62-letni pisarz, dołączył w niedzielę do konwoju na pokładzie małej jednostki po wielogodzinnych negocjacjach z władzami cypryjskimi i tureckimi.
Mankell, którego kryminały sprzedawane są na całym świecie, a serial "Wallander" wyprodukowały dwie telewizje - szwedzka i brytyjska - wyjaśniał swoje zaangażowanie na rzecz Palestyńczyków potrzebą konkretnego działania.
Atak na konwój Wśród około 600-700 propalestyńskich aktywistów, oprócz Mankella w akcji uczestniczyło wielu europejskich deputowanych oraz Mairead Corrigan Maguire z Irlandii Północnej, laureatka Pokojowej Nagrody Nobla z 1976 roku.
W poniedziałek nad ranem izraelska marynarka wojenna zaatakowała konwój sześciu statków z pomocą dla Strefy Gazy. Otoczono wszystkie statki, a następnie dokonano abordażu, napotykając ostry opór ze strony propalestyńskich działaczy; ponad 10 z nich zginęło. Według izraelskiej telewizji śmierć poniosło 19 działaczy.
Izraelska armia twierdzi, że w wyniku ataku pięciu żołnierzy zostało rannych. Dwóch z nich odniosło poważne obrażenia. - Oni zaplanowali ten atak. Naszych żołnierzy zaatakowano nożami i ostrymi metalowymi przedmiotami. Kilku z nich poparzono ogniem - powiedziała Avital Leibowicz, rzeczniczka sił zbrojnych Izraela
Odpowiedzieli siłą Reporter telewizji Al-Jazeera, który brał udział w konwoju powiedział, że izraelscy komandosi otworzyli ogień zanim jeszcze dostali się na pokład jednego ze statków. Izraelczycy twierdzą, że zaczęli strzelać w obronie własnej, po tym jak zostali zaatakowani przez aktywistów.
- Na pokładzie znaleziono broń, którą przygotowano, by zaatakować naszych żołnierzy - twierdzi izraelski wiceminister spraw zagranicznych Danny Ayalon. - Ludzie, którzy brali udział w konwoju użyli przemocy i nie mieli pokojowych intencji. W konsekwencji musieliśmy odpowiedzieć siłą - dodał.
Izraelska armia została postawiona w stan gotowości. Palestyński premier Mahmoud Abbas potępił "izraelską agresję" i ogłosił trzy dni żałoby, która obowiązuję na Zachodnim Brzegu. Abbas wezwał też Radę Bezpieczeństwa ONZ i Ligę Arabską do zwołania nadzwyczajnych sesji w tej sprawie.
Potępiają Izrael Konwój był prowadzony przez turecką jednostkę. Rząd w Ankarze już zapowiedział wyciągnięcie "nieodwracalnych konsekwencji" wobec Izraela. Premier Turcji odwołał wspólne manewry z armią izraelską a ambasador Turcji w Tel Awiwie został wezwany do Ankary.
Atak komandosów na konwój do Gazy przyczynił się do pogorszenia napiętych stosunków między Turcją a Izraelem. Incydent, za który odpowiada armia izraelska potępił rząd Francji oraz sekretarz generalny ONZ. Władze Grecji odwołały wspólne ćwiczenia wojskowe z armią izraelską. Francuski minister spraw zagranicznych zaapelował, by w tej sprawie zostało przeprowadzone niezależne śledztwo.
- Unia Europejska będzie domagała się międzynarodowego śledztwa w sprawie akcji izraelskiej marynarki przeciwko konwojowi z pomocą dla Strefy Gazy. Zapowiedziała to szefowa unijnej dyplomacji Catherine Ashton, która przebywa z wizytą w Warszawie.
CZYTAJ Przed konsulatem Izraela w Stambule zgromadziło się 10 tys. demonstrantów, którzy wykrzykiwali antyizraelskie hasła. Tłumy demonstrantów w Jordanii domagały się zerwania stosunków dyplomatycznych z państwem żydowskim. Część manifestantów próbowała też wtargnąć do budynku, ale została zatrzymana przez policję.
W odpowiedzi władze Izraela poleciły swoim obywatelom, by w najbliższym czasie nie wybierali się do Turcji. Radzą też, by osoby które obecnie przebywają w tym kraju nie ujawniały swojego obywatelstwa i unikały masowych zgromadzeń.
- To straszne, że ci ludzie weszli na pokład i zaatakowali cywilów. My wszyscy jesteśmy cywilami - powiedziała Greta Berlin, rzeczniczka organizacji "Wolna Gaza", która odpowiada za zorganizowanie konwoju. Działaczka wystąpiła na konferencji prasowej na Cyprze. Stwierdziła także, że straciła kontakt z uczestnikami konwoju. Telefony satelitarne na pokładzie jednostek zostały wyłączone. Reporterzy przebywający na statkach usłyszeli zakaz kontaktowania się ze swoimi redakcjami. Jednostki zostały skierowanie do izraelskiego portu Aszdod.
Zanim doszło do incydentu izraelskie władze ostrzegały uczestników konwoju, by nie próbowali łamać blokady Strefy Gazy. Zgodziły się też na przyjęcie transportu z darami w jednym z izraelskich portów, by tam dokonać inspekcji ładunku.
"Proszę, pomóżcie!" Turecka strona internetowa opublikowała nagranie z akcji izraelskich komandosów. Aktywiści ubrani w pomarańczowe kamizelki próbowali pomóc jednemu ze swoich rannych kolegów. Na innym nagraniu widać izraelski helikopter krążący nad pokładem statku. Turecka
telewizja NTV wyemitowała nagranie przedstawiające propalestyńskich działaczy, którzy zaatakowali kijami jednego z izraelskich żołnierzy.
Jeden z uczestników konwoju połączył się telefonicznie z telewizją Al-Jazeera. Rozmówca relacjonował na żywo atak Izraelczyków. - Te bestie strzelają do ludzi. Proszę, pomóżcie - krzyczał do słuchawki. W trakcie połączenia słychać osobę, wykrzykująca po hebrajsku: "wszyscy macie się zamknąć!".
Incydent z udziałem konwoju nadszarpnął i tak niekorzystny wizerunek Izraela na arenie międzynarodowej. Doszło do niego na dzień przed wizytą premiera Izraela Benjamina Netanyahu w Waszyngtonie. Szef izraelskiego rządu miał rozmawiać w prezydentem Barackiem Obamą o procesie pokojowym na Bliskim Wschodzie.
"Ruch Wolnej Gazy" skupia propalestyńskich działaczy, według których blokada Strefy Gazy ustanowiona trzy lata temu stanowi pogwałcenie prawa międzynarodowego. Część aktywistów organizacji współpracuje z Międzynarodowym Ruchem Solidarności, propalestyńskim ruchem, który wysyła swoich członków w strefy działań wojennych. "Wolna Gaza" ma także związki z turecką grupą IHH, którą Izrael oskarża o powiązania z terrorystami.
Działacze "Wolnej Gazy" zorganizowali w sumie dziewięć konwojów z pomocą humanitarną. Pierwszy z nich wyruszył w sierpniu 2008 r. Izrael zezwolił na wpuszczenie pięciu z nich.