Gen. Ahman Zia Jaftali z ministerstwa obrony powiedział, że zginęło co najmniej 17 osób. Dyrektor szpitala w Kabulu Sajed Kbir Amiry dodał, że 32 osoby zostały ranne. Według Sachi Nurgholego z resortu zdrowia wśród ofiar zamachów są cudzoziemcy. Jak podała agencja Reuters, wśród ofiar jest czterech obywateli Indii.
Zamachowiec-samobójca wysadził się w powietrze wczesnym rankiem nieopodal głównego centrum handlowego afgańskiej stolicy, w pobliżu budynku Ministerstwa Spraw Wewnętrznych oraz hotelu, w którym zatrzymują się goście z Zachodu. Wkrótce potem w tej samej okolicy słyszeć się dało kolejną eksplozję oraz odgłosy strzelaniny.
- Kiedy wychodziłem, znalazłem przed budynkiem dwa, albo trzy ciała - opowiada Surbot Paul, hinduski lekarz mieszkający w jednym z licznych hotelików, które znajdują się nieopodal centrum handlowego, w którym doszło do wybuchu. - Kiedy usłyszałem strzały, wybuchł
samochód pułapka. Na moją głowę posypał się dach - dodaje.
Gulam Mustafa z kabulskiej policji powiedział, że według władz celem ataków były dwa hotele, w których zatrzymują się cudzoziemcy.
Kolejne zamachy? - Przyznajemy się" do ataków - oświadczył przez telefon rzecznik talibów Zabihullah Mudżahed. - Przeprowadziło je 8 bojowników. Jeden wysadził w powietrze swój samochód przed hotelem, dwóch innych zdetonowało bomby, a pozostali wciąż są w mieście - powiedział.
Były to najpoważniejsze ataki w Kabulu od 18 stycznia, gdy w serii zamachów śmierć poniosło co najmniej 12 osób, a 70 zostało rannych. Komentatorzy zauważają, że ataki w afgańskiej stolicy wciąż są stosunkowo rzadkie, lecz ofensywa sił NATO na bastiony talibów na południu i wschodzie kraju sprawiła, że coraz częściej pojawiają się oni w bezpieczniejszych dotąd regionach.