Talibski kłopot Amnesty International

Jacek Pawlicki
04.03.2010 , aktualizacja: 03.03.2010 16:40
A A A Drukuj
2008 r. Warszawski happening Amnesty International przeciwko karze śmierci Fot. Aleksander Prugar / AG 2008 r. Warszawski happening Amnesty International przeciwko karze śmierci
Znana działaczka Amnesty International na rzecz praw kobiet straciła pracę, bo sprzeciwiała się sojuszowi swej organizacji ze zwolennikiem talibów
ZOBACZ TAKŻE
Największa na świecie organizacja broniąca praw człowieka, zrzeszająca ponad 2 mln członków i wspierana przez takie znakomitości jak Bono czy Al Pacino, znalazła się w ogniu krytyki. Wszystko za sprawą zawieszenia Gity Sahgal, jednej z najbardziej znanych na świecie bojowniczek o prawa kobiet.

Mieszkająca w Londynie 54-letnia Sahgal niespodziewanie przestała być w lutym szefową sekcji kobiecej AI. Powodem jej zawieszenia było najprawdopodobniej to, że publicznie napomniała organizację, by nie przedkładała walki o prawa podejrzanych o terroryzm nad troskę o prawa ofiar fundamentalizmu i terroryzmu.

Problemy Sahgal zaczęły się na początku lutego, kiedy w gazecie "Times" skrytykowała szefostwo AI za sojusz z Moazzamem Beggiem, brytyjskim muzułmaninem pochodzenia pakistańskiego, oskarżanym o terroryzm byłym więźniem obozu w Guantanamo i członkiem organizacji Cageprisoners walczącej o zamknięcie więzienia na Kubie. "Uprawnione było wysłuchanie Begga jako byłego więźnia Guantanamo, ale legitymizowanie go poprzez uczynienie zeń partnera jest błędem" - mówiła "Timesowi" Sahgal.

AI przygarnęła Begga do własnej kampanii na rzecz zamknięcia Guantanamo. W styczniu Begg wraz z szefową brytyjskiej AI Kate Allen wręczył brytyjskiemu premierowi Gordonowi Brownowi petycję w tej sprawie.

Sahgal przestrzegała szefostwo AI, że choć Begg udaje działacza praw człowieka, to w rzeczywistości jest islamskim fundamentalistą popierającym np. odebranie kobietom większości praw nadanych im w społeczeństwie demokratycznym. Napisała e-mail z protestem do kierownictwa organizacji. Według "Timesa" wyłożyła w nim, że współpraca z człowiekiem utrzymującym, iż "talibowie byli najlepszą władzą w Afganistanie od 20 lat", niszczy reputację organizacji. Wytknęła Amnesty, iż zawiązała sojusz z Beggiem ze strachu przed oskarżeniami o islamofobię i rasizm.

Sahgal od miesięcy bombardowała Amnesty International swymi wątpliwościami. Wskazywała m.in., że Begg prowadzi księgarnię, w której sprzedaje się książki podważające fundamentalne prawa kobiet. Amnesty pozostawała na nie głucha. Tuż po zawieszeniu działaczka wydała gorzkie oświadczenie: "Przyszedł moment, bardzo rzadki w historii, kiedy wspaniała organizacja musi zadać sobie pytanie: czy jeśli kłamie sama sobie, to czy może domagać się prawdy od innych?".

Szefostwo AI odrzuciło tę krytykę. Sekretarz organizacji Claudio Cordone zaprzeczył, jakoby Sahgal została zwolniona z powodu zwrócenia uwagi na problematyczny związek z obrońcą podejrzanych za terroryzm. Zastrzegł, że organizacja związała się z Beggiem tylko w sprawie zamknięcia Guantanamo. I wyłącznie dlatego, że był on jednym z pierwszych zwolnionych stamtąd więźniów.

Niejasne okoliczności zawieszenia działaczki sprawiły, że na Amnesty International posypały się gromy. W obronie Sahgal stanęli nie tylko znani publicyści i blogerzy, ale także m.in. pisarz Salman Rushdie. Według autora "Szatańskich wersetów" AI popsuła swą reputację, wiążąc się z Beggiem i robiąc z działaczy Cageprisoners obrońców praw człowieka.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    60 głosów