Rosyjska rozgłośnia podała, że według stanu z godz. 12.00 czasu moskiewskiego (10.00 czasu polskiego) Janukowycz zdobył 55,1 proc. głosów, zaś Tymoszenko - 40,7 proc. Według Echa Moskwy, Janukowycz zdobył około 80 proc. głosów na Krymie, a Tymoszenko około 66 proc. - w Kijowie.
Na Ukrainie obowiązuje dziś cisza wyborcza. Pierwsze wyniki sondaży powyborczych (tzw. exit polls) zostaną opublikowane tuż po godz. 19 czasu polskiego, chwilę po zakończeniu głosowania.
Strach przed naruszeniami ordynacji Zdaniem ekspertów, w czasie II tury wyborów prezydenckich na Ukrainie może dojść do większej liczby naruszeń ordynacji, niż w I turze. Tę sytuację może wykorzystać kandydat, który przegra w głosowaniu. Szef pozarządowego Komitetu Wyborców Ukrainy powiedział, że od 17 stycznia władze nie zrobiły nic, aby zmniejszyć ryzyko naruszeń, związanych ze sprzedażą głosów czy głosowaniem poza komisjami wyborczymi. Podkreślił, że "niebezpieczeństwo systematycznego i szerszego ich zastosowania nadal pozostaje". Zamieszanie wprowadziły także zmiany do ordynacji wyborczej, uchwalone w środę i w rekordowym tempie podpisane przez prezydenta.
Dla polityków nie ma jednak znaczenia, na ile rozpowszechnione będą naruszenia, ale to, czy da się je wykorzystać w walce politycznej. Zdaniem politologa Andrija Jermołajewa, wszystko zależy od różnicy w poparciu dla Wiktora Janukowycza i Julii Tymoszenko. - Ta różnica, która będzie prawdopodobnie taka, jak w czasie I tury, będzie miała znaczenie dla legitymizacji zwycięstwa - zaznaczył politolog. W I turze17 stycznia Wiktor Janukowycz zdobył 35 procent głosów, a Julia Tymoszenko 25 procent. Według nieoficjalnych informacji, kandydaci będą podważać wynik wyborów i organizować protesty, jeśli różnica w poparciu w czasie II tury wyniesie najwyżej mniej niż 4 punkty procentowe.
Więcej o wyborach na Ukrainie: TUTAJ