Rosja odtajnia Katyń

Wacław Radziwinowicz, Moskwa
23.09.2010 , aktualizacja: 23.09.2010 18:19
A A A Drukuj
Moskwa wypełnia obietnice Dmitrija Miedwiediewa - wczoraj rosyjska prokuratura generalna przekazała Polsce 20 tomów uwierzytelnionych kopii akt śledztwa katyńskiego. Wkrótce otrzymamy kolejną partię dokumentów
Z suchego omówienia zawartości przekazanych akt, które dziennikarze otrzymali w prokuraturze, wynika, że dotyczą one ponad 6 tys. jeńców obozu w Ostaszkowie. Wiosną 1940 r. byli oni wysłani do siedziby NKWD w Kalininie (dziś Twer), gdzie rozstrzeliwało ich komando katów dowodzone Aleksieja Błochina, ulubionego oprawcy Stalina.

W tomach są spisy Polaków wysyłanych dzień po dniu na egzekucję. Są dokumenty dotyczące jeńców, którzy chorowali i zmarli jeszcze w obozie. Są również protokoły przesłuchań świadków, którzy zeznawali przed prokuratorami w czasie śledztwa katyńskiego prowadzonego przez prokuraturę wojskową w latach 1990-2004.

Z lakonicznego spisu treści akt trudno wywnioskować, czy otrzymaliśmy teraz dokumenty, które wcześniej nie były znane historykom. Jednak raczej trudno na to liczyć. Listy jeńców przeznaczonych do wywózki z obozów są znane od 18 lat i to na ich podstawie sporządzono spisy ofiar zbrodni katyńskiej.

Znane są także opublikowane zeznania głównych świadków egzekucji w Kalininie, a wśród nich protokół dramatycznego przesłuchania Dmitrija Tokariowa, naczelnika miejscowego NKWD. Obszerne fragmenty tego protokołu wydrukowaliśmy w kwietniu.

Nowe informacje mogą zawierać dokumenty dotyczące jeńców Ostaszkowa, którzy chorowali i zmarli w obozie lub pobliskich szpitalach.

- Decyzja prokuratury o przekazaniu Polakom sporej partii dokumentów śledztwa katyńskiego to krok w dobrym kierunku. Cieszy też to, że Moskwa zapowiada przekazanie Warszawie kolejnych 20 tomów, i to już w najbliższym czasie. I nie jest tak bardzo ważne, czy to są materiały już znane, czy zupełnie nowe. Ważne jest to, że możemy liczyć na pełne wyjaśnienie wszystkich tajemnic Katynia - uważa Aleksandr Gurjanow, kierownik programu polskiego stowarzyszenia Memoriał, który w imieniu rodzin ofiar zbrodni NKWD od lat kołacze przed sądami rosyjskimi o odtajnienie dokumentów katyńskich.

Według Adama Rotfelda, byłego szefa MSZ i współprzewodniczącego Polsko-Rosyjskiej Grupy ds. Trudnych, przekazanie dokumentów to dobry znak. - Sam fakt, że dokumenty są odtajnione, świadczy o tym, że przyrzeczenie, które prezydent Miedwiediew złożył 18 kwietnia w czasie pogrzebu pary prezydenckiej na Wawelu, a potem potwierdził w maju, gdy ówczesny marszałek Sejmu Bronisław Komorowski był na Kremlu, jest dotrzymane - uważa Rotfeld.

Wczoraj nie obyło się jednak bez dziwnej niespodzianki. Dziennikarzom pokazano w prokuraturze jeden z 20 przekazywanych tomów, na którym była pieczęć świadcząca, że dokumenty zostały odtajnione 22 grudnia 2004 r. A główna prokuratura wojskowa, zamykając sześć lat temu śledztwo, ogłosiła, że ze 183 tomów zgromadzonych w jego trakcie jawne jest tylko 67. I właśnie tyle owych jawnych tomów akt katyńskich otrzymał od Miedwiediewa Bronisław Komorowski, kiedy 8 maja był w Moskwie.

Teraz okazało się, że nieobjętych tajemnicą, a więc dostępnych dla badaczy dokumentów, jest od lat więcej tomów, niż zapewniają prokuratorzy.

Być może gryf "tajne" został już dawno temu zdjęty nie tylko z tego tomu, który wczoraj pokazano dziennikarzom. Dowiemy się, gdy dotrą one do IPN.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów