Biełogłazow, który jest profesorem katedry fortepianu na Uralskim Konserwatorium Państwowym imienia M. Musorgskiego, wracał do domu, będąc - jak podkreślają rosyjskie media - "przyzwoicie ubranym i trzeźwym". Został przez milicjanta poproszony o okazanie dokumentów, których nie miał. Milicjant kazał mu więc iść za sobą. Gdy zapytał mundurowego jaka jest przyczyna legitymowania, otrzymał cios w nogi, po którym upadł. Milicjant wyciągnął pałkę i bił leżącego pianistę po plecach i głowie, a także - co okazało się najgorsze w skutkach - po rękach. - Nurgałijew(minister spraw wewnętrznych Rosji - przyp. red.) ci nie pomoże, psie - krzyczał mundurowy.
Dotkliwie pobitego
muzyka milicjant skuł w kajdanki i zawiózł na komisariat, w międzyczasie zabierając mu gotówkę i telefon komórkowy.
Następnie był przesłuchiwany. Usłyszał, że jeśli się poskarży komukolwiek, zabiją go. Wypuszczony, Biełogłazow pojechał do domu i zadzwonił na komisariat w innym rejonie miasta, chcąc złożyć doniesienie, którego jednak nie przyjęto.
Nie zrezygnował i pojechał do biura prokuratora, który zlecił obdukcję. Ta wykazała częściowy paraliż; z pewnością muzyk nie będzie w stanie wykonywać swojego zawodu. Obecnie znajduje się pod opieką neurologa, który sprawdza jakie jeszcze szkody poniósł w wyniku pobicia.
RIA-Novosti donosi, że sprawą zajął się już wydział wewnętrzny milicji.
Rosja żyje skandalami związanymi z przestępczością w samej milicji od miesięcy.
Temat został podniesiony przez majora Aleksieja Dymowskiego, który dał przykład swoim naśladowcom, nagrywając i umieszczając na portalu YouTube swoją spowiedź. Na filmie opowiada o korupcji, podrabianiu dowodów, wrabianiu niewinnych ludzi i innych nieprawidłowościach wewnątrz służby. Dymowski, który został okrzyknięty bohaterem rosyjskiego internetu, za swoje słowa trafił do więzienia.