Biało-czerwona w ogniu

Marcin Górka
11.03.2010 , aktualizacja: 11.03.2010 12:28
A A A Drukuj
Afganistan, prowincja Ghazni, którą kontroluje Wojsko Polskie Fot. Damian Kramski / Agencja Gazeta Afganistan, prowincja Ghazni, którą kontroluje Wojsko Polskie
Po amerykańskiej akcji w prowincji Ghazni wściekli Afgańczycy oskarżyli Polaków o zabicie cywilów i spalili biało-czerwoną flagę - przekonani, że była to operacja naszych żołnierzy
Wieśniacy zablokowali główną drogę
Afganistanu z Kabulu do Kandaharu
i podpalili biało-czerwoną flagę
Fot. Al Jazeera
Wieśniacy zablokowali główną drogę Afganistanu z Kabulu do Kandaharu i podpalili biało-czerwoną flagę
ZOBACZ TAKŻE
Prowincja Ghazni
Prowincja Ghazni

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl



Nocną akcję we wsi Kalech Jebara w powiecie Karabagh w Ghazni przeprowadziły pod koniec stycznia amerykańskie siły specjalne z pomocą Afgańczyków - dowiedzieliśmy się od wysokiego rangą rozmówcy w polskiej armii.

Celem akcji było zabicie groźnych talibów figurujących na liście poszukiwanych wrogów rządu prezydenta Hamida Karzaja.

Nasz informator mówi, że Amerykanie i Afgańczycy wchodzili do domostw i tam zabijali talibów - chcieli w ten sposób uniknąć ofiar cywilnych i mieć pewność, że zlikwidowali właściwe osoby. Wtedy z jednej z chałup ktoś ostrzelał żołnierzy USA. W odpowiedzi amerykański śmigłowiec zaatakował dwa domy.

Afgańscy wieśniacy twierdzą, że w tych domach zginęło czterech cywilów. Reporterowi katarskiej telewizji Al-Dżazira Davidowi Chaterowi powiedzieli, że wśród ofiar były dzieci w wieku 11 i 15 lat. Na dowód pokazali ciała.

Katarska telewizja sfilmowała manifestację, którą dwa dni po akcji w Kalech Jebara ponad setka Afgańczyków przeprowadziła na głównej drodze kraju z Kabulu do Kandaharu. To wtedy Afgańczycy spalili polską flagę i kukłę prezydenta Karzaja. Krzyczeli, że nie ma różnicy między komunistami a wojskami zachodniej koalicji, które okupują ich kraj.

O akcję w Kalech Jebara zapytaliśmy dowództwo NATO w Afganistanie. Dostaliśmy odpowiedź, że "prowadzone jest postępowanie wyjaśniające, które wszczyna się wtedy, gdy pojawiają się wątpliwości co do przebiegu akcji. Czekamy na raport końcowy".

Ile osób zginęło w Kalech Jebara, kto został tam zabity i jak wyglądała operacja, dowództwo sił zachodniej koalicji nie chce powiedzieć.

"Gazeta" dowiedziała się, że w sprawie tej operacji interweniowali u Amerykanów dowódcy polskiego kontyngentu w Afganistanie. Nasza armia obawiała się, że straci dobrą reputację i nie najgorsze relacje ze starszyzną dystryktu Karabagh oraz że wieść o zabiciu cywilów może sprowokować ataki na Polaków, którzy odpowiadają za bezpieczeństwo w Ghazni. Dziś w tej prowincji jest ponad 2 tys. naszych żołnierzy.

- To nie my zabiliśmy tych ludzi, ale oskarżono nas, bo Afgańczycy kojarzą Ghazni i Karabagh tylko z polskimi żołnierzami. Nie ma dla nich różnicy między mundurem amerykańskim i polskim, tym bardziej w nocy - mówi nasz informator z polskiego dowództwa. - Amerykanie nie kwapili się do wyjaśnienia tej sytuacji. Musieliśmy ich przekonać, by pojechali do tej wioski i przeprosili.

Podczas spotkania z wioskową starszyzną amerykański dowódca zapłacił odszkodowanie za czterech zabitych: przekazał pieniądze, zwierzęta i żywność. Wojska USA często tak robią - nawet jeśli nie ma pewności, czy ofiarami rzeczywiście byli cywile - by udobruchać afgańskich wieśniaków.

W komunikacie po akcji polskie Dowództwo Operacyjne napisało, że "osoby cywilne nie zostały poszkodowane podczas operacji", a polscy żołnierze tylko zabezpieczali rejon akcji.

- To była informacja sporządzona na podstawie wiedzy, jaką mieliśmy tuż po akcji - tak mjr Piotr Jaszczuk z DO odpowiada na pytanie, czy w Kalech Jebara zostali poszkodowani cywile. - Z tego, co wiemy, ten 15-letni chłopiec sięgał po broń, ale nas tam nie było.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    49 głosów