Neda - symbol oporu Irańczyków wobec reżimu - nie zginęła tak, jak świat widział na YouTube. Odegrała śmierć na zlecenie zachodnich wywiadów - ogłosiła państwowa telewizja
Fot. Ariel Schalit AP
Po śmierci Nedy Soltan cały świat protestował przeciw brutalności irańskiego reżimu. Na zdjęciu: manifestacja w Tel Awiwie, 23 czerwca 2009 r.
Nie znałem jej, to była jedna z dziewczyn w tłumie demonstrantów - doktor Arasz Hedżazi opowiadał tę historię już setki razy. - Policja rozpyliła gaz łzawiący. Ruszyli na nas basidżi (ochotnicy wspierający policję) na motorach. Uciekliśmy w boczną uliczkę. Nagle usłyszałem strzały, odwróciłem się i zobaczyłem ją. Była bardziej zdumiona niż przerażona, patrzyła w dół, na tryskającą krew, jakby pytała: o co chodzi, dlaczego ja? Osunęła się na ziemię. Rzuciliśmy się jej na pomoc. Próbowałem docisnąć ranę, żeby zatamować krew. Ale kula rozerwała aortę, nie miała żadnych szans.
Dr Hedżazi wkrótce po tamtym feralnym dniu, 20 czerwca 2009 r., uciekł do Londynu. Sytuacja była bardzo napięta - opozycja uznała za sfałszowane wybory z 12 czerwca, w których ogłoszono zwycięstwo dotychczasowego prezydenta Mahmuda Ahmadineżada. Codziennie setki tysięcy ludzi wychodziły na ulice Teheranu, policja zabiła kilkadziesiąt z nich.
Neda Soltan jest najsłynniejszą z tych ofiar, bo ktoś nagrał jej agonię telefonem komórkowym i wrzucił do internetu. Kto oglądał filmik na YouTube, pewnie nigdy go nie zapomni. Hollywood nie nakręci czegoś równie wstrząsającego, choćby wydał wszystkie pieniądze świata: prawdziwa śmierć młodej dziewczyny, czułość starego nauczyciela muzyki, który obejmuje konającą uczennicę i powtarza "Nie bój się, Neda, nie bój się", rozpaczliwe wrzaski ludzi dookoła, w tle Islamska Republika Iranu, która po 30 latach od rewolucji drży w posadach.
Niektórzy od początku zapowiadali, że filmik stanie się bombą zegarową odmierzającą czas do upadku reżimu ajatollahów. "Neda" to po persku "głos" lub "wezwanie", w niektórych kontekstach nawet "boskie wezwanie", co nadaje tragedii symboliczny wymiar.
I rzeczywiście: minęło już pół roku, ale demonstranci wracają na ulice Teheranu mimo brutalności policji. A na transparentach niosą zdjęcia pięknej dziewczyny, która zginęła na oczach milionów internautów. Bomba tyka.
Wszystkie dyktatury świata starałyby się taką bombę rozbroić. Można przecież przyznać, ze dziewczyna zginęła przypadkiem, ogłosić, że zabójca użył broni wbrew rozkazom, urządzić pokazowy proces, wsadzić jakiegoś oficera policji. Tak zrobiła np. ekipa generała Jaruzelskiego po śmierci ks. Jerzego Popiełuszki.
Irańscy ajatollahowie najwyraźniej zatracili instynkt samozachowawczy i zmierzają prostą ścieżką do samozniszczenia. Już kilka dni po śmierci Nedy policja ogłosiła, że "ten niefortunny incydent, rozdmuchany i udramatyzowany przez zachodnie media, był w rzeczywistości morderstwem z premedytacją". Sekcja zwłok wykazała rzekomo, że dziewczyna zginęła od strzału z małego pistoletu, a takiej broni nie używają policjanci ani basidżi.
W dodatku kula przeszła przez plecy, a nie - jak widać na filmie - przez klatkę piersiową. Strzelali agenci obcych wywiadów, którzy chcieli skompromitować Islamską Republikę i wywołać zamieszki.
W listopadzie setki ochotniczek basidżów demonstrowały pod ambasadą brytyjską, domagając się wydania zdrajcy - doktora Hedżaziego. Ambasada Iranu w Londynie protestowała, kiedy wydział filozoficzny Oxford University ufundował przeznaczone dla irańskich studentów stypendium imienia Nedy Soltan.
W ostatnich dniach w Teheranie znów jest gorąco, policja znów pałuje i zabija demonstrantów, a rządowe media przekraczają wszelkie granice cynizmu. W czwartek rządowa telewizja Press TV, nadająca w języku angielskim, ostatecznie rozwikłała tajemnicę śmierci Nedy (www.youtube.com/watch?v=u-JgvpyL3co)
kazuje się, że Neda była agentką obcego wywiadu, która razem z innymi agentami upozorowała i odegrała swoją śmierć. Analiza filmiku z YouTube wykazała, że leżąca na ziemi dziewczyna trzyma w lewej ręce niewielką buteleczkę ze sztuczną krwią, którą polewa sobie twarz i szyję w momentach, kiedy inni agenci, rzekomo jej pomagający, zasłaniają obraz kamery.
Potem dr Hedżazi i drugi agent przenoszą ją - niby śmiertelnie ranną - do samochodu. Tam, dowodzi dalej Press TV powołując się na źródła w irańskich służbach specjalnych, Neda padnie ofiarą bezwzględnych wspólników. Narrator opowiada: "Jej rzekomi ratownicy wyciągają mały pistolet, dostarczony przez zachodnich mocodawców. Neda w ostatniej chwili rozumie, że padła ofiarą własnego podstępu i próbuje się wyrwać, ale na zawsze uspokajają ją kulką w plecy".
Jeśli oryginalny film z YouTube był bombą zegarową, to propaganda ajatollahów właśnie uzbroiła ją w ładunek atomowy.