeś i nie kupiłeś AC. Za naprawę płacisz z własnej kieszeni.
    Ci krzykacze co tak jada po PZU powinni zwrócić większą uwagę na to kto "zaoszczędził" na wyborze wariantu ubezpieczenia. Jest to prywatna pseudo wyższa szkółka, dla której primo to zysk.
    "Jego wartość teraz jest bardzo niska - tłumaczy Krzysztof Baranowski."
    To niech go ktoś odkupi - jest mała szansa że trafi na żyletki. Może przyszły właściciel będzie lepiej o Chopina dbał.

  • antybiurokrata

    Oceniono 7 razy 7

    Ciag dalszy:

    Miedzynarodowe Prawo Morskie (a wlasciwie Admiralty Law) ma ponad 10 wiekow i chyba powinnismy wymagac aby nasi kapitanowie mieli o nim jakies pojecie.

    en.wikipedia.org/wiki/Admiralty_law

  • rezun-one

    Oceniono 13 razy 7

    Taka jest zasada, bierzesz hol, musisz płacić. Za darmo ratuje się tylko życie.

  • titta

    Oceniono 7 razy 7

    Kuter liczyl, ze za holowanie zaplaci ubezpieczyciel i sporo sie wyciagnie...

  • juma07

    Oceniono 6 razy 6

    Najbardziej cyniczna jest gra modlodzieza zapewnienia, ze jacht lada moment bedzie mogl dalej zeglowac. Albo ostatnia wypowiedz Baranowskiego, ze mlodziez moze juz pakowac rzeczy, bo juz za miesiac jacht bedzie gotowy do zeglugi.....
    CYNIZM I BEZCZELNOSC.... i o branie na liosc...

    1.Trwa postepowanie przed odpowiednikiem brytyjskim Izby Morskiej o spowodowanie zagrozenia na morzu.

    2. Spor ubezpieczyciela z Armatorem a nie z fundcja Baranowskiego

    3. Jacht nie ma certyfikatu dopuszajacego do zeglugi

    4.Zostal aresztowany za niezaplacenie za holowanie.... i tu dygresja jak wolaszŁ PAN PAN PAN wzywasz pomoc dla Jachtu, nie dla ludzi, i jak bierzesz hol a nie pytasz o koszt holowania to tak jest jak z Chopinem, MAYDAY to ratowanie ludzi i ono nie jest odplatne, ale np. jezeli zaloga opusci jacht to ktos kto go uratuje ma prawo do calosci jachtu lub 100% jego wartosci DLATEGO KAPITAN SCHODZI OSTATNI Z POKLADU. I dlatego jest tak wielu do asysty przy jednostkach wolajacych PAN PAN PAN.

    Podpisuje sie pod @arcyfioletowy.....

  • andrzejto1

    Oceniono 12 razy 6

    Prawo morskie mówi jasno, że obowiązkiem wszystkich jest ratowanie życia. I to się odbywa za darmo. Ratowanie majątku odbywa się odpłatnie. I rybacy mają prawo rościć sobie odszkodowanie zależne od wartości ratowanego mienia.
    Tak narzekacie na PZU, a kim jest ten idiota, który ten żaglowiec tak ubezpieczył?? Jest kilka różnych rodzajów ubezpieczeń obiektów pływających i każde z tych ubezpieczeń obejmuje konkretne ryzyko. Tak samo jakbyście ubezpieczyli auto w zakresie AC jako osoba prywatna a potem dali to auto do wypożyczalni. Wtedy ubezpieczyciel też odmówi wypłaty odszkodowania, bo ryzyko jest inne, a ubezpieczający wprowadził firmę ubezpieczeniową w błąd. Z takiego powodu jest odmowa. Ale oczywiście winne jest PZU a nie debil, który nie potrafił prawidłowo wypełnić wniosku o ubezpieczenie.

  • antybiurokrata

    Oceniono 9 razy 5

    Jak zwykle, Polska pozwala niekompetentnym debilom włóczyć sie po świecie, którzy nie znają prawa międzynarodowego i nie wiedza jak się ubezpiecza statki od takich wypadkow.

    Zaistniała sytuacja to tzw " high-order pure salvage" i w sytuacji w których ratujący ryzykował swoje zycie i swoje mienie należną kompensata za taka usługę to minimum 10% wartości uratowanego statku a w ekstremalnych warunkach nawet 50% wartości.

    Aby tyle nie placic, trzeba być ubezpieczonym u morskiego ubezpieczyciela bo wtedy jeden ubezpieczony statek pomaga drugiemu po to aby nie placic wysokich stawek ubezpieczenia, czyli istnieje kontrakt do udzielenia pomocy, regulujący (jako porozumienie miedzy ubezpieczycielami) oplaty za pomoc, które wtedy sa mniejsze niż procent uratowanej wartości obowiązujący na mocy międzynarodowego prawa morskiego.

    Reasumując, w takiej sytuacji (brak kontraktu z ubezpieczycielem morskim) ratujące statki maja pełne prawo rzadac 20% wartości Fryderyka Chopina, czyli jeżeli rzadaja np. 200 000 USD to maja do tego prawo bo statek chyba jest wart co najmniej 1 000 000 USD.

    en.wikipedia.org/wiki/Marine_salvage
    A jezeli PZU klamalo ze jest ubezpieczycielem morskim to puscic durniow z torbami za ten numer.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX