Barbarzyńska wojna Moskwy

Wacław Radziwinowicz, Moskwa
30.11.2009 , aktualizacja: 30.11.2009 01:29
A A A Drukuj
Finowie byli dobrze wyekwipowani i ciepło ubrani. Świetnie jeździli na nartach (na zdjęciu). Sowietów wprawdzie było trzy razy więcej, lecz nie mieli kożuchów, ciepłych czapek ani namiotów Fot. CORBIS Hulton-Deutsch Collection/COR Finowie byli dobrze wyekwipowani i ciepło ubrani. Świetnie jeździli na nartach (na zdjęciu). Sowietów wprawdzie było trzy razy więcej, lecz nie mieli kożuchów, ciepłych czapek ani namiotów
Od wojny z Finlandią we wszystkich następnych wojnach moskiewscy generałowie stosowali tę samą taktykę zasypywania wroga górami trupów żołnierzy
70 lat temu rozpoczęła się wojna radziecko-fińska, którą Rosjanie za poetą Aleksandrem Twardowskim nazywają niesławną, bo pamiętają z niej przede wszystkim bezmyślne okrucieństwo, z jakim dowódcy radzieccy szafowali życiem setek tysięcy żołnierzy.

To był zaledwie początek. Później, już w czasie wojny z Niemcami i kolejnych wojnach toczonych przez imperium - od Afganistanu po Czeczenię - moskiewscy generałowie trzymali się tej samej taktyki zasypywania wroga górami trupów podwładnych.

Radziecka propaganda przez lata utrzymywała, że to agresywna, potężna i uzbrojona po zęby Finlandia napadła w listopadzie 1939 r. na miłujący pokój Kraj Rad. W rzeczywistości wszystko zaczęło się od prowokacji przypominającej wydarzenia sprzed zaledwie trzech miesięcy w Gliwicach, które Hitler wykorzystał jako pretekst do napadu na Polskę.

26 listopada 1939 r. major NKWD o nazwisku Akulewicz dostał rozkaz wystrzelenia siedmiu pocisków artyleryjskich w cel znajdujący się rzekomo na poligonie przy granicy z Finlandią. Dowódcy dali mu namiary. Wystrzelił. Trafił. W położoną po stronie radzieckiej wioskę Majnila. Zabił czterech żołnierzy Armii Czerwonej.

Cztery dni później Armia Czerwona runęła na Finlandię.

Celem Stalina było przyłączenie do imperium kraju, który stanowił już jego część w czasach carów. W tajnych protokołach do paktu Ribbentrop-Mołotow zapisano, że Finlandia to sfera wpływów ZSRR. Armia Czerwona dostała więc rozkaz - w dwa tygodnie zająć 80 proc. terytorium sąsiedniego kraju. Na walizkach przy granicy siedział już komunistyczny rząd Otto Kuusinena, który na radzieckich bagnetach miał być zainstalowany w Helsinkach.

Moskwa skoncentrowała sześć armii - trzy razy więcej żołnierzy, niż mogła zmobilizować Finlandia. Przewaga ZSRR w liczbie samolotów była sześciokrotna. Armia Czerwona miała też pięć razy więcej dział i 80 razy więcej czołgów.

Nie miała jednak kożuchów, nart, ciepłych czapek, butów, konserw ani namiotów dla żołnierzy. Ci przy temperaturze -30 st. poszli w głębokie śniegi fińskiej tajgi w sukiennych płaszczach i lichych wojłokowych czapeczkach, tzw. budionowkach.

Radzieccy dowódcy wpadli na szatański pomysł, by przed atakiem odebrać żołnierzom płaszcze. Bali się, że wojacy zawiną się w szynele, zakopią się w śniegu i tak przeczekają szturm. Czerwonoarmiści szli więc na pozycje wroga w samych bluzach. Kto został ranny, zamarzał w kilka minut.

Walczyły przede wszystkim jednostki złożone z ludzi z południa ZSRR, nieprzywykli do mrozów Ukraińcy i poborowi z Azji Centralnej. Stalin nie posyłał na fiński front żołnierzy z regionów przygranicznych, bo bał się, że porozumieją się z wrogiem.

Finowie byli znakomicie wyekwipowani i ciepło ubrani. Było wśród nich wielu zahartowanych myśliwych, wielu znakomicie jeździło na nartach.

Głodna, zamarzająca, koszona przez snajperów Armia Czerwona szybko utknęła na linii Mannerheima - nazwanym tak na cześć marsz. Carla Gustafa Mannerheima pasie tysiąca betonowych bunkrów i fortów, którymi Finowie przegrodzili Przesmyk Karelski. Radzieccy generałowie gnali ludzi na te umocnienia. A na tyłach frontu czyhały bojówki NKWD bezlitośnie rozstrzeliwujące tych, którzy próbowali się wycofać.

Dopiero w marcu 1940 r. kosztem niebywałych ofiar wojskom ZSRR udało się przełamać front. Wtedy Stalin, obawiając się, że do wojny po stronie Finlandii mogą się przyłączyć Wlk. Brytania i Francja, zdecydował się zawrzeć pokój i zadowolić się odebraniem Finom 35 tys. km kw. terytorium.

Za tę niewielką w sumie zdobycz ZSRR zapłaciło życiem co najmniej, jak oceniają historycy, 230 tys. żołnierzy. Nikita Chruszczow przyznał jednak kiedyś, że wojna zimowa kosztowała jego kraj milion zabitych.

Fińscy generałowie po wojnie powtarzali: "Mieliśmy wrażenie, że dowódcy rosyjscy dowodzili armią jak zagranicznym legionem, a nie rodakami. Tak wojować nie wolno".

Związek Radziecki i później wojował właśnie tak - z pełną pogardą dla życia ludzi. W 1943 r. marszałkowie, chcąc zrobić prezent Stalinowi, spieszyli się wziąć Kijów na rocznicę rewolucji bolszewickiej. Udało się - za cenę 800 tys. trupów.

W noworoczną noc 1995 r. z okazji urodzin ministra obrony Pawła Graczowa generałowie postanowili wziąć Grozny z marszu kolumnami pancernymi. Zginęła wtedy cała pancerna brygada majkopska. 200 jej czołgów płonęło na ulicach stolicy Czeczenii tak samo jak zimą 1939 r. czołgi Armii Czerwonej płonęły podczas bezsensownych szturmów na bunkry w fińskiej tajdze.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    35 głosów