Noblista niepokoi egipski reżim

Były szef Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej i laureat Nagrody Nobla Mohammed El-Baradei wraca do Egiptu, ostro krytykuje rządy prezydenta Hosniego Mubaraka i rozważa odebranie mu fotela
Troszczę się o los naszego narodu, o przyszłość naszych dzieci - mówił w niedzielę w pierwszym wystąpieniu po piątkowym powrocie do kraju. - Chcę skierować Egipt na drogę demokracji.

Mówił o nadużyciach władzy, biedzie i wszechobecnej korupcji cechującej trwające blisko 30 lat autorytarne rządy Mubaraka: - Egipcjanie nie mają praw politycznych, rząd twierdzi, że się reformuje, ale te reformy są zbyt wolne i idą w złym kierunku!

Egipcjanie, którzy nieczęsto słyszą takie rewelacje na temat swoich władz, przyjęli sławnego rodaka z otwartymi ramionami. W piątek zgotowali mu na kairskim lotnisku królewskie powitanie. - Baradei na prezydenta! Jesteś naszą nadzieją! - krzyczeli, wymachując transparentami z jego zdjęciem.

Na razie 67-letni noblista nie chce mówić, czy wystartuje w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. - Wiem, że mamy duży problem i musimy zmienić kierunek, w którym zmierza nasz kraj - mówił. - Żądam sprawiedliwości i wolności, a jeśli reżim się tego boi, to mamy w Egipcie większy problem, niż nam się wydaje.

Jeśli cieszący się szacunkiem na świecie i niezwiązany ze skorumpowanymi politykami El-Baradei zdecyduje się kandydować, mocno pomiesza szyki władzom. Rządzący niepodzielnie Mubarak zazdrośnie strzeże swego tronu, a od kilku lat coraz wyraźniej szykuje na następcę syna Gamala.

Chociaż do ostatnich wyborów prezydenckich dopuszczono innych kandydatów, w praktyce nie mieli żadnych szans, bo jedyna realna opozycja, czyli Bractwo Muzułmańskie, jest nielegalna. Także El-Baradei miałby twardy orzech do zgryzienia, gdyż kandydaci niezależni muszą mieć poparcie 250 deputowanych w kontrolowanym przez rząd parlamencie.

Już w listopadzie, kiedy egipscy aktywiści poprosili go, żeby kandydował, odpowiedział, że zgodzi się tylko wówczas, gdy wybory będą wolne i uczciwe. Ten warunek niełatwo będzie spełnić, bo w Egipcie, gdzie od ponad ćwierć wieku jest stan wyjątkowy, fałszerstwa wyborcze, brutalne uciszanie opozycji, aresztowania reformatorów i nieprawomyślnych dziennikarzy są na porządku dziennym.

Tuż przed przylotem noblisty kilku opozycjonistów trafiło do aresztu za rozwieszanie plakatów wzywających do jego powitania. Zostali zatrzymani za "wywrotowe zachowania zagrażające pokojowi i porządkowi". El-Baradei będzie też musiał zmierzyć się z oszczerstwami państwowych mediów.

Do tej pory utytułowany Egipcjanin był oczkiem w głowie władz, a prezydent Mubarak przyznał mu najwyższe odznaczenie. Ale odkąd pojawiły się sugestie o jego możliwym kandydowaniu, państwowe media mnożą oskarżenia pod jego adresem. Z bohatera narodowego stał się nagle zdrajcą, ignorantem, cudzoziemcem i amerykańskim agentem, a wpływowa gazeta "Al-Ahram" nazwała jego reformatorskie pomysły nawoływaniem do przewrotu.