Choć zagraniczni turyści zostali obciążeni główną winą za gwałtowne wyludnianie się Wenecji, to właśnie oni najliczniej uczestniczyli w sobotnim "pogrzebie". Tysiące fleszy przez kilka godzin błyskało nad głównymi kanałami Wenecji, gdy pływał po nich kondukt żałobny z symboliczną trumną miasta.
- Gondolierzy nabijają sobie kabzę na turystach, nawet kiedy zarzucają im "zabójstwo". Ot, prawdziwy i pradawny wenecki spryt - wyzłośliwiali się dziennikarze z innych rejonów Włoch.
Kłopoty Wenecji są jednak prawdziwe. W najpotężniejszym i najbogatszym niegdyś mieście północnych Włoch mieszka obecnie zaledwie 60 tys. osób, choć jeszcze w latach 80. było ich ponad 100 tys.
Najbardziej pesymistyczni demografowie wieszczą, że za 20-30 lat w historycznej Wenecji może zostać tylko 30 tys. stałych mieszkańców, co oznaczałoby, że zamieniła się ona w wielkie, ale martwe muzeum dla milionów turystów.
Wenecjan wypłasza z miasta drożyzna, którą nakręcają turyści, tłok oraz brak miejsc pracy poza turystyką. - Idziesz do sklepu po zwykłe pomidory, ale płacisz dwa razy więcej niż np. w Bolonii. Chcesz założyć biznes, ale okazuje się, że twoja witryna nie pasuje do zabytkowej fasady. Chcesz dojeżdżać do pracy spoza Wenecji, ale w sezonie dopchanie się między turystami na dworzec kolejowy bądź do drogi wyjazdowej zajmuje całe godziny - narzeka 63-letni Andrea Gallo, który w sobotę "grzebał" Wenecję.
Demograficzna zapaść to jednak nie tylko skutek nasilających się ucieczek młodych z miasta, ale też - jak w całych północnych Włoszech - efekt coraz niższej liczby urodzeń. Lukę chętnie wypełniliby imigranci, ale ich napływ m.in. w Wenecji potęguje popularność ksenofobicznej Ligi Północnej. Partia ma tam coraz wyższe notowania, bo obiecuje obronę włoskiej tożsamości miasta przed obcymi, nie zważając na to, że miejscowych ubywa w galopującym tempie.
Choć
turystyka to jedno z głównych źródeł włoskiego
PKB, to napływ milionów zwiedzających w wielu częściach Włoch jest postrzegany jako przekleństwo. Cudzoziemcy nie respektują sjesty, często burzą rytm małomiasteczkowego życia i zawyżają ceny
nieruchomości.
Wenecki pogrzeb stał się szczególnie głośny na Sycylii, która wciąż cieszy się statusem prowincjonalnej wyspy oddzielonej od reszty Włoch (czyli kontynentu, jak mówią Sycylijczycy) Cieśniną Messyńską. Rząd Berlusconiego zamierza przerzucić nad nią most (wstępne prace ruszą w grudniu), który za kilka lat może sprowadzić na Sycylię tłumy obcych.
Część Sycylijczyków już teraz wzajemnie straszy się opowieściami o koszmarach, które przytrafiły się m.in. Wenecji. Mają nadzieję, że ślamazarność południowowłoskich budowniczych i mafijne haracze sprawią, że most nie zostanie ukończony za ich życia.