Odpowiadając przez ponad trzy godziny na pytania Polskiej Agencji Prasowej, Telewizji Polskiej, Polskiego Radia i "Rzeczpospolitej", Łukaszenka powiedział też, że o tzw. białoruską listę katyńską zapyta szefa KGB, zastrzegł jednak, że wiele tego typu dokumentów zostało wywiezionych do archiwów w Moskwie. Dopuścił możliwość istnienia więcej niż jednej organizacji zrzeszającej Polaków na Białorusi i powtórzył zapewnienia, że grudniowe wybory prezydenckie będą uczciwe.
Dziennikarze: Powiedział Pan szefom MSZ Polski i Niemiec, Radosławowi Sikorskiemu i Guido Westerwellemu, że wybory prezydenckie w tym roku będą "jeszcze bardziej demokratyczne". Czy mógłby Pan to uściślić? Alaksandr Łukaszenka: Nie powiedziałem, że będą bardziej demokratyczne. Powiedziałem, że odbędą się bezproblemowo, dlatego że w pierwszym względzie my tego potrzebujemy. Nie Polacy, nie
Niemcy. Oni też chcieliby tego, i nie tylko dlatego, że przyjechali tu ze względu na jakiś PR i zaczynają nas uczyć. Wierzę, że Polska i Niemcy chcą z nami współpracować, ale są pewne uprzedzenia i pewne obiektywne przyczyny. Absolutnie wierzę, że ministrowie chcieli, żeby Białoruś mimo wszystko zrobiła te kroki, jakie oni widzą - przede wszystkim, wybory. Dlatego po prostu zapewniłem ich, że wybory będą absolutnie uczciwe i otwarte. Dlaczego powiedziałem o bardziej demokratycznych? Podkreślam, że wybory prezydenckie u nas zawsze były absolutnie demokratyczne, dlatego że ten rozkład sił, te procenty przy głosowaniu zawsze odpowiadały układowi sił w naszej białoruskiej kuchni politycznej.
Co miał Pan na myśli? "Bardziej demokratyczne" brzmi dziwnie. - Nie mówiłem tak. (...) Zwróciłem się do ministra spraw zagranicznych Niemiec (...) i powiedziałem: "Zapewniam was, że wybory odbędą się w sposób absolutnie przejrzysty i gdybym mógł opowiedzieć wam o tym wszystkim, co zrobiliśmy teraz, (kiedy) był główny etap zbierania podpisów (...), jak zachowywała się władza, to powiedzielibyście, że to rzeczywiście nie zwykła demokracja, ale że wręcz prezydent bierze za rękę i prowadzi innych kandydatów na wybory". (...)
Ministrowie mieli powody, dla których pytali Pana o uczciwość wyborów... - Powiem wam szczerze, że przyjeżdżać do kraju i pytać o to, czy przeprowadzicie demokratyczne wybory - to nie całkiem przyzwoicie. (...) Ja nigdy nie przyjechałbym do Polski i nie powiedział (o tym), jak byście się nie kłócili między sobą. Wy też mieliście masę problemów - brat (Lecha) Kaczyńskiego przecież nie zgadza się z wynikami ostatnich wyborów (...). Jednak kiedy spotykamy się z waszym ministrem i urzędnikami, to nie powiedziałem nikomu, że coś nie tak. Polska sama to rozpatrzy. Polska jest państwem, ma swoje instytucje władzy i ona powinna rozpatrywać, jak odbyły się wybory. Ja też bym chciał, żeby zostawiono nam prawo rozpatrywania naszych spraw wewnętrznych, w tym wyborów. Mamy naród, mamy instytucje władzy. Tak, może w "demokracji" nieco zostajemy w tyle za Polską (...), mimo wszystko zawsze byliście państwem, ale jesteśmy w pełni zdecydowani, by być państwem zupełnie samodzielnym i mieć sytuację nie gorszą niż w Polsce.
Dlaczego na Białorusi nie ma debat wyborczych na żywo? - Nie tylko na Białorusi nie ma debat na żywo - także w wielu państwach (...). Nie zabraniamy debat kandydatom na prezydenta, nawet na kanałach państwowych - będzie przydzielony czas. Przychodźcie i debatujcie, nawet wszyscy razem (...).
Czy Pan będzie brał udział w takich debatach? - W tym przypadku nie widzę takiej konieczności, z wielu powodów. Ale może wyniknąć sytuacja, kiedy będę brać udział w tych debatach.(...)
Jak Pan ocenia obecne stosunki białorusko-polskie? - Przeżyliśmy czas straconych możliwości. Moglibyśmy mieć bliższe relacje, nie bacząc na to, że jesteście w UE i jesteście w wielu (decyzjach) ograniczeni. Mamy ogromne pole działania i jeśli wziąć biznesmenów, którzy z nami współpracują i powiedzieliby, jak idziemy im na rękę, to zmienilibyście od razu swoją postawę wobec Białorusi. (...) Granica między Polską a Białorusią nie jest murem; współpracujemy bardzo aktywnie.
Zwracamy się do was z wieloma kwestiami, a wy nie podejmujecie decyzji. Wiecie o naszych stosunkach z Rosją ws. surowców energetycznych. Dlaczego Polska nie mogłaby pomóc Białorusinom w ich przewiezieniu, żebyśmy nie musieli padać na kolana przed Ukrainą? Weźcie wenezuelską ropę, my powinniśmy przetransportować 30 mln ton (ropy) w ciągu trzech lat. To wielkie pieniądze dla Polski - wyładujmy (ropę) w Gdańsku i przepompujmy ją, czy razem połóżmy gdzieś kawałek rurociągu, byśmy mogli ją przetransportować do naszych rafinerii. Dogadajmy się ze sobą, stwórzmy wspólne przedsiębiorstwo, przerobimy (ropę) i sprzedamy. Cisza.
W Polsce z niepokojem obserwujemy wydarzenia związane ze Związkiem Polaków, polską mniejszością na Białorusi. - Mówiłem dwa razy ministrowi Sikorskiemu - nie mamy polskiej mniejszości, mamy etnicznych Polaków-obywateli naszego kraju. (...) Przed ostatnim spisem (powszechnym) było ich 400 tys. (...), odnosimy się do nich z wielkim szacunkiem, tym bardziej ja osobiście. (...) W pierwszych prezydenckich wyborach (...) około 90 proc. polskiej ludności zagłosowało na Łukaszenkę.
Dlaczego nie chcecie zarejestrować Związku Polaków, na czele którego stała Andżelika Borys, a teraz Andżelika Orechwo? - Jest zarejestrowany Związek Polaków.
Tak, ale jest grupa, która nie chce być ze (Stanisławem) Siemaszką (...), chcą mieć własną organizację, zarejestrowaną. (...) Czy jest taka możliwość? - A jak się nazywa? (...) Nie znam niuansów prawnych, ale jeśli, dajmy na to, jest oficjalnie zarejestrowany Związek Polaków, to (inna grupa) nie może być Związkiem Polaków. (...) Bierzecie nową nazwę (...), składacie dokumenty do Ministerstwa Sprawiedliwości i ono już zdecyduje, czy was zarejestrować, czy nie. Ja nie rejestruję organizacji.