Chodzi o dwóch agentów, których w 2007 r. wysłano do Niemiec, by szpiegowali żyjącą tu libijską diasporę i rozbijali środowisko przeciwników płk. Muammara Kaddafiego. W maju br. obydwu zgarnął niemiecki kontrwywiad. Zarzucono im działalność szpiegowską, za którą grozi pięć lat więzienia. Ich proces ma się wkrótce rozpocząć.
W sprawie agentów interweniował kilka dni temu w niemieckim MSZ libijski ambasador. Gdy usłyszał, że niemieckie sądy są niezawisłe i rząd nie ma na nie wpływu, zagroził Berlinowi "poważnymi sankcjami", jeśli do procesu jednak dojdzie.
Po tym spotkaniu niemieccy dyplomaci sporządzili specjalną analizę w sprawie kontaktów z Libią. Obawiają się w niej, że Kaddafi będzie mścił się na Niemczech tak jak na Szwajcarii, której wypowiedział "świętą wojnę". Powodem było aresztowanie jego syna przez genewską policję w 2009 r. Kaddafi natychmiast zerwał ze Szwajcarią stosunki dyplomatyczne, wstrzymał dostawy ropy, wyrzucił z kraju szwajcarskie firmy, a dwóch biznesmenów trzymał jako zakładników.
Podobne działania w stosunku do Berlina zabolałyby niemiecką gospodarkę, która co roku zwiększa
eksport do Libii o jedną czwartą - dziś przekracza on 1 mld euro. W swej analizie dyplomaci najbardziej boją się jednak tego, że służby Kaddafiego wezmą na celownik pracujących w Libii Niemców.
Niemcy sugerują jedynie, że jeśli libijscy agenci przyznają się do winy, to ich proces uda się skrócić do jednego dnia. W przeciwieństwie do wielu innych europejskich stolic Berlin nie zapomina bowiem o terrorystycznych zamachach, jakie libijskie służby organizowały w latach 80. Niemcy wciąż wypominają Trypolisowi atak w 1986 r. na zachodnioberlińską dyskotekę La Belle. Zginęło w nim dwóch amerykańskich żołnierzy i turecki biznesmen, a kilkadziesiąt osób zostało ciężko rannych. W odwecie prezydent
USA Ronald Reagan kazał zbombardować siedzibę Kaddafiego w stolicy Libii.
Kaddafi od lat chce udowodnić, że zerwał z terroryzmem i może być dla UE wiarygodnym partnerem. Choć powszechnie krytykuje się go za łamanie praw człowieka, w ostatnich latach przekonał do siebie m.in. władze Francji i Włoch. Z obydwoma krajami Libia podpisała lukratywne kontrakty na sprzedaż swojej ropy i gazu oraz zakup broni.