Abbas odchodzi?

Dawid Warszawski
11.11.2009 , aktualizacja: 11.11.2009 16:04
A A A Drukuj
Wielokrotnie składał takie groźby, ale tym razem najbliżsi współpracownicy prezydenta Autonomii Palestyńskiej twierdzą, że to poważne - felieton z cyklu "Prognoza pogody"
Dawid Warszawski
fot. AG
Dawid Warszawski
Wielokrotnie składał takie groźby, ale tym razem najbliżsi współpracownicy prezydenta Autonomii Palestyńskiej twierdzą, że to poważne: tak jak zapowiedział, nie weźmie on udziału w palestyńskich wyborach prezydenckich i wycofa się z życia politycznego. Jeśli by istotnie tak miało się stać, w ślad za Mahmudem Abbasem mogliby pójść inni czołowi palestyńscy politycy, i Autonomia stałaby się papierową fikcją.

Zapewne nie zmartwiłoby to zbytnio izraelskiego premiera Beniamina Netanjahu, który od dawna powtarza, że po stronie palestyńskiej nie ma partnera, i wreszcie uzyskałby potwierdzenie, ani też rządzącego w Gazie Hamasu, dla którego Autonomia to izraelscy kolaboranci. Za to szanse na pokój pogrzebane zostałyby jeszcze głębiej - choć i dziś długo trzeba by kopać, żeby się ich doszukać.

Abbas był najlepszym palestyńskim interlokutorem, jakiego Izrael mógł sobie wymarzyć. Namaszczony przez Jasera Arafata, owiany legendą starego bojownika, zarazem miał odwagę mówić uchodźcom, że prawo do powrotu to mrzonka, nazwać terror terrorem i potępić drugą intifadę.

Ale gdy izraelski premier Ehud Olmert złożył mu w zeszłym roku ofertę porozumienia pokojowego przekazującego Palestyńczykom niemal cały Zachodni Brzeg (z ekwiwalentną wymianą terytorialną kawałków przyłączonych) i wspólną suwerenność nad Jerozolimą, Abbas oferty nie przyjął. Domagał się, by przed rozpoczęciem jakichkolwiek rozmów Izrael całkowicie zamroził wszelkie prace budowlane w osiedlach na Zachodnim Brzegu. Warunek sam w sobie nie nierozsądny (Izrael zobowiązał się do tego w "mapie drogowej", podobnie jak Palestyńczycy do wstrzymania terroru i demontażu jego struktur; żadna ze stron nie dotrzymała słowa), ale tego rodzaju ustępstwo przed negocjacjami musiałoby oburzyć izraelską prawicę i uczynić porozumienie jeszcze mniej prawdopodobnym.

Bilans Abbasa wygląda źle: odrzucona oferta Olmerta, utrata Gazy na rzecz Hamasu czy ostatnia wolta w kwestii raportu Goldstone'a - najpierw zapowiedź, że Autonomia nie będzie się domagać przekazania go do Zgromadzenia Ogólnego, a potem, pod presją palestyńskiej opinii, zmiana stanowiska.

Abbas rozumiał, że dla Izraela raport, który potępia Jerozolimę za działania podjęte w odpowiedzi na ataki z Gazy, a który zarazem tymi atakami się nie zajmuje, będzie nie do przyjęcia. Nie docenił jednak presji palestyńskiej ulicy. Podobnie jak, stawiając Olmertowi dodatkowe warunki, nie docenił presji osadników. Co z tego, że można było się z nim dogadać, skoro jego właśni ludzie nie chcieli już go słuchać?

Jeżeli istotnie Abbas odejdzie, jedynym rozmówcą po stronie palestyńskiej pozostanie Hamas - a z nim, dopóki nie wyrzeknie się terroru i nie zaakceptuje wcześniejszych porozumień, Izrael rozmawiać nie będzie. To zaś oznaczać będzie w praktyce, że w gruzach legnie cała polityczna infrastruktura dialogu cierpliwie budowana od 1993 r.

Zgoda - i po jednej, i po drugiej stronie krytycy zasadnie mówią: a co nam ten dialog dał? Więcej zbudowano osiedli i więcej było ataków terrorystycznych podczas 16 lat dialogu niż podczas poprzednich 16 lat. Krytycy jednak nie potrafią powiedzieć, jaka strategia byłaby od dialogu lepsza. A jeśli Abbas odejdzie, trzeba będzie pilnie znaleźć odpowiedź na to pytanie.

Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów