Dwa tygodnie temu dowiedziałam się, gdzie pochowany jest mój dziadek - mówi Tamara Kieda, która przyjechała wczoraj do Katynia ze Smoleńska specjalnym autobusem na uroczystość dziesięciolecia powstania muzeum w Katyniu.
Aleksander Komarowski był dozorcą. NKWD aresztowało go w czasie wielkiej czystki w 1937 r. i rozstrzelało w smoleńskim więzieniu 27 października. Oprawcy zakopali ciało w Lesie Katyńskim - tak jak zwłoki 6 tys. obywateli ZSRR zamordowanych w tym samym czasie na terenie Smoleńszczyzny. Do lat 60. władze nie udzielały żadnych informacji o losie dziadka Tamary. W akcie rehabilitacji miał tylko napisane: zmarł w miejscu uwięzienia.
Emilia też przyjechał wczoraj do Katynia, by znaleźć grób dziadka. W latach 30. Władimir Smalko był inżynierem w smoleńskich zakładach maszynowych. Aresztowano go 29 grudnia 1937 r., rozstrzelano 15 stycznia 1938 r. - Babcia miała 13 dzieci, nie pracowała. Trudno sobie wyobrazić, co po śmierci dziadka przeżyła nasza rodzina - mówi Emilia.
Dwa tygodnie temu dowiedziała się z
radia, że muzeum w Katyniu wkrótce ogłosi 3 tys. nazwisk radzieckich ofiar, które leżą tu obok ponad 4 tys. polskich oficerów zamordowanych przez NKWD wiosną 1940 r. Na liście znalazła dziadka.
- Wreszcie wiem, gdzie jest pochowany. Kamień spadł mi z serca - mówi Emilia ze łzami w oczach. O tym, że grób dziadka jest w Katyniu, podejrzewała od lat 70. Jeszcze jako dziewczynka wybrała się tu kiedyś z mamą i miejscowi opowiedzieli jej w tajemnicy, że NKWD dokonywało tu egzekucji na obywatelach ZSRR i polskich oficerach.
- Tu leżą wszyscy. Najwięcej Rosjan, potem Polaków, Białorusinów, Niemców, Ukraińców, Żydów. Represje z różnym natężeniem trwały od 1918 r. do końca lat 40. - opowiada Galina Andriejenkowa, wicedyrektor muzeum w Katyniu.
- Wszyscy wiedzieliśmy, co się tutaj działo - mówi Lilia Turczennikowa, szefowa Związku Ofiar Represji w Smoleńsku. - Ale strach było o tym mówić. Dopiero po utworzeniu w 2000 r. muzeum w Katyniu prawda wreszcie wyszła na jaw.
Uczestnicy wczorajszej uroczystości nie kryli wdzięczności dla Polski. Podkreślali: gdyby Polska nie domagała się prawdy o Katyniu, oni nie dowiedzieliby się, jak zginęli ich przodkowie. Nie byłoby także cmentarza, na którym obok sfinansowanej przez Warszawę części polskiej jest dużo skromniejsza rosyjska, która będzie teraz rozbudowywana.
Muzeum w Katyniu ustaliło - przez przypadek - nazwiska 3 tys. pochowanych tu obywateli ZSRR. Ich listę dołączył kilka lat temu w jednym z pism na Kreml ówczesny wiceszef Federalnej Służby Bezpieczeństwa, odpowiadając na pytanie o represje stalinowskie na Smoleńszczyźnie. List przechwycili pracownicy muzeum. Ponieważ nie jest on tajny, włączyli go do zbiorów.
Rosyjskie władze są coraz bardziej przychylne upamiętnianiu ofiar stalinowskich represji. Obecny na wczorajszej uroczystości wicegubernator Smoleńszczyzny Siergiej Kriwkow podkreślał, że każdy ma prawo wiedzieć, gdzie, kiedy i jak zginęli jego bliscy. Mówił także, że Katyń powinien zbliżać Polaków i Rosjan. Jego słów słuchali przedstawiciele Rodzin Katyńskich z Łodzi oraz Andrzej Kunert, nowy szef Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa.
Dyrektor muzeum w Katyniu Igor Grigoriew planuje, by rosyjska część cmentarza wyglądała równie okazale jak polska. Kilka dni temu był na naradzie w ministerstwie kultury, które obiecało pieniądze i wsparcie.
Pracownicy muzeum uważają, że to reakcja na ostatnie wystąpienia prezydenta i premiera Rosji, którzy potępili stalinizm. - Teraz mamy zielone światło od władz, polecenie poszło chyba z samej góry - podkreśla wicedyrektor Andriejenkowa.