Wolność słowa ponad wszystko

Marcin Bosacki, Waszyngton
23.04.2010 , aktualizacja: 22.04.2010 15:57
A A A Drukuj
11 lat zakazu
W Stanach Zjednoczonych od 1999 r.
nie można było pokazywać znęcania
się nad zwierzętami.
Na zdjęciu: wyciągnięte z rzeki w
listopadzie 2008 r. martwe pit bulle,
które brały udział w nielegalnych
walkach psów w stanie Kentucky Fot. Stephen Lance Dennee ASSOCIATED PRESS 11 lat zakazu W Stanach Zjednoczonych od 1999 r. nie można było pokazywać znęcania się nad zwierzętami. Na zdjęciu: wyciągnięte z rzeki w listopadzie 2008 r. martwe pit bulle, które brały udział w nielegalnych walkach psów w stanie Kentucky
Nie można zakazywać i karać twórców filmów oraz zdjęć pokazujących okrucieństwo wobec zwierząt, np. walki psów, bo ogranicza to wolność słowa - uznał Sąd Najwyższy USA
ZOBACZ TAKŻE
SONDAŻ
Czy zakaz pokazywania okrucieństwa godzi w wolność wypowiedzi?

Tak
Nie
Nie interesuje mnie to

Wtorkowy wyrok, który zapadł rzadką większością 8 do 1, pokazuje po raz kolejny, jak szeroko interpretowana jest w Ameryce pierwsza poprawka do konstytucji mówiąca właśnie o wolności wypowiedzi.

Ustawę zakazującą produkcji, rozpowszechniania, a nawet posiadania wszelkich obrazów pokazujących okrucieństwo wobec zwierząt Kongres przegłosował w 1999 r. Impulsem była chęć zakazania specyficznych filmów pornograficznych, na których kobiety rozgniatały też wysokimi obcasami małe zwierzęta. Ostatecznie język ustawy był bardzo ogólny - zakazywał, pod groźbą pięciu lat więzienia, obrazów pokazujących "dręczenie, torturowanie, ranienie i zabijanie zwierząt".

Prawnicy już wówczas uważali, że ustawa może być sprzeczna z Pierwszą Poprawką do Konstytucji, bo może zakazywać np. zdjęć z polowań. Dlatego podpisując ustawę, prezydent Bill Clinton oświadczył, że ma nadzieję, iż będzie ona stosowana tylko wobec drastycznych filmów i zdjęć pornograficznych.

Tak się jednak nie stało. Pierwszy wyrok na mocy ustawy, wydany w 2004 r., skazał na trzy lata więzienia Roberta Stevensa z Wirginii, który robił filmy z walk psów. Stevens zaczął się odwoływać i tak sprawa dotarła aż do Sądu Najwyższego.

Teraz sąd uznał za "groźne" argumenty rządu, że warto ograniczać wolność słowa, by zmniejszyć koszty społeczne wywołane przez rozpowszechnianie okropności. "W Pierwszej Poprawce zawarta jest ocena narodu amerykańskiego, że korzyści z ograniczania roli władz [w regulowaniu obiegu myśli i obrazów] są większe niż koszty" tego, że w tym obiegu znajdują się rzeczy dla wielu obraźliwe - stwierdzili sędziowie. Podkreślili, że choć walki psów są przestępstwem, to ich nagrywanie i pokazywanie nie jest.

Jak tłumaczył David Horowitz, dyrektor Koalicji Mediów, która walczyła z ustawą, "gdyby ograniczać działanie Pierwszej Poprawki za każdym razem, gdy w grę wchodzą wypowiedzi niepopularne lub obsceniczne, szybko w ogóle nie byłoby wolności słowa".

Z wyrokiem ośmiu kolegów nie zgodził się jedynie konserwatywny sędzia Samuel Alito, zresztą właściciel psa. Według niego ustawa z 1999 r. "nie uderza w wolność słowa, tylko w zdeprawowane rozrywki bez żadnej wartości społecznej".

Autor ustawy kongresmen Elton Gallegly, republikanin z Kalifornii, już zapowiedział, że zgłosi nowy projekt prawa skierowanego tylko przeciwko pokazywaniu oczywistych aktów dręczenia zwierząt, głównie na potrzeby przemysłu pornograficznego.

Amerykański Sąd Najwyższy ostatni raz ograniczył wolność wypowiedzi w 1985 r., zakazując pornografii dziecięcej. Trzy lata później sędziowie orzekli, że arcykonserwatywny pastor Jerry Falwell nie może domagać się odszkodowania od Larry'ego Flynta, wydawcy pornograficznego magazynu "Hustler". Magazyn zamieścił parodię reklamy mówiącą, że restrykcyjny w sprawach seksu Falwell swój pierwszy stosunek seksualny odbył po pijanemu z własną matką. Sąd Najwyższy stwierdził, że ta parodia jest dozwoloną formą krytyki osób publicznych i mieści się w granicach wolności słowa. Sędziowie zakazali jedynie celowego oszczerstwa (np. fałszywego oskarżenia o gwałt czy kradzież) oraz wykorzystywania wolności słowa do działalności przestępczej, np. defraudacji.

Trzy miesiące temu Sąd Najwyższy, choć już tylko większością 5 do 4, uznał, że w imię wolności słowa nie można zabronić wielkim firmom wspierania finansowego kampanii polityków. Zakazała tego w 2002 r. ustawa przygotowana przez późniejszego kandydata Republikanów na prezydenta Johna McCaina.

W marcu z kolei sąd zgodził się rozpatrzyć sprawę tego, czy w Stanach Zjednoczonych można demonstrować podczas pogrzebu poległego żołnierza z plakatem: "Dzięki Bogu za zabitych żołnierzy". Robi to maleńki odłam Kościoła baptystycznego w stanie Kansas, który uważa, że polegli to kara boska dla Ameryki za jej "występki moralne", głównie za homoseksualizm i zbyt duże wpływy Kościoła katolickiego. Plakaty członków Kościoła są głęboko obraźliwe: "Idziecie do piekła!", "Bóg nienawidzi pedałów!" czy "Papież jest w piekle!" z podobizną Jana Pawła II.

Kościół z Kansas podali do sądu członkowie rodzin zabitych żołnierzy. W tej sprawie sędziowie wydadzą wyrok w najbliższych miesiącach, ale większość komentatorów spekuluje, że przyzna demonstrującym prawo do wyrażania nawet tak kontrowersyjnych poglądów.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    16 głosów