Premier Silvio Berlusconi wywalczył nową ustawę, która pozwoli mu odetchnąć od dwóch procesów karnych. - Chyba już nie ma odwrotu. Żegnamy się z demokracją - alarmuje opozycyjna senator Anna Finocchiaro.
Politycy opozycyjnej Partii Demokratycznej wyliczają, że przepisy zatwierdzone w środę przez Senat (czekają na niemal pewny podpis prezydenta), to już 19. włoska ustawa opracowana przy udziale adwokatów premiera Silvia Berlusconiego i przyjęta na jego użytek.
Nowe prawo pozwala na zawieszenie procesów sądowych przeciw premierowi i ministrom na maksymalnie półtora roku, jeśli rząd uzna, że udział w przesłuchaniach utrudniłby im sprawowanie obowiązków konstytucyjnych. Berlusconi i tak dość regularnie nie stawia się na swoich dwóch procesach, więc ustawa tylko legalizuje to uchylanie się od składania zeznań i uwalnia premiera od ryzyka kar za lekceważenie wezwań sądu.
- Berlusconi pod sąd! - krzyczeli podczas głosowania opozycyjni senatorowie, ale koalicja rządowa jak zwykle oskarżyła ich o spiskowanie z lewicowymi sędziami.
Nad Berlusconim wiszą teraz dwie sprawy, które teoretycznie mogłyby skończyć się dla niego kilkoma latami za kratkami. Pierwsza to podejrzenie o przekupywanie świadka Davida Millsa w dwóch procesach korupcyjnych w latach 90., który w zamian za 600 tys. dol. fałszywie zeznawał na korzyść obecnego premiera.
Berlusconi wyszedł z tamtych procesów bez szwanku, ale przed rokiem Mills został zaocznie skazany na 4,5 roku więzienia. Choć sąd kasacyjny uchylił potem ten wyrok z racji przedawnienia, to jednocześnie potwierdził fakt przekupstwa przez ludzi premiera. W przypadku Berlusconiego sprawa przedawnia się dopiero za rok.
Drugi proces dotyczy ogromnych oszustw podatkowych w koncernie medialnym Berlusconiego, a na horyzoncie tli się już kolejna sprawa związanych z przekrętami fiskalnymi w telewizjach premiera. - Każdą sobotę od kilkunastu lat spędzam na całodziennych naradach z adwokatami. Prokuratorzy bezlitośnie na mnie polują - mówił niedawno Berlusconi.
Przyjęte właśnie prawo jedynie zamraża procesy, co oznacza, że okres przedawnienia przesunie się o półtora roku. Jednak opozycja przestrzega, że da to koalicji czas na sfinalizowanie kolejnych ustaw ratujących skórę 73-letniemu Berlusconiemu. Te niezliczone manipulacje przy prawie procesowym sprawiają, że nawet wśród centrolewicowych przeciwników premiera coraz częściej odzywają się głosy na rzecz przywrócenia we Włoszech immunitetu sądowego parlamentarzystów (i członków rządu). Włosi znieśli immunitet po wstrząsie, jakim była operacja "Czyste ręce" w latach 90. odkrywająca powszechną korupcję na szczytach władzy.
- Berlusconi i tak potrafi załatwić sobie ochronę przed sądami. Mając immunitet, przynajmniej nie psułby prawa - mówi politolog Andrea Casini.
Otwarta walka rządu z wymiarem sprawiedliwości nie gorszy wyborców Berlusconiego, którzy - nie bez pewnych powodów - widzą w sędziach oraz prokuratorach "partię polityczną" zwalczającą premiera. Kiedy ostatnio partia Berlusconiego spóźniła się ze zgłoszeniem części list kandydatów do wyborów regionalnych (odbędą się 28 marca), rząd bez żenady uchwalił przepisy wydłużające terminy. Choć odrzucenie tego doraźnego dekretu przez sąd byłoby oczywistością w większości krajów Europy, to Berlusconi zamierza w najbliższy weekend wyprowadzić swych zwolenników na ulice pod hasłami walki z "sądowym zamachem stanu".