Prasa po wyborze prezydenta UE: Dynamiczne przywództwo UE? Bez szans

awe, PAP
20.11.2009 , aktualizacja: 20.11.2009 08:38
A A A Drukuj
Herman Van Rompuy Fot. Geert Vanden Wijngaert AP Herman Van Rompuy
To wybór mało znanego kandydata, który nie wiadomo, czy będzie organizatorem albo liderem. Europejscy przywódcy wybrali osobę, wobec której nie będą pozostawali w cieniu - tak europejska prasa komentuje wczorajszy wybór przewodniczącego Rady Europejskiej
Catherine Ashton
Fot. Geert Vanden Wijngaert AP
Catherine Ashton

fot. Guardian
"Guardian"

fot. Financial Times
"Financial Times"
Francuski dziennik "Le Figaro" zastanawia się, jakim przewodniczącym Rady Europejskiej będzie wybrany na to stanowisko belgijski premier Herman Van Rompuy: raczej organizatorem czy liderem umiejącym jak równy z równym rozmawiać z Barackiem Obamą lub Hu Jintao. - Nic nie jest przesądzone. Decyzja należy do pierwszego kandydata do objęcia tej funkcji - pisze gazeta.

"Nikogo nie drażni"

Według "Le Figaro" Van Rompuy wybrany został w atmosferze nerwowych negocjacji trwających do ostatniej chwili - i to mimo braku jego wyraźnej obecności na arenie międzynarodowej. - Jego wielkim atutem jest to, że nikogo nie drażni - ocenia gazeta. Kim jest Herman Van Rompuy? Sylwetka>>>

- Pochodzący z kraju założycielskiego, mistrz kompromisu, konserwatysta jak większość krajów UE, mówiący po francusku i wyróżniający się dyskrecją - co jest plusem dla głów wielkich państw, które obawiały się wysłać do Brukseli gwiazdę mogącą je przyćmić. W pewnym sensie Van Rompuy to przeciwieństwo Tony'ego Blaira - zauważa "Le Figaro".

Dziennik pisze też, że prawdziwym problemem dla szwedzkiego przewodnictwa UE, po "dwóch rundach bezowocnych rozmów telefonicznych", było znalezienie równowagi "między krajami wielkimi i małymi, prawicą i lewicą, Północą i Południem, mężczyznami i kobietami".

"Czy to wystarczy?"

Zdaniem "Le Figaro", skupienie na funkcji prezydenta UE zepchnęło nieco w cień stanowisko nowego szefa unijnej dyplomacji, które objęła brytyjska baronessa Catherine Ashton. Gazeta ocenia, że po wprowadzeniu nowych funkcji UE będzie musiała nauczyć się działać zwrócona w cztery strony: przewodniczącego Rady Europejskiej, wysokiego przedstawiciela ds. polityki zagranicznej, szefa Komisji Europejskiej i rotacyjnego przewodnictwa. - Nie jest pewne, czy to wystarczy, by stać się przeciwwagą dla Europy państw, która na nowo podjęła grę - podsumowuje francuski dziennik.

Halo Europa, kto mówi?

Do kogo dzwonić, kiedy chce się zadzwonić do Europy? Po 5 latach zapasów z tym pytaniem, postawionym kiedyś przez Henry'ego Kissingera, Unia Europejska nie zdołała udzielić na nie satysfakcjonującej odpowiedzi - pisze komentator brytyjskiego dziennika "The Guardian".

Pierwszym przewodniczącym Rady Europejskiej będzie belgijski premier Herman Van Rompuy, który jest mało znany nawet w swoim kraju, nie mówiąc już o szerszym świecie. A pierwszym reprezentantem kontynentu w dziedzinie polityki zagranicznej będzie zdolna, ale nieznana baronessa z brytyjskiej Partii Pracy Catherine Ashton, która jest równie nieodgadniona. Na widok żadnego z nich nie stanie ruch uliczny w Brukseli, nie mówiąc już o Pekinie - uważa publicysta.

Według niego, projekt konstytucji UE z 2004 r. miał na celu stworzenie wyróżnialnego przywództwa, ale narody Holandii i Francji pokrzyżowały te zamiary. Ambicja zapewnienia 500 mln Europejczyków nowego głosu utrzymała się jednak w Traktacie Lizbońskim, któremu groziła zagłada w Irlandii i w rezultacie resentymentów na Wschodzie.

"The Guardian" żałuje Blaira

W końcu Europa mogła być zgalwanizowana przez dynamicznego przywódcę, w końcu Bruksela mogłaby włączyć się do dyskusji o Bliskim Wschodzie, Afryce czy środowisku przy pomocy postaci, która mogłaby być partnerem dla waszyngtońskiej sekretarz stanu. Ale kandydatura Tony'ego Blaira wywołała podziały i skazana była na klęskę. Europa po cichu wróciła na stary szlak - pisze "The Guardian".

Francusko-niemiecka zmowa na korzyść nieznanego Belga była dokładnie tym, jak sprawy załatwiano dotychczas, zupełnie jakby Szwedzi, Polacy i inni nigdy nie dołączyli do tego klubu. Nie było kłębów białego dymu, ale zakulisowy sposób, w jaki 27 dumnych demokracji podjęło decyzje powoduje, że dla porównania Watykan wygląda prawie jak przezroczysty - uważa brytyjski dziennik.

Zdaniem "Guardiana", Blair byłby pożądanym silnym przywódcą UE, ale jego katastrofalna decyzja uczestniczenia w inwazji na Irak była wystarczającym powodem do wykluczenia go z konkurencji.

"Targu dobito szybko"

27 przywódców UE zrezygnowało z szansy wyboru Tony'ego Blaira na ich prezydenta, nie chcąc pozostać w cieniu - twierdzi brytyjski "The Times".

W rezultacie porozumienia między dwoma wielkimi blokami w EU, centroprawica udzieliła poparcia belgijskiemu premierowi Hermanowi Van Rompuy. Natomiast socjaliści z centrolewicy poparli baronessę Lady Ashton, dotychczasowego komisarza ds. handlu, na stanowisko Wysokiego Przedstawiciela ds. polityki zagranicznej i bezpieczeństwa.

Targu dobito szybko podczas bankietu i spodziewana maratońska sesja nigdy nie nastąpiła. Przełomowym momentem było wycofanie poparcia dla Blaira przez brytyjskiego premiera Gordona Browna podczas spotkania przywódców socjalistów, jakie odbyło się przed szczytem. Brown poparł za to swą rodaczkę lady Ashton, która jako jedyna z jego kraju miała szansę zdobycia zaszczytnej funkcji. Baronessa była do tego stopnia nieprzygotowana na awans, że nie dysponowała tekstem przemówienia na wspólną konferencję prasowej z Van Rompuyem. Kim jest Catherine Ashton? Sylwetka>>>

Podziel się

  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów