Zna ją większość kijowian pamiętających ZSRR, bo Herman pracowała wówczas jako spikerka w lokalnym
radiu państwowym, zasiadała też we władzach związku dziennikarzy radzieckich. Gdy ZSRR się rozpadał, pisała w lokalnej gazecie wzywającej do reform. Nawiązała też współpracę z Radiem Swoboda, czyli nadającym na terenie ZSRR odpowiednikiem Radia Wolna Europa.
Gdy w 2004 r. w obliczu ostrej krytyki ze strony Zachodu ówczesny premier i kandydat na prezydenta Wiktor Janukowycz postanowił poprawić swój wizerunek, najgłośniejszą jego decyzją było ściągnięcie do sztabu właśnie Herman, wówczas kierującej już ukraińską sekcją Swobody.
Obejmując stanowisko rzecznika rządu, Herman zapewniła, że "będzie walczyć u boku przyszłego prezydenta o wolność mediów na Ukrainie". Gdy pomarańczowa rewolucja pozbawiła Janukowycza marzeń o najwyższym stanowisku w państwie, Herman skoncentrowała się na pracy posła i rzecznika Partii Regionów.
Szybko awansowała w klubie parlamentarnym Partii Regionów. Jej świetna znajomość ukraińskiego (Janukowycz mówi po ukraińsku słabo), pochodzenie z zachodniej Ukrainy, błyskotliwość i duża swoboda w porozumiewaniu się z dziennikarzami szybko spowodowały, że dla nieprzepadającego za mediami Janukowycza stała się osobą absolutnie niezastąpioną. W 2006 r. była już wiceprzewodniczącą partii, a wkrótce potem w parlamencie stanęła na czele komisji ds. wolności słowa.
Podczas ostatniej kampanii wyborczej Herman była najważniejszą twarzą medialną sztabu Janukowycza. Regularnie jeździła na wrogi mu zachód Ukrainy.
Herman mówi dobrze po polsku i doskonale zna nasz kraj. Była korespondentką ukraińskiej sekcji Radia Swoboda w Warszawie przez kilka lat na przełomie wieku, bo jej mąż był radcą handlowym ambasady Ukrainy w Warszawie.