Fot. Anonymous APWyciekająca ropa 21 kwietnia 2010
Prezydent USA Barack Obama zapewnił wczoraj, że władze podejmą wszelkie "odpowiedzialne" kroki w celu zatamowania wycieku ropy naftowej w Zatoce Meksykańskiej, powstałego po wybuchu na platformie wiertniczej Deepwater Horizon 20 kwietnia.
Fot. Charlie Riedel AP
15 maja 2010 Pelikan, który potrzebuje pomocy. Z powodu zanieczyszczenia wody cierpią zwierzęta
- Każdy dzień wycieku to gwałt na mieszkańcach wybrzeża zatoki i bogactwach naturalnych, które należą do nas wszystkich - oświadczył.
Białemu Domowi zarzucano, że nie dość szybko i zdecydowanie odpowiedział na kryzys.
Znów się nie udało
Koncern British Petroleum (BP) poinformował wcześniej, że porażką zakończyła się najnowsza próba zahamowania katastrofalnego wycieku. - Po trzech dniach bezustannych starań nie byliśmy w stanie zatamować wycieku - oświadczył na konferencji prasowej menedżer firmy Doug Suttles. Dodał, że koncern zamierza zastosować teraz inną metodę.
Zakończona porażką próba zatamowania wycieku metodą "top kill" zakładała wpompowanie mułu (ściślej: gliny zmieszanej z chemikaliami), który miał powstrzymać wyciek w rejonie głowicy przeciwerupcyjnej, a następnie - zatkanie uszkodzonego szybu cementem. Wykorzystano ponad 4,5 miliona litrów specjalnego mułu.
Metodę tę stosowano już wcześniej, ale nigdy na tak znacznej głębokości, jak w wypadku wycieku w zatoce - 1,5 km pod powierzchnią wody.
Katastrofa bez precedensu
Ropa wyciekająca od ponad miesiąca tworzy w Zatoce Meksykańskiej plamę, która powoduje spustoszenia ekologiczne. Dotarła już do wybrzeży stanu Luizjana, niszcząc miejscową faunę. Giną ptaki wodne, a władze zamykają kolejne tereny połowu ryb. Walka z wyciekiem wcześniej polegała na próbach rozcieńczania plamy ropy za pomocą dyspergentów rozpylanych z samolotów. Planuje się też wypalanie ropy.
W piątek Obama przerwał wakacje, które wraz z rodziną spędza w Chicago, i udał się z drugą wizytą na wybrzeże Zatoki Meksykańskiej, gdzie m.in. kontrolował ochronne bariery na plaży.