Gigantyczny rachunek za świńską grypę

Pandemia ogłoszona przez Światową Organizację Zdrowia kosztowała już podatników na całym świecie miliardy euro. Teraz setki milionów idą na odszkodowania dla koncernów farmaceutycznych za nieodebranie zamówionych szczepionek
Atak wirusa zaczął się rok temu. Na początku kwietnia szpital w La Glorii w Meksyku przyjmuje czteroletniego Edgara Hernandeza w stanie ciężkim. Lekarze zachodzą w głowę, co mu jest. Po czterech dniach chłopiec zdrowieje i wraca do domu. Dopiero kilka tygodni później okaże się, że zachorował na nową grypę typu A/H1N1.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) informuje o kolejnych zachorowaniach. W kwietniu przypadki zarażenia świńską grypą - tak nazwano nowy wirus - potwierdza dziewięć krajów. W czerwcu liczba ta wzrośnie do 74, w lipcu - do 120. Wirus rozprzestrzenia się tak szybko, że w czerwcu WHO ogłasza pandemię.

Szczepionka powstaje w ekspresowym tempie. Opracowanie jej zajmuje koncernom farmaceutycznym zaledwie miesiąc, podczas gdy w przypadku grypy sezonowej trwa to zwykle około pół roku. Szczepionka dostaje jednak pozytywną rekomendację Komitetu Pandemicznego WHO.

Francuzi zamawiają szczepionki za 860 mln euro, Niemcy za 417 mln euro, Holandia za 300 mln euro, a Włosi za 184 mln euro. Na wynagrodzenia dla pracujących po godzinach lekarzy i pielęgniarek Francja wydaje 150 mln euro; 95 mln euro - na wynajęcie magazynów, 8,5 mln - na strzykawki, 6 mln euro - na kampanię informacyjną.

Ale zaszczepiło się tylko 5 proc. Francuzów. Niewiele lepiej jest w innych krajach. Na szczepienia zgłasza się 4 proc. Włochów, 10 proc. Niemców, 20 proc. Amerykanów i 25 proc. Brytyjczyków.

Powód? Świńska grypa ma znacznie lżejszy przebieg, niż przewidywali eksperci WHO. Do tej pory na całym świecie z powodu powikłań po nowej grypie zmarło niespełna 17 tys. osób - wynika z marcowego raportu WHO. Natomiast przez grypę sezonową umiera co roku około pół miliona osób. - Pandemia jest słabsza, niż zakładaliśmy - przyznaje Margaret Chan, dyrektor organizacji. Jeszcze kilka miesięcy temu Chan obawiała się, że może umrzeć nawet 7 mln osób.

Rządom pozostały góry szczepionek. Teraz renegocjują umowy z koncernami farmaceutycznymi. Francuzi za rezygnację z ponad połowy zamówionych szczepionek muszą zapłacić trzem koncernom farmaceutycznym - GlaxoSmithKline, Sanofi-Pasteur i Novartis - 48 mln euro odszkodowania. Gdyby nie ugoda, za niepotrzebne leki rząd musiałby zapłacić 358 mln euro.

We włoskich magazynach zalega 10 mln szczepionek, które za kilka miesięcy się przeterminują. A rząd nie dostał jeszcze wszystkich zamówionych leków. Tutaj koncerny są uparte. Godzą się jedynie na zamianę opłaconych szczepionek na inne swoje leki. Część zbędnych szczepionek Włosi przekażą WHO dla biedniejszych krajów, resztę się zniszczy.

Rokowania z koncernami trwają w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Szwajcarii, Holandii, Hiszpanii, Czechach. Uniknąć odszkodowań udało się tylko Portugalii, choć zrezygnowała z 2 mln (na 6 mln zamówionych) dawek.

Specjalna komisja Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy prowadzi śledztwo: Czy WHO ogłosiła pandemię pod naciskiem firm farmaceutycznych? Jednym z ekspertów ma być minister zdrowia Ewa Kopacz, która jako jedyna w Europie odmówiła zakupu szczepionek. Tłumaczyła, że nie ma pewności, czy są one bezpieczne, skoro dopuszczono je na rynek tak pospiesznie.

Drugie śledztwo prowadzi od marca Parlament Europejski. Posłowie chcą sprawdzić, czy koncerny farmaceutyczne straszyły rządy państw UE, że jeśli szybko szczepionek nie kupią, to ich zabraknie. - Holandia wydała na nie 300 mln euro, a teraz może wyrzucić szczepionki do kosza - mówiła tydzień temu Judith Merkies, europosłanka z holenderskiej Partii Pracy.

Trzecie śledztwo, zapowiedziane przez WHO, ma się rozpocząć, gdy pandemia ustąpi.

Czy WHO się pomyliła?

- Najczarniejszy scenariusz się nie sprawdził. Ale nie oznacza to, że ogłoszenie pandemii było na wyrost - mówi "Gazecie" dr Paweł Grzesiowski z Narodowego Instytutu Leków w Warszawie. - Łagodniejszy od oczekiwań był tylko jej przebieg. Pytanie, czy wirus wróci w nowej formie? Jedno jest pewne: bezpieczeństwo musi kosztować, nie są to pieniądze wyrzucone w błoto*.


Gazeta Wyborcza


*Wyjaśnienie

Informuję, że wypowiadając się dla "Gazety Wyborczej" do artykułu "Rachunek za grypę" (26 marca 2010), występowałem wyłącznie we własnym imieniu, a nie Narodowego Instytutu Leków. To nie zostało zaznaczone w tekście.