Burzę w sprawie zasiłków dla dzieci imigrantów rozpętał chyba nieopatrznie poseł Partii Pracy John Mann, wysłając interpelację do ministerstwa finansów. Dane, które otrzymał, podchwyciły szybko dwie nieprzychylnie nastawione do imigracji gazety - "Daily Telegraph" i "Daily Mail".
"Podatnicy dają 20 mln funtów z tytułu zasiłków polskim dzieciom - nawet jeśli te nie postawiły stopy w Wielkiej Brytanii" - zatytułował wczoraj artykuł na stronie internetowej brukowiec "Daily Mail".
Chodzi o zasiłki i ulgi podatkowe płacone zgodnie z przepisami Unii Europejskiej pracującym na Wyspach Polakom. Jedna z unijnych dyrektyw stanowi bowiem, że imigranci z krajów członkowskich UE pracujący i płacący podatki w innym kraju UE mają prawo do korzystania tam z zasiłków i ulg na dzieci bez względu na to, czy ich pociechy mieszkają z nimi, czy też zostały w kraju rodzinnym. Chodzi o utrzymanie jednego z fundamentów unijnego rynku - swobodnego przepływu siły roboczej.
Z danych brytyjskiego ministerstwa finansów przekazanych Izbie Gmin wynika, że Polacy są zdecydowanie najliczniejszą grupą korzystającą z tego prawa. Choć z powodu kryzysu polska imigracja zarobkowa na Wyspy kurczy się, to naszych dzieci wspieranych przez brytyjski rząd przybywa. O ile w marcu 2008 r. było ich 31,4 tys., to w październiku 2009 r. - już 37,9 tys.
W rywalizacji o brytyjski socjał rodacy są bezkonkurencyjni. Dla porównania - o brytyjskie zasiłki wystarali się w tym samym okresie rodzice zaledwie 2,5 tys. dzieci ze Słowacji, 2,3 tys. z Francji i 1,8 tys. z Irlandii.
Zasiłek w Wlk. Brytanii wynosi 10 funtów tygodniowo na pierwsze dziecko i 13,2 funta za każde kolejne. Po roku pracy na Wyspach z tytułu posiadania dzieci zyskuje się prawo do 100 funtów ulgi podatkowej tygodniowo. W sumie na zasiłki i ulgi dla dzieci pracujących na Wyspach Polaków brytyjski budżet wydał w 2008 r. 24 mln funtów.
- W porównaniu z miliardami wydawanymi przez rząd na pomoc socjalną owe polskie 24 mln to niewiele, ale w czasach kryzysu trzeba dokładnie oglądać każdego funta - mówi "Gazecie" Daniel Kawczynski, poseł konserwatystów polskiego pochodzenia. - Na takie reguły zgodził się w UE lewicowy rząd, trudno będzie je zmienić, ale szykując się do wyborów, dokonujemy dokładnego przeglądu polityki zasiłkowej.
Philip Hammond odpowiadający za finanse w gabinecie cieni torysów też jest oburzony. "W sytuacji, kiedy Wlk. Brytania zadłuża się, a rządowa strategia walki z ubóstwem dzieci legła w gruzach, doprawdy trudno uwierzyć, że Gordon Brown śle miliony funtów z kieszeni podatnika dla dzieci, które nawet w tym kraju nie mieszkają" - mówi gazecie "Daily Telegraph".
Zdaniem Kawczynskiego nie jest wykluczone, że po wygranych wyborach w 2010 r. torysi będą chcieli renegocjować z UE warunki członkostwa, w tym także przepisy socjalne.