Rammstein zagrał w niedzielę wieczorem w Mińsku, mimo że występ niemieckiego zespołu chciało zablokować konserwatywne otoczenie prezydenta Aleksandra Łukaszenki.
O odwołanie koncertu zwróciła się do ministerstwa kultury społeczna rada ds. etyki - organ kontrolujący media i nadzorujący kulturę, który przy aprobacie władz został utworzony przez Cerkiew prawosławną i reżimowy Związek Pisarzy. Na czele Rady stoi emerytowany generał MSW Mikołaj Czerginiec uchodzący za bliskiego współpracownika Łukaszenki. Oskarżył on Rammstein o propagandę homoseksualizmu i nazizmu.
- Jak się ten koncert odnosi do tła historycznego: 65-lecia zwycięstwa w Wielkiej Wojny Ojczyźnianej [z hitlerowskimi Niemcami], prawosławnego postu oraz święta kobiet 8 marca? - pytał generał.
By sprawdzić zasadność zarzutów, uważany za "obyczajowego liberała" minister Paweł Łatuszka wysłał na koncert Rammstein w Moskwie specjalną komisję. Zapewne nie potwierdziła ona zarzutów Czerginca, bo ograniczyła się jedynie do wzięcia od muzyków zobowiązania, że podczas koncertu w Mińsku Rammstein nie będzie łamać białoruskiego prawa.
11 tys. biletów rozeszło się na pniu. Jak donosi agencja Interfax-Zapad, na koncercie Rammstein „było wszystko: i imitacja stosunku oralnego pomiędzy mężczyznami, i „bójka”, i rozrzucanie po scenie manekinów niemowląt oraz »spalenie « człowieka”.