Prezydent Georgi Pyrwanow odmówił w sobotę podpisania dekretów o odwołaniu bułgarskich ambasadorów w Stanach Zjednoczonych i Turcji. Chciał tego rząd z powodu nieprawidłowościami do jakich dopuślili w swych placówkach podczas ostatnich wyborów parlamentarnych
Bułgarski prezydent wyjaśnił, że odesłał wniosek gabinetu premiera Bojko Borysowa, ponieważ nie została dotrzymana procedura uzgadniania z nim decyzji personalnych dotyczących szefów misji dyplomatycznych. Prezydent chce też wiedzieć, jakich dokładnie naruszeń dopuścili się obaj ambasadorzy i na czym polega ich osobista wina. - Jeżeli winni są inni ludzie, nie chciałbym, by ambasadorowie odpowiadali za cudzą winę - podkreślił.
Pyrwanow domaga się udostępnienia mu całej dokumentacji o naruszeniach, do których doszło w dwóch ambasadach podczas lipcowych wyborów parlamentarnych. - Nie będę podejmował decyzji na ślepo, na podstawie pół kartki argumentów - dodał.
W środę rząd zaaprobował wniosek minister spraw zagranicznych Rumiany Żelewej o odwołanie ambasadorów Bułgarii w Stanach Zjednoczonych i Turcji w związku naruszeniami, do jakich dopuścili w swych placówkach podczas głosowania w lipcowych wyborach parlamentarnych. W USA zginęły kartki wyborcze wrzucone do urny w ambasadzie w Waszyngtonie. Chodzi o kilkaset głosów, które należało wysłać pocztą dyplomatyczną do Centralnej Komisji Wyborczej w Sofii. Jak wykazała kontrola, zostały one przez pomyłkę wyrzucone.
W Turcji 93 tys. głosów Turków o podwójnym, bułgarsko-tureckim obywatelstwie zagwarantowało wejście do parlamentu siedmiu z ogólnej liczby 38 posłów partii mniejszości tureckiej - Ruchu na rzecz Praw i Swobód (DPS), co zapewniło jej pozycję trzeciej siły parlamentarnej. Według nacjonalistycznej partii Ataka, która zasygnalizowała problem, podczas głosowania w Turcji doszło do masowych naruszeń, głównie do wpisywania na listy martwych dusz.