Premier Belgii prezydentem Unii Europejskiej?

Tomasz Bielecki, Bruksela
03.11.2009 , aktualizacja: 03.11.2009 09:47
A A A Drukuj
Rosną notowania belgijskiego premiera Hermana Van Rompuya w wyścigu o prezydenturę Unii Europejskiej. - Żaden z krajów UE na razie nie zawetował jego kandydatury - mówią brukselscy dyplomaci.
Herman Van Rompuy
Fot. SEBASTIEN PIRLET REUTERS
Herman Van Rompuy
Choć brak weta wobec Hermana Van Rompuya nie jest jeszcze żadną gwarancją poparcia ze strony wszystkich 27 krajów UE, to belgijska prasa już wczoraj przekonywała, że premier Belgii jest "nie tyle kandydatem, ile największym faworytem". Posadę stałego przewodniczącego Rady Europejskiej (czyli tzw. prezydenta UE) miałby objąć tuż po wejściu w życie traktatu lizbońskiego, czyli być może na początku grudnia tego roku.

- Żadnych komentarzy! - uporczywie odpowiadał wczoraj rzecznik Van Rompuya, który w przeciwieństwie do kilku innych bohaterów medialnych spekulacji nie zaprzecza, że kandyduje. Jego nazwisko nieoczekiwanie pojawiło się w kuluarowych rozmowach podczas szczytu UE w ostatni piątek. Wtedy też stało się jasne, że wykreowany głównie przez anglojęzyczne media Tony Blair ma bardzo nikłe szanse na objęcie nowego urzędu.

Hermana Van Rompuya jako jednego z ważniejszych zawodników wymieniali też polscy dyplomaci uczestniczący w brukselskich obradach. Wybór belgijskiego chadeka, który pochodzi z niderlandzkojęzycznej części kraju, oznaczałby, że przywódcy krajów UE postanowili mieć prezydenta mało charyzmatycznego, który nie starałby się zagarniać kompetencji krajów członkowskich i który skupiałby się raczej na koordynowaniu pracy Rady Europejskiej niż narzucaniu jej swych wizji politycznych. Taki model dość słabego prezydenta UE jest bliski polskiemu rządowi.

Van Rompuy to już trzeci polityk z krajów Beneluksu wymieniany jako kandydat na przewodniczącego Rady Europejskiej. Premier Luksemburga Jean-Claude Juncker niedawno de facto sam zgłosił swą kandydaturę (ma raczej małe szanse), natomiast holenderski premier Jan Peter Balkenende jakoś nie potrafi przekonać europejskich mediów, że nie zamierza ubiegać się o żaden urząd w Brukseli.

Niewykluczone, że czeski trybunał konstytucyjny już dziś orzeknie o zgodności traktatu lizbońskiego z konstytucją, co otworzy drogę do podpisania Lizbony przez prezydenta Vaclava Klausa. I już 11-12 listopada mógłby odbyć się szczyt kadrowy, na którym przywódcy UE mogliby nominować prezydenta UE.



Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy