Wybory do Senatu w stanie Massachusetts z mało ważnego lokalnego wyścigu stały się nagle bojem, na który patrzyła cała Ameryka. Mogły zdecydować o losach najważniejszej z reform Baracka Obamy - ustawy o systemie opieki zdrowotnej
Wczorajsze wybory zakończyły się w nocy polskiego czasu. W Waszyngtonie oczekiwano na nie z niezwykłą ekscytacją - niezwykłą, bo ich wynik powinien być oczywisty, ale nie był. W Massachusetts, jednym z najbardziej lewicowych stanów, Demokraci ostatni raz przegrali wybory do Senatu w 1972 r., więc zwycięstwo powinni mieć w kieszeni. Sondaże z ostatnich dni wskazywały jednak albo na niewielką przewagę republikanina Scotta Browna, albo najwyżej na to, że on i demokratka Martha Coakley mają równe poparcie.
Wynikało to częściowo z tego, że Coakley prowadziła bardzo słabą kampanię, do początku stycznia prawie nie pokazywała się na wiecach. Uznała bowiem, że i tak wygra "miejsce po Edwardzie Kennedym", zmarłym kilka miesięcy temu wielkim polityku Demokratów.
A Brown podkreślał, że "to miejsce należy do ludzi" i prowadził energiczną kampanię "zwykłego faceta" na półciężarówce walczącego z wysokimi podatkami i nadmiernymi wpływami Waszyngtonu.
Innym powodem kłopotów Coakley są ogólnokrajowe problemy Demokratów i Obamy, zwłaszcza niechęć do forsowanej przez nich reformy służby zdrowia (w Massachusetts popiera ją 40 proc. wyborców, 48 proc. jest przeciw).
Losy reformy zależą w dużej mierze od wczorajszych wyborów. Demokraci w stuosobowym Senacie mają, wraz z dwoma głosującymi z reguły wraz z nimi senatorami niezależnymi, bezpieczną większość 60 głosów, z którą mogą przegłosować wszystko, w tym reformę zdrowia, którą od uchwalenia dzieli tydzień lub dwa. Jednak jeśli Republikanie zdobędą 41. miejsce, będą mogli - zgodnie ze skomplikowanymi regułami amerykańskiego parlamentu - blokować inicjatywy Demokratów.
Dlatego w ostatnich dniach na pomoc Coakley rzuciła się cała Partia Demokratyczna. W sobotę był z nią na wiecach były prezydent Bill Clinton, w niedzielę - sam Obama. Przez ostatnie trzy dni ochotnicy Demokratów wykonali rekordową liczbę 1,2 mln telefonów do wyborców w Massachusetts, zachęcając ich do głosowania na Coakley. Ale również Brown zyskał poparcie republikanów z całych USA - tylko w ubiegły wtorek na jego konto wyborcze wpłynęło 1,3 mln dol.