Auta na rondzie przy Haifa Street w Bagdadzie, obraz się trzęsie, widać eksplozję - to klatki z filmu dokumentującego moment niedzielnego zamachu w Iraku. Zginęło w nim co najmniej 155 osób. Kilkaset zostało rannych.
Wideo na konferencji prasowej przedstawił gubernator Bagdadu.
Obraz z pierwszej kamery pokazuje ruch na Haifa Street. Nagle ładunek wybuchowy eksploduje. Obraz robi się ciemny. Kamera się trzęsie. Obraz z drugiej kamery pokazuje wraki aut, pozostałe po eksplozji.
Zamach: Ponad 150 ofiar
Niedzielny zamach był jednym z najbardziej krwawych od miesięcy. W centrum Bagdadu eksplodowały dwa samochody. Do wybuchów doszło niemal jednocześnie.
Świadkowie zamachu relacjonowali: - Ściany się waliły, musieliśmy uciekać - mówi 24-letni Yasmeen Afdhal. - Jest wielu rannych, widziałem jak ich zabierali. Wyciągali ludzi ze zgliszczy i w pośpiechu nieśli do karetek - dodaje. - Byłem w pracy i nagle usłyszałem potężny wybuch - mówi 30-letni inżynier w rozmowie z AFP. - Moi koledzy upadli na ziemię. Dookoła zrobiło się zupełnie ciemno. Obudziłem się w szpitalu - dodaje.
Wielu ludzi po zamachu wyrażało ogromne rozżalenie tym, że rząd nie zapobiega zamachom, a służby ratunkowe działają zbyt wolno. - Gdzie są ratownicy? - pytał mężczyzna. Szukał swojej siostry, która pracuje w ministerstwie sprawiedliwości. - Rząd obiecywał, że służby będą przeszukiwać samochody i sprawdzać, czy są tam ładunki. Ale oni nie pracują. Nie wykonują swoich zadań - mówi.