Jedziesz ze skargą - wylądujesz w więzieniu

Maria Kruczkowska
13.11.2009 , aktualizacja: 12.11.2009 18:34
A A A Drukuj
W stolicy Chin działają dziesiątki nielegalnych więzień, w których przetrzymywani są ludzie próbujący walczyć z nadużyciami lokalnych władz - twierdzi Human Rights Watch
SERWISY
W niedzielę do Pekinu przyjedzie z czterodniową wizytą Barack Obama. Z tej okazji organizacja praw człowieka HRW opublikowała wstrząsający raport o tzw. czarnych więzieniach w stolicy Chin.

Trafiają do nich ludzie, którzy z różnych zakątków kraju przyjeżdżają do Pekinu ze skargami na nadużycia lokalnych władz. Tłum nieszczęśników krążących po nowoczesnych centrach miast i wystających w kolejkach pod urzędami wprawia władze w zakłopotanie. Najczęściej, zanim w ogóle dotrą do biur skarg i wniosków, są po prostu zabierani z dworców i zamykani - właśnie w czarnych więzieniach.

Nielegalne więzienia zajmują piętra tanich hoteli na peryferiach lub np. puste hale fabryczne. 38 świadków wymienionych w raporcie opowiada, że przez wiele dni, czasem przez kilka miesięcy było trzymanych w improwizowanych celach. Byli bici, głodzeni i straszeni.

Autorzy raportu podkreślają, że na czarnych więzieniach również dobrze zarabia się. "To nowa, dochodowa gałąź miejskiej gospodarki" - czytamy w raporcie. W procederze tym biorą udział porywacze, wyspecjalizowane gangi i właściciele lokali zamienionych na więzienia. Ci ostatni za każdą dobę inkasują 20-40 dol. za więźnia. Płacą im zleceniodawcy - często ci, na których skarżyć się chcą aresztowani.

Raport pokazuje krok po kroku, jak chiński system promocji kadr i bezkarność ludzi władzy doprowadziły do tego nowego wynaturzenia. Czarne więzienia pojawiły się sześć lat temu - wcześniej w miastach istniały oficjalne ośrodki deportacji ludności napływowej, którą zatrzymywano pod pretekstem walki z włóczęgostwem.

W 2004 r. gazeta z Kantonu ujawniła, że w jednym z takich ośrodków kryminaliści śmiertelnie pobili przypadkowo zatrzymanego młodego informatyka. Premier Wen Jiabao kazał ośrodki pozamykać, międzynarodowa opinia publiczna mówiła nawet o pewnej poprawie w dziedzinie przestrzegania praw człowieka w Chinach.

Ale przy braku niezależnych sądów i możliwości skarżenia ludzi władzy problem nie zniknął. Legalne ośrodki deportacji zostały zastąpione przez nielegalne.

Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego odmówiło wczoraj przyjęcia raportu HRW, bo był on napisany po angielskiemu. Gdy agencja AP dostarczyła ministerstwu streszczenie po chińsku, rzeczniczka resortu powiedziała, że nie jest to właściwy adresat, bo ministerstwo nie jest w stanie sprawdzić, czy takie fakty mają miejsce. Rzeczniczka odmówiła nawet ujawnienia swego nazwiska.

Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego powinno jednak zainteresować się m.in. rozporządzeniem wydanym dwa lata temu w jednym z powiatów południowej prowincji Hunan. Wynika z niego, że powiatowy urzędnik, któremu uda się zawrócić petentów ze stolicy prowincji Changsha, dokąd jeżdżą oni na skargę, zarabia punkty w specjalnej klasyfikacji do awansów, bonusów i premii.

"Od urzędników oczekuje się bowiem - piszą autorzy raportu - nie rozwiązywania problemów, lecz chronienia pozorów i ratowania twarzy swych zwierzchników". Pojawianie się petentów to bowiem znak, że lokalne władze źle rządzą.

HRW ocenia, że w całym Pekinie w czarnych więzieniach siedzi dziś 10 tys. osób.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów