Wszystko odbyło się jak w szwajcarskim zegarku. Rano
policja w Gstaad zablokowała ruch na drodze prowadzącej pod dom reżysera. Tuż po południu rozstawiono wzdłuż niej barierki - w ten sposób policjanci odgrodzili koczujących pod domem reżysera ok. 200 dziennikarzy. Sam konwój z Polańskim nadjechał tuż przed 13 - tak jak ogłosiło kilka dni temu ministerstwo sprawiedliwości. Dwie limuzyny z przyciemnianymi szybami natychmiast zniknęły w garażu, a jego drzwi szybko zasunięto. Także okna w domu były szczelnie zasłonięte.
Szwajcarskie władze zrobiły wszystko, by uchronić prywatność reżysera. Już w czwartek wieczorem w tajemnicy przewieźli go z aresztu w Winterthur, w którym przebywał od 26 września, do innego, w nieznanym miejscu. Wszystko po to, by konwoju z Polańskim nie mogli namierzyć paparazzi. Posiadłości reżysera pilnowała nie tylko prywatna firma ochroniarska, ale też setka policjantów, niektórzy z psami. Dla tłumu fotoreporterów była to niemiła niespodzianka, bo za zdjęcie Polańskiego tabloidy były ponoć gotowe zapłacić milion dolarów.
W domu na reżysera czekała żona, francuska aktorka Emmanuelle Seigner, 16-letnia córka Morgane i 9-letni syn Elvis. Cała trójka w czwartek przyleciała z Francji. Zanim rodzina mogła nacieszyć się sobą, Polańskiemu założono na nogę elektroniczną obrożę. Zgodnie z zeszłotygodniową decyzją szwajcarskiego Federalnego Trybunału Karnego, który za kaucją 3 mln euro zwolnił reżysera z aresztu deportacyjnego, nie wolno mu wychodzić za płot posiadłości w Gstaad. Będzie mógł za to bez żadnych ograniczeń przyjmować gości, telefonować czy wysyłać e-maile. Szwajcarska policja nie będzie go podsłuchiwać.
Obroża nie ma nadajnika
GPS, ale gdy nosząca ją osoba oddali się zbyt daleko od miejsca zamieszkania, system dozoru elektronicznego natychmiast zawiadamia policję.
W Gstaad reżyser ma czekać, aż szwajcarski sąd deportacyjny podejmie decyzję w sprawie wydania go Amerykanom, którzy ścigają go od 31 lat za gwałt na 13-latce. Polański, który początkowo poszedł na ugodę z sędzią w Los Angeles i przyznał się do seksu z nieletnią, ale nie gwałtu, uciekł do Francji, której jest obywatelem, zanim sprawa się skończyła.
We wrześniu został aresztowany na lotnisku w Zurychu, gdzie przyleciał na festiwal filmowy odebrać nagrodę za całokształt twórczości. Wcześniej wielokrotnie przyjeżdżał do Szwajcarii i nigdy nie miał kłopotów. Tamtejsze ministerstwo sprawiedliwości trzy lata temu zgodziło się nawet, by kupił dom w Gstaad.
Ile potrwa sprawa o ekstradycję? Co najmniej kilka miesięcy, ale zapewne znacznie dłużej, nawet lata - bo Polański nie chce lecieć do USA i będzie odwoływał się od wyroku. Gdy w 2005 r. na wniosek Amerykanów Szwajcarzy aresztowali byłego rosyjskiego ministra ds. energetyki atomowej Jewgienija Adamowa, któremu Waszyngton zarzucał kradzież pieniędzy z programów pomocowych dla Rosji, wniosek o ekstradycję szwajcarskie sądy rozpatrywały w sumie ponad pół roku. Adamowa zamiast do USA deportowano w końcu do Rosji.
Wczorajszy dziennik "Los Angeles Times" zbadał, jakie wyroki zapadają dziś w Kalifornii w podobnych do Polańskiego sprawach. W 1977 r. groziło mu nawet 50 lat odsiadki. Od tego czasu prawo znacznie się zmieniło. We wniosku o deportację kalifornijscy prokuratorzy mówią już o maksymalnie dwuletnim wyroku, ale "LA Times" wyliczył, że zapewne byłby to rok więzienia.
Tak było np. w przypadku nauczyciela muzyki Paula van Nessa, który uprawiał seks z 15-letnią uczennicą, do czego przyznał się przed sądem. Na jego korzyść przemawiała opinia psychiatrów (orzekli, że van Ness nie ma cech przestępcy seksualnego; tak samo było z Polańskim w 1978 r.), w dodatku nie był wcześniej karany.
Sprawa Polańskiego może się zresztą skończyć już w przyszłym tygodniu - 10 grudnia przed sądem apelacyjnym w Kalifornii prawnicy reżysera będą domagać się umorzenia postępowania z powodu błędów prawnych. Chodzi o podejrzenie, że sędzia był w 1978 r. wobec Polaka uprzedzony i że uzgadniał swoje posunięcia z prokuratorem. Adwokaci podkreślą też, że ofiara reżysera nie chce już, by był ścigany przez prawo (Polański zawarł z nią w latach 90. ugodę cywilną). Na jego korzyść będzie też przemawiać wiek - 76 lat - i to, że od dawna jest statecznym ojcem i mężem.