Dudus, pierwszy po Bogu na Jamajce

Wojciech Jagielski
27.05.2010 , aktualizacja: 26.05.2010 19:16
A A A Drukuj
W zaułkach stolicy Jamajki Kingston wojsko i policja oblegają herszta narkotykowego gangu, którego przed wydaniem do USA bronią gangsterzy i tysiące mieszkańców, uważających go za dobrodzieja i zbawcę

Fot. HO Reuters
Od niedzieli w strzelaninach w Tivoli Gardens, jednej z dzielnic biedoty w Kingston, zginęło już ponad pół setki ludzi, a dziesiątki zostało rannych. Policja i wojsko aresztowało kilkuset zwolenników Christophera "Dudusa" Coke'a, okrzykniętego przez Waszyngton najgroźniejszym przestępcą obu Ameryk.

Według polityków USA 42-letni "Dudus" od lat zaopatrywał w marihuanę i kokainę Nowy Jork i przewodził gangowi "Shower Posse", oskarżanemu o zabicie nawet tysiąca ludzi podczas kokainowych wojen gangów na Jamajce w latach 80. Swoją nazwę gang zawdzięcza właśnie zwyczajowi zasypywania wrogów gradem karabinowych pocisków.

W sierpniu 2009 r. sąd w Nowym Jorku oficjalnie oskarżył "Dudusa" o najcięższe zbrodnie, za które grozi mu dożywocie. Władze Jamajki długo jednak zwlekały z aresztowaniem i wydaniem gangstera Amerykanom.

Premier Bruce Golding wynajął nawet znaną firmę prawniczą z Kalifornii, by odwiodła prezydenta Baracka Obamę od pomysłu ścigania "Dudusa". Kiedy opozycyjny poseł ujawnił ten sekret w parlamencie, Golding poddał się i rozkazał tysiącowi policjantów pomaszerować do Tivoli Gardens oraz aresztować gangstera. Na wieść o nadciągających policjantach, mieszkańcy getta zabarykadowali wszystkie drogi dojazdowe, a na ulicach wybuchła gwałtowna strzelanina.

Po czterech dniach walk minister bezpieczeństwa Dwight Nelson ogłosił wczoraj, że policja "bierze górę". Z zaułków Tivoli Gardens wciąż dochodzi jednak gwałtowna strzelanina, nad gettem unosi się czarny dym z pożarów, a ciężarówki zwożą do kostnic nowych zabitych. Komisarz policji Owen Ellington przyznał, że z całej wyspy ściągają ochotnicy, by bronić "Dudusa".

Dla 25 tys. mieszkańców getta Tivoli Gardens Coke jest bohaterem, wzorem i jedyną nadzieją na lepsze jutro. Miejscowi nazywają go tu "prezydentem" albo czule "preziem", "szefuniem" albo "krótkim". Mierzący ok. 160 cm wzrostu "Dudus", z brzuchem jak piłka, nie obnosi się z przepychem i nie przypomina ani groźnego gangstera, ani zuchwałego Robin Hooda. Sam zresztą mówi o sobie, że jest jedynie "skromnym przedsiębiorcą".

Zdobył sobie miłość mieszkańców Tivoli Gardens Coke troszcząc się jako jedyny o sąsiadów z dzielnicy, dając im zarobek, opłacając naukę ich dzieci. Płacił też za wywóz śmieci z getta, wszelkie naprawy, pomagał rozkręcać interesy, utrzymywał drużyny piłkarskie, a nawet rozsądzał spory. Na koniec tygodnia wyprawiał uliczne festyny z muzyką, darmowym jedzeniem i napitkami.

- Jest Bóg, a zaraz po nim jest "Dudus" - mawiają o nim mieszkańcy Tivoli Gardens i nie obchodzi ich, że ich dobrodziej dorobił się na narkotykach. - Jezus umarł za nas, więc my umrzemy za "Dudusa" - podkreślają. Tak samo wielbili kokainowego króla z Kolumbii Pablo Escobara jego sąsiedzi z Medellin, zapomniani i lekceważeni przez władze.

"Dudus" został królem Tivoli Gardens po śmierci ojca, sławnego na całą wyspę Lestera Lloyda Coke"a, nazywanego "Brązowym Jimem". W 1992 r., osadzony w więzieniu w Kingston, czekał na ekstradycję do USA. W przeddzień wydania do Ameryki spłonął żywcem w celi, w której w niewyjaśnionych dotąd okolicznościach wybuchł pożar. Tego samego dnia w Kingston chowano jego syna Marka, brata "Dudusa", zastrzelonego przez konkurencyjny gang.

Odkąd w 1962 r. Jamajka ogłosiła niepodległość, gettami Kingston rządzą gangsterzy tacy jak rodzina Coke'ów, Claudius Massop, William "Wille Haggart" Moore czy Donald "Zekes" Phipps.

Utrzymując biedotę z gett i będąc dysponentami jej głosów wyborczych, szybko stali się klientami i przyjaciółmi miejscowych polityków z dwóch wielkich partii - Pracy i Narodowej. Laburzyści i narodowcy zwracali się do gangsterów, ilekroć dochodziło do wojny o głosy. Szczególnie wybory w latach 70. i 80. znaczone były krwawymi wojnami w gettach. Najkrwawsza okazała się ta z roku 1980 - zginęło blisko tysiąc osób, a próbujący ją powstrzymać Bob Marley, wywodzący się z getta Trenchtown król reggae i rastafarian, sam omal nie został zastrzelony.

Ci, którzy wygrywali w ulicznej wojnie i w wyborach, odwdzięczali się sprzymierzonym gangsterom, przymykając oczy na ich rozboje i kierując rządowe pieniądze do tych gett, które na nich głosowały. Tolerowana polityczna i pospolita przemoc sprawiła, że w zeszłym roku na trzymilionowej Jamajce doliczono się 268 gangów, a o miano światowej stolicy zbrodni z Jamajką mogą rywalizować najwyżej Kolumbia i Południowa Afryka.

Gang "Brązowego Jima" i "Dudusa" Coke zawsze trzymał z rządzącymi dziś w Kingston laburzystami, a premier Golding został wybrany na posła właśnie w Tivoli Gardens. Wielu mieszkańców Kingston sądzi, że przyparty do muru Golding posłał szeryfów przeciwko swojemu wierzycielowi "Dudusowi" nie tyle, by go pojmali i wydali Amerykanom, lecz by go raczej zabili i zlikwidowali niewygodnego świadka. W zamian za łagodną karę "Dudus" mógłby bowiem opowiedzieć sędziom z Nowego Jorku o przyjaźni z premierami Jamajki i przysługach, jakie im wyświadczał.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów