Wczoraj szwajcarskie ministerstwo sprawiedliwości ostatecznie zdecydowało, że nie będzie odwoływać się od środowej decyzji federalnego trybunału karnego. Sędziowie przychylili się do wniosku prawników Polańskiego, że ze względu na wiek i pogarszający się stan zdrowia 76-letni reżyser może opuścić celę. Musi wcześniej wpłacić aż 3 mln euro kaucji, oddać paszport i założyć na nogę elektroniczną obrożę. W kantonie Berno, na terenie którego leży Gstaad, jest obecnie 25 osób, które noszą obroże.
Zapewne już wczoraj we wnętrzu domu w Gstaad specjaliści montowali specjalną centralkę, która ma kontrolować, czy Polański nie opuszcza posiadłości. Centralka będzie łączyć się radiowo z obrożą na nodze reżysera, a potem informacje o jego miejscu pobytu prześle policji linią telefoniczną. Koszta, m.in. rachunki za połączenia, będzie płacił sam Polański. To 650 franków (czyli ok. 2 tys. zł) miesięcznie.
Reżyser będzie mógł zapewne wychodzić na zewnątrz budynku. Szwajcarskie przepisy przewidują, że więzień z elektroniczną bransoletą ma w ciągu tygodnia poświęcić 20 godzin na pracę lub na naukę poza murami domu. W weekendy ma czas wolny. Jak go spędzi? Wszystko to ma określać specjalny harmonogram, który władze więzienne ustalą z Polańskim.
Do Gstaad już zjeżdżają pierwsze ekipy telewizyjne, a władze kurortu spodziewają się prawdziwego oblężenia przez dziennikarzy. Polański, gdyby zdecydował się wyjść poza swój dom, nie będzie w stanie się od nich opędzić. Dlatego szwajcarskie ministerstwo sprawiedliwości zapowiedziało, że reżyser do Gstaad pojedzie w tajemnicy, a
policja będzie chronić go przed gapiami.
Czy Polański znów spróbuje ucieczki do Francji, której jest obywatelem? Zrobił to już raz w 1978 r., gdy przyznał się do seksu z 13-latką w Los Angeles, ale przed zakończeniem procesu wsiadł do samolotu i odleciał do Europy. Od tego czasu Amerykanie ścigają go listem gończym za gwałt. Teraz bliscy reżysera mówią, że na pewno nie ucieknie. Adwokaci dodają: reżyser "gwarantuje honorem", że nie opuści Szwajcarii przed zakończeniem sprawy o ekstradycję.
Szwajcarscy eksperci podkreślają, że elektroniczna obroża działa jedynie wewnątrz budynku. Gdy Polański skorzysta z prawa do wyjścia na zewnątrz, nie będzie jej można w żaden sposób namierzyć, bo nie ma nadajnika
GPS. Tabloid "Blick" przypomina, że tuż przy domu reżysera w Gstaad znajduje się lotnisko. W przypadku ucieczki Polański straciłby swój paryski apartament, który musiał zastawić, by dostać pieniądze na kaucję z jednego z francuskich banków. Wysokość kaucji zaproponowali prawnicy Polańskiego, którzy dostarczyli sądowi pełne dane o jego majątku.
Decyzję o zwolnieniu reżysera z aresztu skrytykowała wiceprzewodnicząca Parlamentu Europejskiego, Włoszka Roberta Angelilli z partii Lud Wolności Silvia Berlusconiego. - Niedopuszczalne jest to, że wolność tego, kto dopuścił się gwałtu na dziewczynce, może być kupiona - podkreślała.
Cieszy się za to rodzina Polańskiego. Jego szwagierka Mathilde Seigner zapowiedziała na łamach francuskiego dziennika "Le Parisien", że spędzi z nim święta, a gdy tylko wyjdzie z aresztu - wypiją razem szampana. - Dziękuję prezydentowi Sarkozy'emu za pomoc - dodawała Seigner, sugerując, że francuski prezydent naciskał w sprawie Polańskiego na Szwajcarię. - Nie powiedziałabym, że Roman został zwolniony dzięki prezydentowi, ale Sarkozy bardzo go wspierał.
W USA decyzja szwajcarskich sędziów wywołała zaskoczenie. - To tak, jakby zwolnić za kaucją O.J. Simpsona [słynnego czarnoskórego zawodnika futbolu amerykańskiego oskarżonego o morderstwo żony i jej kochanka]. Szwajcarski dom jest zawsze przyjemniejszy niż więzienie - mówiła dziennikowi "Los Angeles Times" prof. Laurie Levenson, była prokurator i wykładowca prawa na kalifornijskim Uniwersytecie Loyoli. Dodała jednak, że po wypuszczeniu z aresztu procedura ekstradycji Polańskiego do Ameryki może "dramatycznie się wydłużyć".