Bunt majorów rosyjskiej milicji

Wacław Radziwinowicz, Moskwa
16.11.2009 , aktualizacja: 12.08.2010 23:59
A A A Drukuj
Major Aleksiej Dymowski oskarża swych zwierzchników. Zdjęcie z niedawnej konferencji prasowej w Moskwie Fot. SERGEI KARPUKHIN REUTERS Major Aleksiej Dymowski oskarża swych zwierzchników. Zdjęcie z niedawnej konferencji prasowej w Moskwie
Jeden po drugim oficerowie rosyjskiej milicji opowiadają o nadużyciach w systemie ochrony prawa i demaskują skorumpowanych przełożonych. Ich rewelacje są największą sensacją rosyjskiego internetu
SERWISY
Reakcję łańcuchową wywołał tydzień temu major Aleksiej Dymowski z Noworosyjska. 32-letni absolwent technikum kolejowego, popełniając jeden po drugim śmieszne błędy językowe, opowiedział w swym wideoblogu o perypetiach na służbie.

Mówił o tym, że przełożeni każą oficerom pracować za grosze bez wolnych dni. Zmuszają do wykrywania z góry zaplanowanej liczby zabójstw, grabieży, napadów i innych przestępstw. Póki plan nie jest wykonany, nie pozwalają na branie zwolnień lekarskich.

Dymowski przyznał, że gwiazdkę majora dostał za to, że obiecał zwierzchnikom wpakować do więzienia niewinnego człowieka. Czy spełnił tę obietnicę, już nie wyjaśnił. Major zapowiedział, że ma wiele godzin nagrań dowodzących niezbicie, że milicja w Noworosyjsku jest przeżarta korupcją. I poprosił Władimira Putina o spotkanie, w czasie którego ma przekazać te dowody premierowi.



W sumie Dymowski nie tyle występował w obronie ludzi pokrzywdzonych przez milicjantów, ile skarżył się na swój ciężki los. Do tego nie powiedział nic, czego zdecydowana większość jego rodaków nie wie. Stał się jednak bohaterem dnia. Na dodatek zgotował sobie los straceńca.

Kiedy oficer próbował wylecieć z Noworosyjska do Moskwy, okazało się, że jego karta kredytowa została zablokowana. Ruszył do stolicy samochodem, ale po drodze co rusz zatrzymywały go patrole. Przełożeni ogłosili go oszczercą i skłonili byłe żony majora do publicznego oskarżenia go o korupcję.

Przedstawiciele MSW twierdzą, że za Dymowskim stoją i finansują go "zagraniczne siły", w tym amerykańska rządowa Agencja Rozwoju Międzynarodowego (USAID). Oburzyli się na niego także weterani MSW, ogłaszając, że jego kłamstwa poruszyły ich "do głębi duszy".

Dymowski został wyrzucony z milicji. Rosjanie mają więc to, czego się spodziewali, czyli spektakl publicznego niszczenia człowieka. Sam major odgryza się, grożąc, że opublikuje materiały kompromitujące milicję. Ale niczego nie ogłasza.

Mimo to codziennie pojawiają się naśladowcy zbuntowanego majora. Z oskarżeniami pod adresem milicji Jekaterynburga wystąpiła mjr Tatjana Domraczewa, opowiadając, że tam komendanci wynajmowali milicyjne budynki prywatnej firmie, a pieniądze za dzierżawę przepadały nie wiadomo gdzie. Przełożeni pani major zareagowali, ogłaszając, że oskarżą ją o "oszczerstwo".

Z kolei były major milicji z Uchty w internecie poprosił o spotkanie Dmitrija Miedwiediewa, któremu chce przekazać dowody na to, że dwaj ludzie skazani na dożywocie za podpalenie cztery lata temu domu handlowego w tym mieście siedzą, choć są niewinni. Byłego milicjanta poparł, zwracając się poprzez internet do prezydenta, były zastępca prokuratora Uchty Grigorij Czekalin. Dowodzi on, że sprawa przeciw oskarżanym o wywołanie pożaru, który pochłonął 25 ofiar śmiertelnych, została sfabrykowana. Zaś milicjanci, prokuratorzy, sędziowie zdawali sobie sprawę, że oskarżeni są niewinni.

Znana publicystka Julia Łatynina w cotygodniowym komentarzu dla Radia Echo Moskwy zastanawia się, czemu rewelacje majorów stały się taką sensacją. Przecież, jak dowodzi dziennikarka, milicjanci w Rosji, o czym wiedzą wszyscy, łamią prawo stale.

Łatynina wylicza przypadki ze świeżej kroniki kryminalnej. W Kursku milicja zabrała do komendy pewnego człowieka, który na czas nie zapłacił mandatu. Następnego dnia jego ciało ze śladami ciężkiego pobicia i tortur znalazło się w kostnicy.

W St. Petersburgu milicjant gwałcił nastoletnich chłopców. Jednego z nich - publicznie na oczach pasażerów metra, którzy bali się interweniować. Dwaj inni milicjanci w tym mieście zabili i poćwiartowali człowieka, żeby wprowadzić się do jego mieszkania.

- Bardzo mi przykro porównywać rosyjskich gliniarzy do armii okupacyjnej. Ale kiedy próbuję znaleźć różnicę, to widzę tylko to, że ci ludzie mówią tym samym językiem co i my. Czemu jednak oni przypisują sobie prawo zabijania nas, nie wiem - powiedziała Łatynina, wyrażając zdziwienie tym, że akurat historia Dymowskiego - blada na tle tego, co się dzieje w rosyjskiej milicji - wywołała tak wielkie zainteresowanie.

Natomiast zdaniem Nauma Nima, obrońcy praw człowieka i redaktora naczelnego kwartalnika "Niewola", publiczne wystąpienia majorów stały się sensacją, bo z oskarżeniami pod adresem milicji wystąpili wyżsi oficerowie z wewnątrz systemu. Nim uważa jednak, że bunt majorów do niczego nie doprowadzi.

- Oni nie odważą się opowiedzieć wszystkiego o tych przestępstwach, o których wiedzą najwięcej, bo sami w nich uczestniczyli. A przełożeni mogą im zamknąć usta, bo w tej służbie nie ma niewinnych i na każdego są materiały kompromitujące na tyle, aby można było człowieka posadzić - ocenia ekspert.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    70 głosów