Największa na świecie organizacja broniąca praw człowieka, zrzeszająca ponad 2 mln członków i wspierana przez takie znakomitości jak Bono czy Al Pacino, znalazła się w ogniu krytyki. Wszystko za sprawą zawieszenia Gity Sahgal, jednej z najbardziej znanych na świecie bojowniczek o prawa kobiet.
Mieszkająca w Londynie 54-letnia Sahgal niespodziewanie przestała być w lutym szefową sekcji kobiecej AI. Powodem jej zawieszenia było najprawdopodobniej to, że publicznie napomniała organizację, by nie przedkładała walki o prawa podejrzanych o terroryzm nad troskę o prawa ofiar fundamentalizmu i terroryzmu.
Problemy Sahgal zaczęły się na początku lutego, kiedy w gazecie "Times" skrytykowała szefostwo AI za sojusz z Moazzamem Beggiem, brytyjskim muzułmaninem pochodzenia pakistańskiego, oskarżanym o terroryzm byłym więźniem obozu w Guantanamo i członkiem organizacji Cageprisoners walczącej o zamknięcie więzienia na Kubie. "Uprawnione było wysłuchanie Begga jako byłego więźnia Guantanamo, ale legitymizowanie go poprzez uczynienie zeń partnera jest błędem" - mówiła "Timesowi" Sahgal.
AI przygarnęła Begga do własnej kampanii na rzecz zamknięcia Guantanamo. W styczniu Begg wraz z szefową brytyjskiej AI Kate Allen wręczył brytyjskiemu premierowi Gordonowi Brownowi petycję w tej sprawie.
Sahgal przestrzegała szefostwo AI, że choć Begg udaje działacza praw człowieka, to w rzeczywistości jest islamskim fundamentalistą popierającym np. odebranie kobietom większości praw nadanych im w społeczeństwie demokratycznym. Napisała e-mail z protestem do kierownictwa organizacji. Według "Timesa" wyłożyła w nim, że współpraca z człowiekiem utrzymującym, iż "talibowie byli najlepszą władzą w Afganistanie od 20 lat", niszczy reputację organizacji. Wytknęła Amnesty, iż zawiązała sojusz z Beggiem ze strachu przed oskarżeniami o islamofobię i rasizm.
Sahgal od miesięcy bombardowała Amnesty International swymi wątpliwościami. Wskazywała m.in., że Begg prowadzi księgarnię, w której sprzedaje się książki podważające fundamentalne prawa kobiet. Amnesty pozostawała na nie głucha. Tuż po zawieszeniu działaczka wydała gorzkie oświadczenie: "Przyszedł moment, bardzo rzadki w historii, kiedy wspaniała organizacja musi zadać sobie pytanie: czy jeśli kłamie sama sobie, to czy może domagać się prawdy od innych?".
Szefostwo AI odrzuciło tę krytykę. Sekretarz organizacji Claudio Cordone zaprzeczył, jakoby Sahgal została zwolniona z powodu zwrócenia uwagi na problematyczny związek z obrońcą podejrzanych za terroryzm. Zastrzegł, że organizacja związała się z Beggiem tylko w sprawie zamknięcia Guantanamo. I wyłącznie dlatego, że był on jednym z pierwszych zwolnionych stamtąd więźniów.
Niejasne okoliczności zawieszenia działaczki sprawiły, że na Amnesty International posypały się gromy. W obronie Sahgal stanęli nie tylko znani publicyści i blogerzy, ale także m.in. pisarz Salman Rushdie. Według autora "Szatańskich wersetów" AI popsuła swą reputację, wiążąc się z Beggiem i robiąc z działaczy Cageprisoners obrońców praw człowieka.