Afgańscy rebelianci walczą ze sobą

Wojciech Jagielski
09.03.2010 , aktualizacja: 09.03.2010 09:06
A A A Drukuj
Prawie sto osób zginęło w bitwie między talibami i podwładnymi Gulbuddina Hekmatjara - pierwszej tak krwawej pomiędzy afgańskimi partyzantami walczącymi z prezydentem Hamidem Karzajem i zachodnimi wojskami
12 lipca, talibowie w prowincji Ghazni
Fot. Rahmatullah Naikzad AP
12 lipca, talibowie w prowincji Ghazni
Bitwa wybuchła w sobotę o świcie, gdy oddział talibów wkroczył do wioski Kajsar Khel kontrolowanej przez partyzantów z organizacji Hezb-e Islami Gulbuddina Hekmatjara, weterana afgańskich wojen partyzanckich jeszcze z lat 80. Kajsar Khel, a także inne wioski w powiatach Baghlan-e Markazi i Baghlan-e Dżadid od lat są twierdzami Hekmatjara wywodzącego się z sąsiedniej prowincji Kunduz - jedynej na afgańskiej północy, gdzie większość stanowią Pasztuni. Już w latach 80., gdy Hekmatjar walczył z Armią Radziecką, Kunduz i Baghlan były jego królestwem, źródłem rekrutów i pieniędzy. W latach 90. prowadził z nich wojnę o władzę w Kabulu zajętym przez wrogich mu Tadżyków.

Pod koniec lat 90. Hekmatjar bił się też z talibami, którzy nadciągając z południa kraju, podeszli pod Kabul, by położyć kres wojnie domowej, samemu przejąć władzę i zaprowadzić w Afganistanie surowe muzułmańskie porządki. Pokonany, uciekł do Iranu.

Hekmatjar wrócił do kraju dopiero w 2002 r., po zbrojnej inwazji Amerykanów i upadku talibów. Sprzymierzył się z dawnymi wrogami, by w nowej partyzanckiej wojnie wykrwawić i zmusić do rejterady kolejnego najeźdźcę.

Talibowie walczą głównie na południu kraju, skąd się wywodzą. Północne prowincje Baghlan i Kunduz, a także położone tuż obok Kabulu Kapisa, Laghman czy Kunar są twierdzami Hekmatjara. Dotąd, prowadząc wojnę przeciwko wspólnemu wrogowi, afgańscy partyzanci nie wchodzili sobie w drogę i unikali konfliktów.

W Baghlanie oddziały Hekmatjara zaatakowały talibów, bo były przekonane, że próbują oni przejąć ich wioski. W dwudniowej bitwie zginęło ponad 60 partyzantów i co najmniej 20 cywilów. Pokonane oddziały Hekmatjara wezwały na pomoc rządowe wojsko. Według szefa miejscowej policji ponad stu ludzi Hekmatjara wraz z ich lokalnym dowódcą obiecało wstąpić do rządowego wojska i bić się odtąd z talibami.

W przeciwieństwie do talibów, którzy odrzucają wszelkie oferty pokojowych rozmów ze strony Karzaja, Hekmatjar uważany jest za łatwiejszego do przekabacenia na rządową stronę. Znany jest bowiem ze zdradzieckości i pazerności na władzę i stanowiska. Wielu jego zauszników, doradców i komendantów dawno już przeniosło się z partyzanckich obozowisk do stolicy, gdzie sprawują stanowiska ministrów, sędziów, posłów czy gubernatorów.

Przejście choćby części komendantów Hekmatjara na stronę afgańskich władz byłoby politycznym sukcesem Karzaja, a także rozszerzyło jego władzę na północne prowincje Baghlan i Kunduz, przez które biegnie z Tadżykistanu jeden z najważniejszych szlaków zaopatrzeniowych dla zachodnich wojsk.

Rząd w Kabulu twierdzi, że już od jakiegoś czasu prowadzi negocjacje z Hekmatjarem. Ostatnie sekretne rozmowy odbyły się ponoć w styczniu na Malediwach, a na spotkanie z emisariuszami Karzaja Hekmatjar posłał swego syna.

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów