Muszą pracować 11 listopada bo przyjeżdża Amerykanin?

Ewa Furtak
09.11.2009 , aktualizacja: 10.11.2009 01:05
A A A Drukuj
Pół tysiąca osób przyjdzie w dniu Święta Niepodległości do pracy w zakładzie produkującym uszczelki samochodowe. Dlaczego? - Bo przyjeżdża do nas bardzo ważny Amerykanin, a dyrekcja chce mu pokazać zakład - mówią związkowcy. Dyrekcja z kolei twierdzi, że zdecydowały względy ekonomiczne
Aleksander Rosner (od lewej) i Robert Pudełko twierdzą, że muszą przyjść do pracy 11 listopada z powodu wizyty dyrektora z USA
Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
Aleksander Rosner (od lewej) i Robert Pudełko twierdzą, że muszą przyjść do pracy 11 listopada z powodu wizyty dyrektora z USA
Podczas zeszłorocznego Narodowego Święta Niepodległości Bielsko-Biała wymarło. Nieczynne sklepy i restauracje, z rzadka kursujące autobusy - tak wyglądało miasto. Nie inaczej będzie w tym roku. Na wielu sklepach już wiszą ogłoszenia z informacją: "11 listopada sklep będzie nieczynny".

Jest jednak bielski zakład, który będzie pracować pełną parą. To Cooper Standard Automotive Polska Sp. z o.o. - producent uszczelek samochodowych. Koncern ma fabryki w całej Europie, jedna z nich jest w Bielsku-Białej. Na początku listopada półtysięczna załoga dowiedziała się, że 11 listopada będzie dla nich normalnym dniem pracy. W zamian będą mieli wolny najbliższy piątek. Robert Pudełko, szef zakładowej "Solidarności", mówi, że ten pomysł nie był konsultowany ze związkami. - Postawiono nas przed faktem dokonanym - rozkłada ręce Pudełko.

Związkowcy dowiedzieli się, że w środę zakład ma odwiedzić Michael Talaga. Amerykanin, jedna z najważniejszych osób w europejskiej strukturze koncernu. Bielski zakład będzie oglądał po raz pierwszy w życiu. - We wtorek Michael Talaga będzie w innym polskim zakładzie Coopera, w Myślenicach. Ten zakład 11 listopada będzie miał wolne - opowiada Pudełko. - A nam mówią, że musimy pracować w święto, bo zatrzymanie produkcji w środku tygodnia byłoby zbyt kosztowne. Tymczasem wszystko wygląda na to, że chodzi o to, żeby pokazać Amerykaninowi zakład. Dowiedzieliśmy się, że on w innym dniu po prostu przyjechać nie może - dodaje.

Związkowcy opowiadają, że przygotowania do tej wizyty zaczęły się już w sobotę, kiedy było wielkie malowanie różnych linii i pasów w zakładzie. - Wszystko ma błyszczeć - mówią.

Dodają, że dla wielu osób konieczność przyjścia do pracy w środę będzie kłopotliwa. Część załogi dojeżdża autobusami, a te w święta kursują rzadko. Poza tym nieczynne są w tym dniu szkoły i przedszkola, więc niektórzy nie mają z kim zostawić dzieci. - Takie pomysły naprawdę dezorganizują ludziom życie - mówi Aleksander Rosner, społeczny inspektor pracy w bielskim zakładzie Coopera.

Związkowcy poprosili o pomoc zarząd podbeskidzkiej "Solidarności". - Jak to usłyszałem, to od razu przypomniały mi się czasy, gdy z okazji przyjazdu pierwszego sekretarza malowano trawę na zielono - wzdycha Piotr Gołąb z zarządu podbeskidzkiej "Solidarności".

Okazuje się, że nic się nie da w tej sprawie zrobić. - Zgodnie z przepisami pracodawca ma, niestety, prawo kazać nam pracować w dniu wolnym, dając w zamian jakiś inny dzień. Gdybyśmy pracowali w handlu, byłoby inaczej - mówi Rosner.

Tymczasem Agnieszka Kos, dyrektor personalny w Cooper Standard Automotive Polska Sp. z o.o., zapewnia, że konieczność przyjścia do pracy w Święto Niepodległości spowodowana jest tylko i wyłącznie przyczynami ekonomicznymi. Taniej kosztuje zatrzymanie zakładu na trzy dni niż zatrzymywanie produkcji dwa razy: w środę i w weekend. Wznawianie po okresie przestoju jest po prostu kosztowne. Taki przypadek zdarzył się zresztą po raz pierwszy, wcześniej dyrekcji udawało się unikać takich sytuacji.

Potwierdza, że Talaga odwiedzi w środę bielski zakład, ale stanie się tak dlatego, że zakład będzie pracować. - W innym wypadku pan Talaga wsiadłby w środę rano do powrotnego samolotu - zapewnia Kos.

Jednak związkowców takie argumenty nie przekonują. - Zupełnie inaczej by to wyglądało, gdyby nam powiedziano, jaka jest sytuacja, że ta wizyta jest ważna i że po prostu trzeba przyjść do pracy. Zdajemy sobie przecież sprawę z tego, jakie są czasy - mówią Rosner i Pudełko.

Polecamy: Nieco ponad 1000 zł: doba w chlubie bielskiego hotelu



Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    27 głosów