Zarzuty przeciwko Demianiukowi prokuratorzy Thomas Steinkraus-Koch i Hans-Joachim Lutz spisali na siedmiu stronach. Opisywali na nich zbrodnie jakich służący w SS ukraińscy strażnicy, tacy jak Demianiuk zajmowali się w obozie. - Zabijał Żydów bez oporów. Oskarżony i inni sprawcy z Sobiboru działali bez poczucia jakiejkolwiek litości. Przejęli od nazistów w całości ideę unicestwienia Żydów jako rasy - odczytywał beznamiętnym głosem prokurator Lutz. Powtórzył zarzut, jaki Demianiukowi stawia monachijska prokuratura: współudział w morderstwie 27 900 żydowskich więźniów Sobiboru.
Demianiuk wówczas leżał z zamkniętymi oczami na wózku inwalidzkim. Sprawiał wrażenie, że nie ma pojęcia co się wokół niego dzieje, choć lekarze zapewniali sąd, że jest inaczej. W pewnym momencie zaczął mamrotać. - Mój klient chce coś powiedzieć - zaalarmował sąd jego obrońca Ulrich Busch. Ale po chwili mamrotani ucichło i stało się jasne, że Demianiuk nie ma zamiaru odnosić się do aktu oskarżenia.
Mecenas Busch wczoraj znowu próbował przeciągać proces i zasypał sąd kolejnymi wnioskami o umorzenie postęowania. Argumentował m.in., że Demianiuka sądzono już za rzekome zbrodnie w Izraelu i go uniewinniono. Powtórzył też, że Demianiuk poszedł na służbę do SS, bo inaczej jako jeniec zostałby przez Niemców zgładzony.