Polonia w USA: starzy kontra nowi

Marcin Bosacki, Chicago
17.10.2009 , aktualizacja: 17.10.2009 11:26
A A A Drukuj
Zakończony wczoraj zjazd Polonii w Chicago dobitnie pokazał kryzys toczący polskie organizacje w USA. Szans na odnowę na razie nie widać
Lech Kaczyński podczas spotkania z amerykańską Polonią
Fot. www.prezydent.pl
Lech Kaczyński podczas spotkania z amerykańską Polonią
Frank Spula, prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej, największej organizacji polonijnej na świecie, zaczął zjazd od opowieści o dokonaniach KPA. Spula pokazywał na rzutniku zdjęcia ze starych zjazdów Polonii w halach na wiele tysięcy osób. Słuchało go jednak niecałe dwieście, zapełniające wraz z dziennikarzami i gośćmi z Polski połowę niewielkiej sali Północno-Wschodniego Uniwersytetu Illinois w Chicago.

Różnica była porażająca. Trzy czwarte delegatów to osoby w wieku emerytalnym. Na zjeździe nie było żadnego ważnego polityka amerykańskiego, jedynie pewien kongresman polskiego pochodzenia miał wpaść tylko na chwilę w nocy z piątku na sobotę czasu polskiego.

Z Polski także nie przyjechał nikt z pierwszego szeregu polityki, na początku zjazdu żmudnie przez prawie dwie godziny odczytywano więc listy: od prezydenta, szefa MSZ, marszałka Senatu oraz wicepremiera Pawlaka, który miał przemawiać, ale nie dojechał.

Polonia nie ma dziś praktycznie żadnych wpływów w Waszyngtonie - na Kapitolu jest kilku kongresmanów pochodzenia polskiego, ale nie zawdzięczają oni wyboru organizacjom polonijnym, nie czują więc wobec nich żadnej lojalności. Spadają wpływy polityczne Polonii w tradycyjnie "polskich" stanach i miastach.

W listach z Polski w potoku zapewnień o "wdzięczności i przywiązaniu" najszczerzej zabrzmiało jedno zdanie ministra Radosława Sikorskiego, który pisząc o "wielkim potencjale Polonii", zaznaczył, że "pragnąłby, aby wysiłki Polonii były wyraźniejsze i rzeczywiście wpływały na politykę USA wobec Polski".

Czy odbudowa siły Polonii jest w ogóle możliwa? Do pewnego stopnia zapewne nie, bo na niekorzyść Amerykanów polskiego pochodzenia działa historia i demografia. Wiadomo, że w organizacjach mniejszości w USA (jedynym wyjątkiem są Żydzi) najbardziej aktywni są imigranci z pierwszego i drugiego pokolenia, wśród tych z trzeciego i czwartego chęć działania jest bardzo już rzadka. Tymczasem spośród 9,8 mln Amerykanów przyznających się do polskich korzeni w Polsce urodziło się ledwie 0,5 mln, a większość z nich przybyła do Ameryki przed 1989 r.

W ostatnich latach, po wejściu Polski do UE i fali emigracji do Wlk. Brytanii i Irlandii, a zarazem przy zaostrzeniu przepisów imigracyjnych w USA, Polacy praktycznie do Ameryki przybywać przestali. Ale na pewno więcej zrobić się da - w USA za dużo lepiej zorganizowane uważa się o wiele mniejsze od polskiej diaspory Ormian, Greków czy Ukraińców.

Poprzedni, wieloletni, nieżyjący już prezes KPA Edward Moskal swymi antysemickimi wypowiedziami sprawił, że wielu polityków postrzega Kongres jako organizację właśnie antysemicką. Moskal doprowadził też do skłócenia Polonii i do tego, że w Kongresie widziano organizację "starej", głównie chicagowskiej Polonii, niechętnie otwierającą się na nowych Polonusów, np. tych z imigracji solidarnościowej lat 80.

Teraz, jak przyznawało w kuluarach wielu działaczy KPA, stara gwardia zaczyna dostrzegać, że na nowych otworzyć się musi. Było też na to kilka dowodów podczas obrad. Specjalną sesję poświęcono "młodym liderom i liderkom". Jedna z nich Jennifer Crissey z Polskiej Unii Rzymsko-Katolickiej wprost wezwała przywództwo KPA, by "przekazało pałeczkę młodym".

W wielu miastach USA powstają i nieźle działają nowe organizacje Polonii. Działacze niektórych z nich, jak świetnie pracującej m.in. z nielegalnymi imigrantami z Polski Inicjatywy Polonijnej z Chicago, na zjazd przyjechali. Inni, jak przedstawiciele inicjatyw z Waszyngtonu, Nowego Jorku czy Detroit, jednak się nie pojawili (nie wszystkich zresztą zaproszono).

Czy Spula, w końcu wieloletni współpracownik Moskala, i reszta starej gwardii rzeczywiście chcą się podzielić z 20- i 30-latkami władzą w KPA, w tym m.in. kontrolą nad polonijnymi firmami ubezpieczeniowymi?

- My robimy swoje - mówi Monika Starczuk z Inicjatywy Polonijnej. - Jesteśmy ostatnim pokoleniem Polaków, które napłynęło w latach 90. do Ameryki dużą falą. Chcemy coś po sobie zostawić, mamy mnóstwo energii. A czy będziemy działać w ramach KPA, czy nie, to sprawa drugorzędna.



Podziel się

  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    27 głosów