W samobójczym zamachu dokonanym 30 grudnia przez potrójnego agenta, 32-letniego Humama Khalila Abu-Mulala al-Balawiego, wieczorem w bazie CIA w Choście na wschodzie Afganistanu zginęło siedmiu oficerów i najemnych żołnierzy ze współpracującej z agencją firmy ochroniarskiej Xe (b. Blackwater). Sześciu innych zostało ciężko rannych. Zginął też oficer jordańskiego wywiadu.
Zamach był dla CIA najkrwawszym atakiem od czasu zniszczenia ambasady
USA w Bejrucie w 1983 r., gdy wśród ponad 300 zabitych było ośmiu oficerów agencji -
czytaj więcej w serwisie Wyborcza.pl Tureckie media dotarły do rodziny al-Balawiego, która go opłakuje, ale i chwali. - Jestem dumna z mojego męża, który zdobył się na wielkie poświęcenie w tej wojnie. Oby Bóg docenił jego męczeństwo - mówi żona zamachowca Defne Bayrak. Kobieta udzieliła w Stambule wywiadu dziennikarzom, m.in. z agencji AP, ubrana w czador.
- Mój mąż walczył z amerykańską inwazją - mówiła we wcześniejszym wywiadzie dla agencji prasowej z Anatolii. Tuż po zamachu została przesłuchana przez turecką policję i wypuszczona do domu.
Bayrak poznała męża, gdy studiował medycynę w Stambule. Pobrali się w roku 2001, a w 2002 przenieśli do Jordanii, gdzie al-Balawi skończył
studia. Jak mówi jego żona, to tam zdecydował się wziąć udział w dżihadzie. - I nie zdziwiło mnie to - dodaje podkreślając, że - choć był człowiekiem skrytym - ona od początku znała jego poglądy.
"Osama ben Laden, Che Guevara Wschodu" Bez żenady chwali zbrodnię męża. Trudno się temu dziwić obserwując jej własną działalność: tłumaczenia z arabskiego dla organizacji islamistów w Turcji i publikacje, które wydała. Jak podają tureckie media, jest autorką książki "Osama ben Laden, Che Guevara Wschodu". Przetłumaczyła też na turecki m.in. książkę Saddama Husejna o Ameryce "Znikajcie, demony".
Jak twierdzi Bayrak, w marcu zeszłego roku al-Balawi wyjechał do Pakistanu tłumacząc, że chce tam zostać chirurgiem. Zdaniem śledczych, to nieprawda - mężczyzna wyjechał do Afganistanu.
Bayrak nie wierzy natomiast w ich dotychczasowe ustalenia, że jej mąż był potrójnym agentem. - Żywił tyle nienawiści do Ameryki, że nie mógłby zostać agentem CIA - podkreśla w wywiadach. Przyznaje jednak, że mógł próbować "wykorzystać Amerykanów i Jordańczyków do własnych celów".
Służby jordańskie twierdzą, że Amerykanie zmusili al-Balawiego, by współpracował z nimi w Afganistanie, m.in. przy śledzeniu lidera Al-Kaidy, al-Zawahriego.
Bayrak opowiada natomiast, że jordańskie służby rok temu, w styczniu 2009, aresztowały jej męża. - Ok. 20 agentów najechało naszą posesję 19 stycznia. Zabrali męża i jego komputer, bo pisał na forach o dżihadzie - mówi.
"Nie ruszasz do walki? Nie jesteś mężczyzną" Al-Balawi rzeczywiście pisał i to dużo. W serwisach poświęconych dżihadowi był jednym z czołowych komentatorów znanym jako Abu Dujana al-Khurasani. Dwa dni po izraelskiej inwazji w Gazie modlił się w internecie o to, by Allah pozwolił mu zostać męczennikiem.
Już 29 grudnia 2008 roku opublikował artykuł, w którym ogłosił, że sam przystępuje do świętej wojny. Dołączył do niego zdjęcia dwóch zabitych muzułmanek leżących w kałuży krwi. - Każdy, kto widzi takie zdjęcia i nie rusza do walki, nie jest prawdziwym mężczyzną, ani człowiekiem - skomentował.
Żona jest z niego dumna. - Nigdy nie użył przemocy w stosunku do nas. Kocham go - mówi. Dodaje jednak, że "poczeka jeszcze chwilę", zanim powie swoim dwóm kilkuletnim córkom, dlaczego nie ma z nimi taty. - Będą za nim tęsknić, ale również będą z niego dumne - podkreśla z przekonaniem.
Nie tylko zakutana w czador Bayrak chwali swojego męża. Robi to również wielu islamistów na stronach internetowych. - W samym centrum wroga wykonał męczeńską akcję - zachwyca się w serwisie Online Jihad jeden z propagandystów terroryzmu. Fora islamistów są pełne takich wypowiedzi.