Dla braci Galewów (tak się o nich mówi, choć braćmi wcale nie są) obecność w mediach to nie nowina. Nazwiska Plamena Galewa i Angela Christowa, łysych osiłków i szemranych biznesmenów z miejscowości Dupnica, regularnie pojawiają się w wiadomościach o powiązaniach biznesu z bułgarską mafią.
Kiedy rok temu trafili za kratki, lista zarzutów była imponująca: szefowanie zorganizowanej grupie przestępczej, wymuszenia haraczy, pranie brudnych pieniędzy, zmuszanie do prostytucji.
Ich ciągnący się od pół roku proces od początku opisywała Lidia Pawłowa, reporterka dziennika "Struma" z Blagojewgradu na południu kraju. Dziennikarka zdecydowała się też zeznawać jako świadek w ich procesie.
Nie wiadomo, co bardziej rozjuszyło słynnych braci, ale od kilku miesięcy Pawłowa boi się wychodzić z domu. Zaczęło się w maju 2009 r., tuż po rozpoczęciu procesu, kiedy kula niewiadomego pochodzenia strzaskała tylną szybę w jej samochodzie. 1 stycznia 19-letni syn dziennikarki świętujący z dziewczyną Nowy Rok został brutalnie pobity i na kilka dni wylądował na oddziale intensywnej terapii. 22 stycznia nieznani sprawcy zniszczyli
samochód firmowy dziennikarki.
O Pawłową poważnie martwią się koledzy po fachu. Organizacja ds. Mediów w Europie Południowej i Wschodniej (SEEMO) wysłała w jej sprawie list do bułgarskiego premiera Bojko Borysowa i szefa MSW Cwetana Cwetanowa. "Jesteśmy poważnie zaniepokojeni atakami na Lidię Pawłową i jej rodzinę" - napisali. - Dziennikarka żyje w ciągłym zagrożeniu, odkąd zajęła się opisywaniem sprawy Galewów.
W liście napisano też, że według Pawłowej nikt w Bułgarii nie chce jej pomóc. "Dziennikarka twierdzi, że
policja w mieście pracuje jednocześnie jako ochrona osób zamieszanych w sprawę Galewów - podkreślają autorzy listu. Na koniec SEEMO wzywa do natychmiastowego śledztwa w tej sprawie i zapewnienia Pawłowej należytej ochrony oraz "jasnego pokazania, że w Bułgarii przemoc wobec dziennikarzy nie będzie tolerowana".