Prywatność terrorysty

Marcin Bosacki, Waszyngton, bart
29.12.2009 , aktualizacja: 28.12.2009 20:02
A A A Drukuj
Po ataku terrorystycznym w samolocie lecącym z Amsterdamu do Detroit Ameryka narzeka, że jej system bezpieczeństwa mimo wszystkich zmian wprowadzonych po 11 września znów nie zadziałał. I zastanawia się, co trzeba zmienić
Skaner ciała oparty na technologii fal milimetrowych
Fot. CYNTHIA BOLL AP
Skaner ciała oparty na technologii fal milimetrowych


W zamachu w Boże Narodzenie dokonanym tuż przed lądowaniem w Detroit przez 23-letniego Nigeryjczyka Umara Farouka Abdulmutallaba zginęłoby zapewne 289 osób gdyby nie niesprawny mechanizm zapalający. W pierwszych reakcjach przedstawiciele rządu mówili jednak, jak minister bezpieczeństwa wewnętrznego Janet Napolitano, że "gdy wypadek się zdarzył, system zadziałał". Rzecznik prezydenta Robert Gibbs dodał, że "system pracował dobrze w wielu aspektach".

Jednak rząd mocno krytykują opozycja, demokraci i media. "Washington Post" napisał wczoraj o "szkodliwej reakcji obronnej rządu Obamy". Napolitano wczoraj przyznała wreszcie, że "system bezpieczeństwa nie zadziałał". Co zawiodło?

"To jest całościowa przegrana - zarówno wywiadu, jak i bezpośredniej ochrony [na lotniskach]" - uważa Bruce Hoffman, specjalista od terroryzmu z Uniwersytetu Georgetown w Waszyngtonie.

Dlaczego Abdulmutallaba wpuszczono do samolotu do USA? Jego ojciec miesiąc temu przyszedł do ambasady USA w Nigerii, ostrzegając, że syn wpadł w orbitę islamskich radykałów. I Abdulmutallab trafił na szeroką listę podejrzanych o kontakty z terrorystami, którą mają amerykańskie agencje wywiadowcze. Trafił jednak na listę wstępną, na której jest 550 tys. nazwisk. Napolitano tłumaczyła, że tak się dzieje, gdy źródło informujące o podejrzeniach jest jedno i niepewne. Jednak, jak wytknął jej i wywiadowi „Washington Post”, „jaka może być bardziej wiarygodna informacja, niż ojciec obawiający się, że jego syn jest bliski radykałom”, w dodatku ojciec, który był prezesem wielkiego banku w Nigerii?

Skoro Abdulmutallab był na liście wstępnej zainteresowania wywiadów, nie miał kłopotów z kupnem biletu do USA, co zrobił, płacąc gotówką w Akrze w Ghanie 16 grudnia. Nie kupiłby go, gdyby był na ścisłej liście "no-fly" (nie leci) zawierającej ok. czterech tysiące nazwisk terrorystów z Al-Kaidy i innych organizacji. Gdyby był na liście pośredniej zawierającej ok. 14 tys. nazwisk osób, co do których informacje o powiązaniach z terrorystami są poważne, przeszedłby kontrolę osobistą na lotnisku.

Jak twierdzą media, pod koniec rządów Busha i za czasów Obamy pod wpływem m.in. krytyki obrońców praw człowieka zaczęto uważać, że służby wywiadowcze USA są zbyt opresyjne. I w ostatnich dwóch latach listy osób niewpuszczanych do samolotów lub specjalnie przeszukiwanych zmniejszono z 30 do 18 tys.

Dlaczego nie cofnięto mu chociaż wizy do USA? Znów odpowiedź brzmi, że informacje o zagrożeniu nie były poważne, że nie można cofnąć wizy z powodu jednego donosu. Jednak, jak ujawnił wczoraj brytyjski minister Alan Johnson, tamtejsze służby badały powiązania Abdulmutallaba z radykałami islamskimi podczas studiów w Londynie. I w maju 2009 r. nie przedłużono mu wizy brytyjskiej. To powinno było zaalarmować i Amerykanów - wywiady brytyjski i amerykański z zasady przekazują sobie takie informacje. Czy zrobiły i tym razem?

