Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl
Niezwykła, emocjonalna debata w Izbie Reprezentantów trwała w sobotę przez 14 i pół godziny. Kongresmeni demokratyczni pokazywali zdjęcia dzieci krzycząc: - Chcecie pozostawić je bez ubezpieczenia? Republikanie odpowiadali, też pokazując fotografie bobasów: - Chcecie pozostawić im kraj tak zadłużony, że zbankrutuje?
Gdy tuż przed północą zakończono głosowanie i okazało się, że plan przeszedł większością 220 do 215 głosów, prawie wszyscy Demokraci zaczęli krzyczeć, klaskać i obejmować się ze szczęścia.
W tej chwili ubezpieczenia zdrowotnego nie ma ok. 16 proc. mieszkańców USA, czyli 46 mln ludzi. Część to dorośli nielegalni imigranci, część - głównie młode osoby, które nie chcą wykupić ubezpieczenia, choć je na to stać. Ale większość z nich nie ma ubezpieczenia dlatego, bo jest ono dla nich za drogie. Nowa ustawa przewiduje obowiązek wykupienia ubezpieczenia przez osoby prywatne a także firmy - dla pracowników. Rozszerza też ubezpieczenie pokrywane przez państwo - dotąd mieli je tylko najbiedniejsi, teraz będą mieli też ci w trochę lepszej sytuacji finansowej, choć również ubodzy.
Zmiany mają kosztować ponad bilion dolarów przez najbliższe 10 lat. Sfinansować mają je podwyżki podatków dla najbogatszych Amerykanów, zarabiających ponad 500 tys. dol rocznie, sowite kary dla tych firm, które nie będą ubezpieczać pracowników oraz oszczędności w systemie Medicare - państwowej służbie zdrowia dla emerytów.
Najbardziej przeciwną reformie grupą są właśnie emeryci, którzy boją się cięcia kosztów w Medicare. 80-letni rodzice wielu moich amerykańskich znajomych zapisują się w tym roku na kosztowne zabiegi i operacje takie jak wszczepienie sztucznych kolan czy bioder, bo boją się - słusznie bądź nie - że "po reformie Obamy" będzie to dużo trudniejsze.
Barack Obama i Demokraci od lat mówili, że przyjęcie takiej reformy jest "obowiązkiem moralnym", bo w efekcie zwiększy ona liczbę ubezpieczonych dorosłych Amerykanów z 84 do 96 proc. Republikanie uważają, że ustawa jest zbyt kosztowna, zwłaszcza w czasach kryzysu i ogromnego deficytu budżetowego USA. Reforma - ich zdaniem - "zabija miejsca pracy", gdyż firmy zatrudniające dotąd ludzi na część etatu i z reguły niepłacące ich ubezpieczenia,teraz mogą ich zwalniać, bo płacić ubezpieczenie będą musieli.
Kontrowersyjny jest też jeszcze jeden aspekt reformy - stworzenie państwowej ubezpieczalni, która miałaby konkurować z firmami prywatnymi. Demokraci uważają, że zmusi to je do obniżenia kosztów - i wysokich składek. Republikanie twierdzą, że to "pierwszy krok do upaństwowienia służby zdrowia". Teraz reformą zajmie się Senat, gdzie stworzenie państwowej ubezpieczalni nie ma na razie wymaganego poparcia 60 na 100 senatorów.
Nie wiadomo, czy Obama i Demokraci zrezygnują więc z tego elementu planu. Wiadomo, że debata w Senacie potrwa co najmniej dwa miesiące. A prezydent USA zrobi wszystko, by reformę systemu zdrowia przez izbę wyższą Kongresu przepchnąć. W sobotę powiedział: - Taka szansa zdarza się raz na pokolenie.