Lekarze, politycy i media w całym świecie islamu na próżno od tygodni przestrzegali, że tym razem Mekka, do której co roku pielgrzymują miliony, może stać się niebezpieczną wylęgarnią świńskiej grypy. Powody do niepokoju nie były wyssane z palca, bo pielgrzymka do Mekki, czyli hadżdż, jest największym zgromadzeniem ludzi na świecie - w ciągu pięciu dni na niedużej powierzchni zbiera się ok. 2,5 mln muzułmanów ze 160 krajów. Modlą się ramię w ramię, trzymają się za ręce, klękają, dotykając ziemi dłońmi i głową.
Najgłośniejsze pielgrzymkowe tragedie ostatnich lat to zadeptania (w 2006 r. zginęły w ten sposób 364 osoby, dwa lata wcześniej - 251), ale były też przypadki roznoszenia w trakcie hadżdżu groźnych chorób. W 2004 r. pielgrzymi przenieśli polio z północnej Nigerii do Arabii Saudyjskiej, a stamtąd do Jemenu i Indonezji.
Jednak wygląda na to, że ostrzeżenia przed świńską grypą przekonały tylko Saudyjczyków - przyjechało ich o 40 proc. mniej niż zwykle. Pewnie dlatego, że dla miejscowych wyjazd do Mekki nie jest trudny ani kosztowny.
Za to większość pielgrzymów zza granicy na te kilka dni, w czasie których upamiętniają ostatnią podróż do Mekki proroka Mahometa, czeka przez całe życie. Dla wielu - szczególnie starszych i schorowanych - jest to ostatni moment, żeby wypełnić jeden z pięciu obowiązków każdego pobożnego muzułmanina (pozostałe to post, jałmużna, modlitwa i wyznanie wiary).
Dlatego niewiele dały prośby o rezygnację z wyjazdu kierowane głównie do nich. - Prosimy osoby starsze, schorowane, dzieci i kobiety w ciąży o rezygnację z tegorocznej pielgrzymki - na próżno przekonywali przedstawiciele saudyjskiego rządu.
Jednocześnie robili, co mogli, żeby zapobiec rozprzestrzenieniu się grypy. Ściągnęli z całego świata najlepszych specjalistów od zdrowia, zaopatrzyli się w rekordową liczbę szczepionek. Na terenie Wielkiego Meczetu, gdzie na środku dziedzińca stoi Czarny Kamień - Kaaba, centralny punkt pielgrzymki, zainstalowano sześć specjalnych 24-godzinnych klinik. W pobliżu meczetu dzień i noc czeka 300 autobusów gotowych w każdej chwili ewakuować chorych.
Na lotnisku w Dżuddzie, gdzie przylatuje większość pielgrzymów, zainstalowano czujniki sprawdzające temperaturę ich ciał - kiedy przekracza 38 stopni, odzywa się alarm. Wiernym rozdawane są płyny do dezynfekcji i maseczki ochronne.
Ze stosowaniem tych ostatnich może być problem, bo uczestników hadżdżu obowiązują ścisłe reguły co do stroju. Mężczyźni zakładają dwa niezszyte kawałki białego płótna, kobiety owijają nim całe ciało. Nawet te, które na co dzień zasłaniają twarz, tutaj muszą się odsłonić, dlatego właśnie problemem są maski ochronne. W dodatku płyny do dezynfekcji zawierają alkohol ściśle zabroniony w czasie hadżdżu.
Na razie wśród pielgrzymów wykryto kilkadziesiąt przypadków świńskiej grypy, cztery osoby na nią zmarły.
W tym roku speców od higieny niepokoi też kulminacyjny punkt hadżdżu, najważniejsze w muzułmańskim kalendarzu Święto Ofiar. To wtedy muzułmanie nie tylko w Mekce, ale na całym świecie rytualnie zarzynają zwierzęta (barany, kozy, krowy albo wielbłądy). Tym razem władze w poszczególnych krajach poprosiły obywateli, żeby zlecili ubój specjalnym rzeźniom.
Gdyby nie
grypa, saudyjscy urzędnicy mogliby w czasie tegorocznej pielgrzymki spać spokojnie jak nigdy dotąd. Tuż przed jej rozpoczęciem zakończyła się gigantyczna przebudowa mostu w Minie, na którym pielgrzymi obrzucają kamykami trzy duże kamienie symbolizujące diabły. Teraz most ma pięć pięter, 950 m długości i 80 m szerokości. Kosztował 1,2 mld dol. i były to wyjątkowo dobrze wydane pieniądze, bo to właśnie tutaj w ostatnich latach dochodziło do najtragiczniejszych wypadków.