Dlaczego na lotniskach nie wykryto bomby Abdulmutallaba? Z całą pewnością w Amsterdamie i zapewne w Lagos, gdzie wszedł do samolotu do Amsterdamu, terrorysta przeszedł przez zwykłe bramki bezpieczeństwa. Wykrywają one tylko metale, podczas gdy bomba składała się z materiału wybuchowego w proszku przymocowanego do uda oraz małej ilości płynu zapalającego prawdopodobnie w jego bagażu podręcznym. Płyn nie został wykryty, bo w samolotach można przewozić płyny czy żele w małych pojemnikach.

Przytroczony do nogi pakunek zostałby wykryty, gdyby Abdulmutallab przeszedł przez bramkę mikrofalową, która pokazuje zarysy ciała niemal z dokładnością negatywu fotograficznego (patrz zdjęcie). Zaprotestowali przeciw niej obrońcy praw człowieka i prywatności, ponieważ ochroniarze widzą na ekranie całe ciało pasażera. I pół roku temu pod ich wpływem Izba Reprezentantów przegłosowała rezolucję, by nie korzystano z takich bramek jako z podstawowego środka badania pasażerów, a tylko w wypadkach uzasadnionych podejrzeń.

Amsterdamskie lotnisko Schiphol ma 15 takich bramek, najwięcej na świecie. Abdulmutallab nie przeszedł przez żadną z nich, bo nie używano ich do badania podróżnych lecących do USA z powodu zastrzeżeń, czy to nie narusza ich prywatności.

W USA takich bramek jest (superdrogich) 40 na 19 lotniskach. Agencja Bezpieczeństwa Lotniczego zamówiła kolejne 878 bramki. Teraz ich zakup zostanie przyspieszony. Dyrektor lotniska w Amsterdamie także ogłosił, że kupi ich więcej.

Holendrzy szukają też wspólnika Abdulmutallaba. Grupa pasażerów, która czekała razem z nim na Schiphol, twierdzi, że przysiadł się do niego dobrze ubrany 50-latek. Rozmawiali, a potem nieznany mężczyzna miał wykłócać się z obsługą, by wpuściła Abdulmatallaba do samolotu do USA, choć ten nie chciał pokazać paszportu.

Amerykę czeka teraz kolejna debata nad bezpieczeństwem lotów. Od niedzieli pasażerowie lecący do USA i na dłuższych trasach krajowych nie mogą opuszczać foteli w ostatniej godzinie lotu, nie mogą przykrywać nóg kocem (co zrobił Abdulmutallab, by wstrzyknąć płyn zapalający do proszku wybuchowego) ani trzymać na kolanach toreb.

Rząd wydał na zwiększenie bezpieczeństwa lotów po 11 września 2001 r. aż 30 mld dol., linie lotnicze na świecie co najmniej kolejne 6. Ich przedstawiciele mówią, że potrzeba innego podejścia. - Od ośmiu lat szukamy u ludzi nożyczek do paznokci - mówi Ken Dunlap, b. szef bezpieczeństwa IATA, stowarzyszenia skupiającego linie lotnicze. - Może czas, byśmy skupili się na lepszym sprawdzaniu złych ludzi?

Wielu specjalistów mówi, że nacisk powinien być położony na tych, którzy na lotniskach zachowują się podejrzanie, i na grupy największego ryzyka, czyli na młodych mężczyzn z krajów islamskich. Jednak takie podejście było przez ostatnie lata powszechnie krytykowane jako rasistowskie. - Niesłusznie - mówi dziś były szef bezpieczeństwa lotniczego Izraela Doron Bergerbest-Eilon. - Jak pokazują ostatnie wydarzenia, nie można polegać tylko na wywiadzie i liczyć, że uniknie się zamachów w powietrzu.

Pewne jest, jak piszą dwa wielkie dzienniki "Washington Post" i "USA Today", że służby specjalne USA po raz kolejny, tak jak przed 11 września, "nie połączyły ze sobą faktów". Barack Obama zarządził dochodzenie, które ma sprawdzić, "czy rząd zrobił wszystko z informacjami, które miał" w sprawie Abdulmutallaba. "Odpowiedź na to pytanie jest oczywista" - konkluduje pesymistycznie "Post".

Okęcie bez dodatkowych zabezpieczeń

Z żadnymi dodatkowymi obostrzeniami na razie nie muszą się liczyć pasażerowie lecący LOT-em bezpośrednio z Polski do USA. Nic nie zmieniło się też w przypadku kontroli na lotniskach. Można jednak spodziewać się opóźnień w lotach zza Oceanu - wczorajszy samolot LOT-u z Chicago do Warszawy przyleciał z ponad sześciogodzinnym poślizgiem.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    18 głosów