Co o tym sądzisz? Napisz: listydogazety@gazeta.pl
Massimo D'Alema jest jednym z najważniejszych uczestników wyścigu o posadę tzw. ministra spraw zagranicznych Unii, którego powołuje traktat lizboński wchodzący w życie 1 grudnia. Włoscy politycy i media wciąż żyją słowami polskiego ambasadora przy UE Jana Tombińskiego, który niedawno przekonywał, że komunistyczna przeszłość D'Alemy byłaby problemem dla krajów z byłego bloku radzieckiego.
Choć Polska oficjalnie nie wyklucza żadnej kandydatury, to deklaracje Tombińskiego wywołały szczególnie ostry atak dziennika rodziny Berlusconich "Il Giornale". Wprawdzie sam premier Silvio Berlusconi w polityce wewnętrznej często wypomina swym lewicowym rywalom ich przeszłość we włoskich partiach komunistycznych, ale teraz silnie lobbuje w stolicach UE na rzecz wyboru D'Alemy i m.in. za pomocą swych mediów zwalcza lustracyjną nadgorliwość Polaków.
"Il Giornale" przypomina, że Polska nie miała oporów z wysunięciem kandydatury Włodzimierza Cimoszewicza na szefa Rady Europy, a deputowani partii Berlusconiego głosowali za Polakiem (ostatecznie przegrał) pomimo jego korzeni w PZPR. Mediolański dziennik snuje nawet podejrzenia, że polskie obiekcje wobec D'Alemy miałyby być wynikiem wspólnej
gry z Berlinem, który nie chce Włocha na ważnym stanowisku unijnym.
- Osobiście angażuję się w rozmowy z polskimi i niemieckimi przyjaciółmi, by zwiększyć poparcie dla kandydatury mego przyjaciela Massima D'Alemy - ogłosił przedwczoraj chadecki polityk Rocco Buttiglione. Lewicowi i prawicowi publicyści wspólnie bronią D'Alemy nie tylko z racji narodowej solidarności, ale też cenionej kariery politycznej byłego ministra spraw zagranicznych, premiera oraz szefa centrolewicowej koalicji Drzewo Oliwne, który nigdy nie był zwolennikiem radzieckiej wersji komunizmu.
60-letni D'Alema był członkiem Włoskiej Partii Komunistycznej (PCI), której ideolodzy współtworzyli na przełomie lat 60. i 70. program eurokomunizmu - oficjalnie odżegnywali się od leninizmu, idei rewolucji i dyktatury proletariatu oraz przekonywali, że zmian społecznych należy dokonywać w ramach demokracji parlamentarnej. D'Alema w latach 90. angażował się w włoskie koalicje lewicy oraz chadeków, a jako premier Włoch w 1999 r. nie bez problemów poparł naloty NATO na Serbię (większość samolotów startowała z terenu Włoch), czym przypieczętował rozłam swej lewicy z pacyfistycznym skrzydłem postkomunistów.
Sam D'Alema oceniał wczoraj, że w rywalizacji o unijną posadę ma znacznie mniejsze szanse niż obecny brytyjski minister spraw zagranicznych David Miliband. Przywódcy UE najprawdopodobniej już w tym tygodniu nominują zarówno szefa unijnej dyplomacji, jak i stałego przewodniczącego Rady Europejskiej (rady szefów krajów UE), czyli tzw. prezydenta UE, którym może zostać belgijski premier Herman Van Rompuy.