Blair podkreślił, że obserwuje się nasilenie ataków hakerskich na bezprecedensową skalę, dokonywanych w sposób wyjątkowo zaawansowany. Postawił zarzut, że wyzwaniem są "agresywne działania w internecie", prowadzone przez chińskie siły zbrojne.
Google informował w styczniu, powołując się na własne śledztwo, że obiektem ataków na "korporacyjną strukturę" tej firmy były przede wszystkim konta e-mailowe chińskich dysydentów. Cyberszpiedzy starali się też wykraść informacje z poczty elektronicznej osób mieszkających w Europie i
USA, związanych z ruchem praw człowieka w Chinach. Ustalono, że ataki te, "bardzo wyrafinowane i starannie wycelowane", zostały przeprowadzone z Chin i pozwoliły na "kradzież własności intelektualnej Google'a".
Ataki z serwerów chińskiego rządu Raport techniczny w tej sprawie, przygotowany przez amerykańską firmę iDefence Labs zajmującą się bezpieczeństwem w internecie głosił, że przeprowadzone niedawno ataki cybernetyczne na ponad 30 amerykańskich firm, w tym Google'a, pochodziły z serwerów używanych przez rząd Chin. iDefence Labs uważa, że za atakami stał rząd w Pekinie.
Także brytyjska tajna służba MI5 oskarżyła Chiny o zakładanie brytyjskim biznesmenom podsłuchów, stosowanie wobec nich piractwa komputerowego i zastawianie "kobiecych pułapek". Wszystko po to, by móc ich szantażować i wymusić ujawnianie komercyjnych tajemnic.