- Działalność spółki nie obejmie samego klasztoru - zapewniał przedstawiciel lokalnych władz prowincji Hunan, uprzedzając z góry zarzuty o bezczeszczenie legendy. - Chodzi tylko o promowanie turystyki - stwierdziła rzeczniczka biura podróży China Travel Service z Hongkongu. Firma ta ma stworzyć z Shaolin spółkę, która w 2011 r. zadebiutuje na giełdzie w Hongkongu.
China Travel Service zainwestuje w spółkę 14,6 mln dol. i przejmie 51 proc. jej udziałów. Nazwa giełdowej firmy nie została jeszcze ujawniona, ale na pewno będzie w niej słowo Shaolin. Będzie sprzedawać bilety do klasztoru, zarządzać hotelami, przejazdami dla wycieczek czy salami kinowymi z filmami o kung-fu. Spółka liczy, że ze sprzedaży akcji zgarnie 146,4 mln dol.
Klasztor, który spopularyzowały filmy z Bruce'em Lee i Jackie Chanem, to kolebka słynnej w Chinach i na świecie sztuki walki kung-fu. Jej adepci uczą się opanowania własnego ciała, a w wyniku mozolnych, wieloletnich ćwiczeń stają się odporni na ból i mróz. Dla buddystów klasztor z V wieku to także jedno ze światowych ośrodków zen - nurtu buddyzmu, który poprzez medytacje pozwala człowiekowi poznać własną naturę.
O wejściu na giełdę pomyślał energiczny przeor Shaolin, 44-letni Shi Yongxin. Niektórzy widzą w nim agenta komunistycznego rządu, który nie szanuje religii. Inni tylko przeora z żyłką do biznesu, jakich jest dużo w Azji, gdzie klasztory to często imperia biznesowe.
Shi podkreśla, że za zarobione pieniądze odbudował klasztor, który został zdewastowany podczas rewolucji kulturalnej z lat 60. i 70., gdy ówczesny przywódca komunistycznych Chin
Mao Zedong wezwał do "zakwestionowania wszelkich autorytetów". Po niej był długo opustoszały i popadł w ruinę.
Jednak cudzoziemcy, którzy jadą do Shaolin z głową pełną romantycznych wyobrażeń o tajemniczym klasztorze, wyjeżdżają mocno rozczarowani. Czeka ich zatłoczony
parking i pokaz uczniów miejscowej szkoły kung-fu. Przy klasztorze są dziesiątki takich szkół o profilu sportowym -
rodzice z całych Chin przysyłają do nich synów, licząc, że znajdą potem
pracę jako
ochroniarze.
Za sprawą przeora Shi klasztor stał się marką globalną. W 2003 r. mnisi ruszyli w świat z pokazami "Shaolin Show". - To cyrk - ocenił je recenzent BBC. Klasztor wystąpił też w 2004 r. o wyłączne prawo do używania w Chinach nazwy świątyni jako znaku towarowego, a podobny wniosek złożył już w 80 innych krajach.
Jak zbadał Chiński Urząd Patentów i Znaków Handlowych, na świecie zarejestrowano aż 117 znaków handlowych zawierających słowa "Shaolin" lub "świątynia Shaolin". - Jeżeli pojedziemy dać pokaz za granicę, miejscowy posiadacz praw do znaku towarowego Shaolin może nas oskarżyć o ich naruszenie - martwił się przeor Shi.
Jednym z kroków w walce o dobre imię był wniosek do UNESCO o wpisanie klasztoru na listę światowego dziedzictwa kulturowego. Jednocześnie świątynia promuje się, użyczając swoich wnętrz jako tła dla chińskich telenowel, a nawet dla jednego z konkursów piękności.
Kolejny pomysł przeora Shi na rozwój to franczyza marki. Od ubiegłego roku Shaolin użycza swej nazwy niektórym klasztorom buddyjskim w Chinach, ale w zamian przejmuje nad nimi zarządzanie.