Clinton stawia warunki Izraelowi

Mariusz Zawadzki
17.03.2010 , aktualizacja: 16.03.2010 19:32
A A A Drukuj
USA twardo domagają się od Izraela, żeby zgodził się negocjować z Palestyńczykami podział Jerozolimy. Takich żądań nie usłyszał żaden poprzedni rząd Izraela
Hillary Clinton
Fot. MANDEL NGAN AFP
Hillary Clinton
Napięcie między Waszyngtonem i Jerozolimą nie słabnie od ubiegłego tygodnia, kiedy podczas wizyty w Izraelu wiceprezydenta USA Joe Bidena gospodarze niespodziewanie ogłosili plany budowy 1,6 tys. domów we wschodniej, okupowanej od 1967 r. części Jerozolimy.

Amerykanie uznali to za próbę storpedowania misji pokojowej Bidena, który miał skłonić Izrael i Palestyńczyków do bezpośrednich rozmów. Wprawdzie premier Beniamin Netanjahu przepraszał, że nic nie wiedział o planach wydania zgody akurat w tym dniu, ale Waszyngtonu to nie zadowoliło. W piątek do izraelskiego premiera dzwoniła sekretarz stanu Hillary Clinton i przez 43 minuty wykładała mu nowe żądania Waszyngtonu. Rozmowa była poufna, ale jej treść ujawnił wczoraj "Washington Post".

Amerykanie chcą, by Izrael: •  odwołał decyzję o budowie 1,6 tys. domów; •  wykonał jakiś poważny gest pojednania względem Palestyńczyków i •  zgodził się, by tematem rozmów pokojowych był podział Jerozolimy, w której wschodniej części Palestyńczycy chcą utworzyć stolicę swojego państwa.

Szczególnie ten ostatni warunek jest zaskakujący. Izrael traktuje Jerozolimę inaczej niż pozostałą część ziem palestyńskich, które zajął w 1967 r. O ile tamte mają status ziem okupowanych, to wschodnia Jerozolima została formalnie przyłączona do Izraela jako "niepodzielna, odwieczna stolica państwa".

Aneksji nie uznała większość krajów na świecie, dlatego np. USA czy Polska mają ambasady w Tel Awiwie, a nie w Jerozolimie. Ale nieformalnie Waszyngton zgadzał się na rozróżnienie wprowadzone przez Izraelczyków i Jerozolimę uznawał za wewnętrzną ich sprawę.

- Przez ostatnie 40 lat żaden rząd Izraela nie ograniczał inwestycji w Jerozolimie, i to się nie zmieni - mówił wczoraj Netanjahu, który w ogóle nie dopuszcza myśli oddania Palestyńczykom części stolicy, podobnie zresztą jak większość izraelskich Żydów. Amerykanie czekają jednak na formalną odpowiedź na żądania pani Clinton. Wczoraj odwołali wizytę specjalnego wysłannika Obamy na Bliski Wschód George'a Mitchella, dopóki jej nie usłyszą.

- Jeśli Netanjahu nie jest w stanie podjąć pewnych zobowiązań, pojawia się pytanie, czy zależy mu na negocjacjach z Palestyńczykami. Pojawia się też drugie pytanie, czy zależy mu na relacjach z Waszyngtonem - mówił "Washington Post" anonimowy dyplomata amerykański. - Nie odpuścimy bliskowschodnich negocjacji, bo prezydent Obama uważa, że mają bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo USA [ponieważ nierozwiązana kwestia Palestyńczyków napędza niechęć muzułmanów do Zachodu, z czego korzystają terroryści].

Nawet odwołanie budowy 1,6 tys domów byłoby jednak dla Netanjahu upokarzające i ryzykowne, bo mógłby stracić poparcie skrajnie prawicowego elektoratu. - Zresztą to decyzja na poziomie lokalnych władz stolicy - twierdzi George Birnbaum, były doradca Netanjahu. - To tak jakby Obamę pociągnąć do odpowiedzialności za projekt zagospodarowania jakiejś gminy.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów