Roman Polański poprosił w liście sędziego Petera Espinozę z Los Angeles, by wydał wyrok w sprawie seksu z 13-latką bez obecności oskarżonego. To pozwoliłoby reżyserowi uniknąć ekstradycji ze Szwajcarii do USA
Fot. Michel Euler AP
Roman Polański
Espinoza, który od lat prowadzi sprawę Polańskiego, przekazany przez adwokatów reżysera list przyjął, kazał obrońcom przygotować wniosek na piśmie i na 22 stycznia wyznaczył rozprawę, na której podejmie decyzję w sprawie prośby artysty.
Środowe konsultacje w sądzie w Los Angeles między sędzią, obroną a prokuraturą miały charakter wstępny. Poprosił o nie obrońca Polańskiego Chad Hummel zachęcony sugestią Sądu Apelacyjnego Kalifornii sprzed trzech tygodni. Sędziowie odmówili wówczas oddalenia sprawy przeciw reżyserowi, ale stwierdzili też, że powinna ona być "zakończona jak najszybciej". Zasugerowali nawet, że wyrok mógłby zapaść pod nieobecność reżysera.
Prokuratura mocno sprzeciwiła się możliwości, by wyrok na Polańskiego został w Kalifornii wydany "in absentia". - Nie zgodzimy się, by reżyser walczył nadal w tej sprawie ze swego luksusowego domu w Alpach - mówił David Walgresn, wiceprokurator okręgowy Los Angeles.
Espinoza nie zdecydował wczoraj, czy zaakceptuje żądanie obrony, ale zasugerował, że nadal bliższy jest prokuraturze. - Polański może po prostu powiedzieć: "Wracam" - mówił.
Polański uciekł w 1978 r. z USA do Francji przed zakończeniem sprawy w sądzie i od tego czasu ścigany jest przez Stany Zjednoczone listem gończym za gwałt na nieletniej. We wrześniu 2009 r. reżyser, który 32 lata temu przyznał się do seksu z nieletnią, ale nie do gwałtu, został zatrzymany na lotnisku w Zurychu, gdzie przyleciał na tamtejszy festiwal odebrać nagrodę za całokształt twórczości. Od ponad miesiąca, po wpłaceniu 3 mln euro kaucji i założeniu na nogę elektronicznej obroży, przebywa w areszcie domowym w swej willi w Gstaad w szwajcarskich Alpach. Szwajcarskie ministerstwo sprawiedliwości podało wczoraj, że ogłosi decyzję w sprawie ekstradycji reżysera na przełomie stycznia i lutego.
W środę obrona wnioskowała też, by Espinoza zajął się kwestią sędziego Laurence'a Rittenbanda, który prowadząc w latach 1977-78 sprawę reżysera miał dopuścić się wielu nieprawidłowości, m.in. konsultował się z prokuraturą i innymi sędziami. Sąd apelacyjny trzy tygodnie temu przyznał, że te matactwa sądowe są prawdopodobne.
Polańskiemu grozi maksimum dwa lata za współżycie z nieletnią, ale zapewne wyrok byłby niższy. Prokuratura straciła głównego świadka, bo ofiara reżysera złożyła wniosek, by przestać go ścigać. Zdaniem wielu ekspertów Polański dostałby minimalny wyrok i zapewne od razu wyszedłby na wolność.